613 obserwujących
1599 notek
9294k odsłony
7819 odsłon

Kotwica smoleńska

Wykop Skomentuj67

 

Obrazowo rzecz ujmując: kotwicą, która trzyma smoleński statek szaleńców, chroniąc go przed odejściem na szerokie wody zguby i potępienia, albo inaczej: „ścianą nośną” moskiewskiej budowli, której to (ściany) zburzenie obala cały żelbetonowy mit „katastrofy prezydenckiego tupolewa 10-04-2010 o 8:41 pol. czasu” – jest krótki, niepozorny zgoła, komunikat, przekazywany (jak legenda głosi) przez mińskiego „kontrolera” rzekomo o godz. 10:14 rus., a o 8:14 pol. czasu. Brzmi on (podaję za kanonicznymi, najwcześniejszymi „stenogramami” CVR-1, w których go umieszczono po raz pierwszy, na s. 12[1]): Polish 1-0… Polish Air Force 1-0-1, for information at 6:11 Smolensk visibility 400 meters fog.  Bez tego “kamienia węgielnego” ruska budowla/narracja leży w gruzach. Wyrwanie tej właśnie kotwicy z dna spowoduje, że statek szaleńców zacznie dryfować, kolebiąc się coraz mocniej na boki, a następnie zniesie go sztorm, po czym ruska łajba utonie w mętnych głębinach „w położeniu plecowym”.
 
Więc po kolei. O ile w „zapisach” tych najwcześniejszych, opublikowanych na początku czerwca 2010, czyli w CVR-1, nie są rozróżnieni  sami „kontrolerzy” mińscy, o tyle w wersji CVR-2 (niestety, dopiero w CVR-2), czyli przygotowanej przez CLK dla KBWLLP (potem także w wersji CVR-3, tej autorstwa IES-u dla NPW) jednoznacznie napisane jest (choć akurat w CVR-2 bardzo drobnym druczkiem), że komunikat ten przekazuje inna osoba (inny głos) aniżeli ta wypowiadająca do polskiej załogi polecenie: Polish Air Force one-zero-one, contact Minsk one-one-eight decimal niner-seven five oraz pożegnanie: Bye. W CVR-2 mówi je „kontroler” oznaczony MiC1, w CVR-3 – „kontroler” WM1. W przypadku „mińskiego zawiadomienia o niepogodzie” (tak może eufemistycznie nazwijmy kotwicę smoleńską) w CVR-2 przekazuje to „zawiadomienie” MiC2, w CVR-3 – WM2. Niedowiarków odsyłam do lektury odpowiednio: Załącznika 8 do „raportu Millera” (na s. 129 jest wyjaśnienie oznaczeń) oraz do pdf-u IES-u(http://www.npw.internetdsl.pl/Dokumenty/IES-odczyt1.pdf) oraz zawierającego „legendę” Suplementu (http://www.npw.internetdsl.pl/Dokumenty/suplement.pdf s. 1).
 
szpule
 
W CVR-3 kotwicę smoleńską wzmacnia (na s. 25 pdf-u) jakby dodatkowy stalowy łańcuch w postaci niezwykłego, tajemniczego doprawdy, „stenogramu telefonicznej rozmowy” poprzedzającej pojawienie się „mińskiego zawiadomienia”, który to „stenogram” miała wspaniałomyślnie przekazać polskiej stronie białoruska prokuratura (nie jest napisane, kiedy i w jaki sposób). „Rozmowa” ta ma się toczyć rzekomo o godz. 8:13 pol. czasu (tak podają autorzy CVR-3). W przypadku tej dość lakonicznej, jak się łatwo przekonać, konwersacji, wiemy jedynie, że ktoś dzwoni do WM2 (a więc „drugiego mińskiego kontrolera”, przypominam), gdyż nie jest w ogóle podane, kto jest faktycznym rozmówcą tego WM2 i jaką reprezentuje instytucję. Moskiewscy dezinformatorzy, konstruując tę „dogrywkę” materiału dowodowego, nie zadbali już o takie „zbędne” detale, sądząc, że fałszerstwo musi przejść bez echa. (Jakżeby mogło nie przejść, skoro tylu specjalistów tak świetnie sobie radzi od 4 lat z „zapisami” przeróżnymi i ich „dekodowaniem”?) Treść przekazywanego telefonicznie komunikatu dla „polskiego, oznaczonego literą…”[2] brzmi tak:
 
W Smolenskie, za odinnadcat’ minut, tuman, czietyrjesta mietrow i na czas biez izmienienij dajut [dosł.: W Smoleńsku z jedenaście po, mgła, czterysta metrów i na godzinę podają bez zmian – aczkolwiek tłumacz tłumaczący dla IES-u tłumaczy: W Smoleńsku z jedenaście po, mgła, [widzialność – przyp. tłum.] czterysta metrów i na godzinę podają bez zmian[3] - zapewne, żebyśmy nie mieli wątpliwości, o co chodzi, albo żebyśmy już z odpowiednim nastawieniem wgryźli się w „mińskie zawiadomienie” o niepogodzie. WM2 pyta swego rozmówcę – tak jakby nie miał w pobliżu zegarka – Eto za skolko? [A to z której godziny?] – choć przecież „anonim” podał mu właśnie, że: z jedenaście po, więc sprawa godziny powinna być prostsza od budowy ruskiego, a może i białoruskiego, cepa i nie powinna wymagać żadnego „dookreślania” (wystarczyłoby spojrzeć na zegar/zegarek). Tym niemniej „anonim” wyjaśnia cierpliwie i w dodatku pełnym zdaniem owemu WM2: Za szest’ czasów odinnadcat’ minut. [Z godziny szóstej minut jedenaście.] – by nikt nie miał wątpliwości, zwłaszcza nikt z czytelników „stenogramów IES-u dla NPW” (wcześniej bowiem pies z kulawą nogą o tej rozmowie nie słyszał ani nie wspominał), z której godziny. I chyba nikt nie ma tu wątpliwości - poza paranoikami.
 
Czemu jednak rozmówca „kontrolera” WM2, mówiąc tym pełnym zdaniem, nie dopowiada cierpliwie, iż chodzi mu o czas UTC, tak żeby nie było już dla nikogo absolutnie żadnych, ale to żadnych wątpliwości never ever? Jak wiemy bowiem, o czym nas zapewniają od lat znakomici mistrzowie katastrofologii: w lotnictwie, w kontroli lotów, w depeszach lotniczych oraz w lotniczej korespondencji radiowej używa się właśnie UTC jako pewnego niezmiennego układu odniesienia pozwalającego zachować stałe parametry czasowe w komunikatach i podejmowanych działaniach, mimo zmienności stref (czasowych) i różnic między tymi strefami. Ktoś powie na to: zapewne dla telefonicznych rozmówców zaprezentowanych w bonusowym „stenogramie” w CVR-3 sprawa czasu jest zupełnie oczywista i wiadomo (nie tylko im, ale i nam), że to po prostu UTC, a nie np. ruski czas. „6:11 UTC”, to jasne i niepodważalne. I na tym można zakończyć deliberacje – i pójść na kawę lub piwo.
 
Pozostaje tylko ustalenie, kto i o której godzinie przekazuje ten komunikat do „Mińska”, owemu WM2? Może ktoś z Siewiernego? Może, może. Może, powtarzam, aczkolwiek w „stenogramach szympansów” nie znajdziemy mikroskopijnego śladu po takiej tel. rozmowie (ani o godz. 6:11 UTC, ani o 6:13 UTC). Może wobec tego ktoś z Moskwy dzwoni? Może. Jak najbardziej, ani chybi, choć żadnego stenogramu z moskiewskimi telefonicznymi rozmowami z Moskwy nie mamy. Jeszcze nie mamy. Może zostanie dosłany niebawem, gdy będą powstawać np. „stenogramy” CVR-4. Wystarczy więc jedynie ustalić w takim razie, kto z Siewiernego do Moskwy przekazuje telefonicznie tę wiadomość o niepogodzie z godz. 6:11 UTC, dzwoniąc w dość wąskim i skromnym, bo raptem dwuminutowym, przedziale czasu między 6:11 UTC a 6:13 UTC? Wyłącznie bowiem taki (ale zawsze jakiś) przedział czasu by pozostawał na przekazanie tej pilnej informacji dla załogi PLF 101, skoro już o 6:13 UTC telefonowałby do „Mińska” ktoś z Moskwy, by o 6:14 UTC wieść mogła być przekazana przez radio (z „Mińska”) polskiej załodze. Niestety, brak również śladu po takiej tel. rozmowie w „stenogramach MAK-u”. Jedyny telefoniczny ślad z tej pory (tu z godz. 6:13 UTC, czyli 10:13 rus. czasu, wcześniej bowiem w pdf-ie tel­_per jest połączenie z godz. 6:07 UTC[4], więc niezbyt pasuje[5]), to rozmowa Plusnina z niejakim Kokariewem. W niej „kierownik lotów” ze smoleńskiego północnego aeroporta twierdzi, iż trzeba „go” (w domyśle „Polaka”) wyganiać na zapasowe bez zniżania i że gdzieś „on” (w domyśle ten „Polak”) po trasie idzie, nie wiadomo, czy wszedł w mińską strefę czy moskiewską. Czy to byłby pierwowzór „mińskiego zawiadomienia”? Nie bardzo. Kto jednak wciąż nie wierzy, niech sprawdza w „dokumentacji MAK-u”[6].
 
Ale, ale, ale, ktoś powie nerwowo, zaraz, zaraz, pomału, pomału, ludzie, nie wpadajmy w coraz głębszą paranoję… przecież nie dostrzegamy wielkiego słonia w ruskiej menażerii, a więc samolotu TSO 331, który, w drodze z Moskwy do Barcelony, o godz. 6:10-6:11 UTC ma się łączyć z Plusninem i to załodze tego statku powietrznego „kierownik lotów” (KL) przekazuje masę ważnych informacji z Siewiernego (m.in. faktyczna [pogoda], widzialność rzędu czterysta, gdzieś tak nie więcej niż czterysta - i po chwili KL dodaje: przewidują, że jeszcze z godzinę będzie mgła), natomiast pilot TSO 331 wyjaśnia Plusninowi, iż „Moskwa poprosiła” o zdobycie tych wieści. Brzmią one znajomo? Nawet za bardzo. Zapewne więc, może nieco okrężną drogą typu: Plusnin-TSO331-„Moskwa”-„Mińsk”-łączność radiowa-PLF101, wiadomość o smoleńskiej niepogodzie do pilotów „prezydenckiego tupolewa” dobiegła. Nie tyle zatem ktoś z Siewiernego dzwonił do „Mińska” i/lub „Moskwy” (może „naziemna łączność”, czyli wojskowe telefony, nie działała w sobotę 10 Kwietnia zbyt szybko i sprawnie, mimo kilkudziesięcioletniej elektryfikacji i władzy rad), co po prostu KL Plusnin przekazał dane z XUBS pilotowi TSO 331, ten bystro podzwonił do kogoś z Moskwy, a ktoś z Moskwy migiem/piorunem zatelefonował do Mińska. Może to wszystko, cały ten komunikacyjny łańcuch, nieco skomplikowane, ale w ruskiej (niesamowicie skomplikowanej) rzeczywistości całkiem realne. Wprawdzie o godz. 6:18 UTC ów pasażerski TSO 331 przechodzi punkt ASKIL i jego załoga radiowo koresponduje z „Mińskiem”, i pojawia się znakomita okazja, by przekazać wiadomość (już nie tylko „Mińskowi” za pośrednictwem „Moskwy”, ale i) pilotom „prezydenckiego tupolewa”, którzy słyszą TSO 331 w kokpicie PLF 101 – jak jednak wiemy z CVR-1, polska załoga „już jest powiadomiona” (przez „Mińsk” o godz. 6:14 UTC), dlatego dalej sobie leci do Smoleńska, a nie np. do (czynnego) Mińska lub (nieczynnego) Witebska.  
 
No bo chyba nikt nie podejrzewa w tym miejscu, iż tak wielu komunikacyjnych ogniw zwyczajnie nie było, telefoniczna rozmowa z WM2 to ruska fałszywka, „Mińsk” wcale nie poinformował 10 Kwietnia PLF 101 o widzialności 400 i mgle – tylko wiadomość tę– przekazał polskim pilotom… „kontroler” Plusnin ze Smoleńska, dopiero w chwili, gdy „tutka” zawitała u granicy białorusko-ruskiej i ustami kpt. A. Ziętka zgłosiła się „Korsażowi”[7]?Komu mogłoby przyjść do głowy takie debilne rozwiązanie, skoro przecież „mamy stenogramy”, „mamy zapisy” – mamy wszystko, jeśli chodzi o „najważniejszą dokumentację” w tej materii?
 
Wróćmy wobec tego do niepodważalnych, choć zmieniających się, by tak rzec, z edycji na edycję, „stenogramów”. Co mówi załoga PLF 101 po „mińskim zawiadomieniu” z godz. 6:14 (UTC)? W CVR-1 niewiele. W CVR-2 już więcej, podobnie w CVR-3 – można sprawdzić i porównać, nie będę sypać cytatami. Dopiero jednak z wersji CLK/KBWLLP i IES-u/NPW, obu opublikowanych już grubo po „zakończeniu prac badawczych” przez radzieckich mundurowych i cywilnych ekspertów z „MAK”, możemy się dowiedzieć, iż ktoś, najprawdopodobniej prowadzący korespondencję (z „Mińskiem”, potem „Moskwą”, a później ze „Smoleńskiem”) nawigator PLF 101, czyli Ziętas, powtarza w kokpicie tylko: four-zero-zero meters fog, ze znakiem zapytania. Powtarza, zauważmy, four-zero-zero meters fog, a nie np. four hundred meters, bo zapewne i „kontroler” (ponoć „miński”, WM2) „przekazuje” w takiej dokładnie formie ów alarmujący o niepogodzie na docelowym aeroporcie komunikat (o godz. 6:14 (UTC)).  
 
Nu i czto?, spytałby ktoś z miną Stiopy ze skeczu z P. Fronczewskim i W. Pszoniakiem. W czym problem? W tym, że Ziętas w CVR-1 mówi tylko: Roger, Polish Air Force one-zero-one (w CVR-2 też, choć w CVR-3 już bez Roger), a nie powtarza literalnie treści „mińskiego zawiadomienia”? W tym, że w CVR-2 i CVR-3 powtarza wyłącznie four-zero-zero meters fog – bez visibility i bez (godziny) at zero-six-one-one? A może w tym, że „kontroler” WM2, gdy podaje wcześniej przez radio, na jaką PLF 101 wysokość ma się zniżyć, mówi: Polish Air Force one-zero-one, now descend to flight level, a, three thousand nine hundred meters (a nie np. three-nine-zero-zero)? Może przekazując widzialność smoleńską – ze względu na to, by oddać grozę sytuacji meteo na docelowym lotnisku – WM2 używa liczebników prostszych i zamiast four hundred cedzi four-zero-zero, tak na wszelki wypadek, gdyby załoga miała nie zrozumieć albo zbagatelizować sprawę. A że akurat frazy four-zero-zero meters używa także 10 minut później, bo o (6:24 UTC wg CVR-1) KL Plusnin, przekładając na angielski swą wypowiedź: Na Korsażie tuman, widimost’ czietyrjesta mietrow, four-zero-zero meters? To tylko zbieg okoliczności. Poza tym Plusnin przecież nie dodaje słów visibility ani fog, czyż nie? No i najważniejsza rzecz: głos WM2, czyli mińskiego „kontrolera” to nie głos KL Plusnina, prawda?
 
Czy prace IES-u nad „taśmami jaka-40” nie przedłużają się z roku na rok[8] z tego np. powodu, że nie tyle buczenie ruskiego prądu, co brak „mińskiego zawiadomienia”, utrudnia „skompletowanie stenogramów”? Taśmy te przecież nie zaginęły w czeluściach moskiewskich sejfów (jak szpula z CVR[9], której do tej pory, od 4 lat, Polska „nie odzyskała”), tylko wróciły na pokładzie PLF 101 do Warszawy już kilka godzin po „katastrofie” – wraz z gnającym do swych obowiązków prezydenckim min. J. Sasinem, ocalałym z katastrofy – i chyba nie wymagają jakichś niesamowitych analiz fonoskopijnych (w przeciwieństwie do wielomiesięcznych prac nad „kopiami” z PLF 101). Jeśli ktoś nie wie, o jakie taśmy chodzi, to przypominam: te z magnetofonu na pokładzie PLF 031, na których miała zostać zarejestrowana radiowa korespondencja np. między „Mińskiem” a „prezydenckim tupolewem”. Co tam jeszcze „udało się nagrać”, diabli smoleńskie wiedzą, ponieważ magnetofon wyłączono akurat po dwóch podejściach „Frołowa”[10]. Chor. R. Muś, który życiem zapłacił za swoją wiedzę o 10-tym Kwietnia, opowiada w lipcu 2010[11], tj. zaledwie miesiąc po opublikowaniu CVR-1: na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe. Później włączyliśmy już tylko naszą radiostację, bez magnetofonu. Szkoda.
 
W takim razie, skoro w przypadku „taśm z jaka-40” akurat korespondencja PLF 101 z Siewiernym, mogąca tak wiele wyjaśnić, co do 10-04, przepadła (bo przecież nikt nie podejrzewa, iż została na czyjś rozkaz zwyczajnie skasowana), to „mińskie zawiadomienie” z 6:14 UTC przekazane przez WM2 winno się w pełni zarejestrować, a specjaliści z IES-u nie powinni mieć najmniejszego problemu z jego odnalezieniem na kilkunastominutowym (jak można sądzić po lekturze „stenogramów CVR PLF 101”) nagraniu. Gdyby się jednak ono nie znalazło, to można ów „dźwięk” (owego WM2), jak mawiają radiowcy, przekopiować z kopii „zapisów CVR”, na których głos mińskiego „kontrolera” na pewno był – przekopiować dla świętego spokoju, rzecz jasna. I wtedy opublikować – nawet z zaznaczeniem, jak wiele wysiłku i czasu wymagało oczyszczanie nagrań z ruskiego elektro-buczenia.
 
odsłuch
 
Dlaczego nazwałem „mińskie zawiadomienie” kotwicą smoleńską tudzież węgielnym kamieniem moskiewskiej budowli? Dlatego że ono stanowi fundament całej oficjalnej narracji. Po pierwsze, legenda głosi, że polska załoga już o 6:14 UTC dostaje newsa, po którym zamiast lecieć do Smoleńska, winna skierować się na lotnisko zapasowe – a PLF 101 kontynuuje lot na XUBS, jakby nigdy nic. Po drugie, w odniesieniu do tego „mińskiego zawiadomienia” usytuowane są (a ściślej usytuowane zostają w postprodukcji) rozmowy załogi dotyczące „mgły”, „naszego meteo”, „lądowania/wiszenia jaczka” etc. Co więc gdyby się nagle okazało, iż „mińskie zawiadomienie” zostało precyzyjnie dograne podczas prac montażowych nad „zapisami CVR”, dograne, by wzmocnić ruski propagandowy przekaz? Przekaz o tępych polskich wojskowych lotnikach z elitarnego pułku wożącego od dziesięcioleci ministrów, premierów, generałów, prezydentów, którzy to lotnicy lekceważą śmiertelne niebezpieczeństwo, łamią przepisy i pozbawieni są kompetencji. Co, gdyby w rzeczywistości dopiero po minięciu przez PLF 101 punktu ASKIL i zgłoszeniu się Ziętasa „Korsażowi”, polska załoga, lecąc przy całkiem dobrej pogodzie, dowiedziałaby się, ku swemu kompletnemu zaskoczeniu, że na lotnisku, na którym zamierza lądować z prezydencką delegacją, panują warunki takie, jakie opisuje Plusnin? Co? W takim scenariuszu wszystko wyglądałoby inaczej. Dlaczego? Dlatego, że np. rozmowy, które w CVR-1 są „zabetonowane” (od 4 lat!) jako te po „mińskim zawiadomieniu”, byłyby faktycznie prowadzone dopiero po komunikacie Plusnina.
 
Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby też okazało się, że Polacy przerwali zniżanie, zatrzymawszy się np. na 3600 metrach (vide komunikat „moskiewskiej kontroli”) i przeczekiwaliby niepogodę, zgodnie z tym, co stwierdza (już po radiowej wymianie zdań między por. A. Wosztylem a ppłk. R. Grzywną) do dyr. M. Kazany mjr A. Protasiuk (Możemy i pół godziny powisieć, i odchodzimy na zapasowe). Przeczekiwaliby wysoko nad chmurami. Nikt nie spieszyłby się z żadnym lądowaniem, ponieważ „prezydencki tupolew” wystartowałby dużo wcześniej niż to głosi moskiewska legenda – można byłoby więc zarówno czekać, jak i próbować po jakimś czasie (i po negocjacjach z „kontrolerami”) dokonać próbnego zajścia, a następnie bezpiecznie odejść na zapasowe lotnisko. W CVR-3 (tu o 6:17 UTC)[12] szefowa pokładu B. Maciejczyk mówi do Dowódcy PLF 101: Pokład mam przygotowany. W tychże CVR-3 (ale tym razem o 6:35 UTC) szefowa pokładu mówi ponownie: Dowódco, pokład gotowy do lądowania. Co innego, jak nie przerwanie zniżania, mogłoby się wydarzyć między tymi dwoma meldunkami stewardessy, oddalonymi od siebie o ok. 20 minut (dokładnie o 18 min.), skoro musiano by powiedzieć pasażerom, iż mogą rozpiąć pasy po pierwszym przygotowaniu do lądowania? 
 
szpula
 
Ktoś może powiedzieć: to niemożliwe z tą kotwicą. Niemożliwe, za Chiny Ludowe. Tak nie może być. Po co Ruscy mieliby dokonywać takiego ewidentnego fałszerstwa i dogrywać wypowiedź jakiegoś mińskiego „kontrolera”? Po co? W jakim celu? Po co? Czyż podstawową przyczyną „katastrofy smoleńskiej” nie była mgła? Czyż kolejną przyczyną „katastrofy” nie był niesamowity pośpiech załogi, nerwowość i brak czasu na „decydowanie o jakiejkolwiek zmianie planów”? Czyż PLF 101 nie wystartował z półgodzinnym, jeśli nie godzinnym opóźnieniem? Mam wymieniać dalej? Powodów więc było naprawdę mnóstwo.
 
Ten ktoś (nieco skołowany, ale nie poddający się) mógłby sobie jeszcze przypomnieć w ostatniej chwili, że przecież w Syndromie katyńskim (http://www.youtube.com/watch?v=SIn2MGAOguI 24’16’’), ruskim filmie quasi-dokumentalnym o „katastrofie prezydenckiego tupolewa”, pokazany jest w eleganckim umundurowaniu „kontroler lotów”, który miał osobiście wygłosić owo „mińskie zawiadomienie”: Dyżur pełnił Jurij Migucki – właśnie on prowadził rankiem 10 kwietnia polski samolot nr 101[13]. Większa część trasy z Warszawy do Smoleńska przebiega nad terytorium Białorusi (informuje lektor, zaś inny głos przypomina) „zero-six-one-one Smolensk, visibility four-zero-zero meters, fog” (po czym pojawia się ów „kontroler” mówiący po rusku, ale zagadywany przez lektora) Przekazałem informację o warunkach meteorologicznych na lotnisku w Smoleńsku. (I „Migucki” mówi nieco w tle) „W Smolenskie tuman, czietyrjesta mietrow…” (lektor zagłuszając resztę) Załoga potwierdziła otrzymanie informacji.
 
Migucki
 
IES, po tym, co napisałem wyżej, ma obecnie na wyciągnięcie ręki, bo na You Tube (więc nawet nie trzeba dobijać się do mińskiej kontroli i wyszukiwać próbek głosu „kontroler po kontrolerze”) w Syndromie katyńskim, próbkę głosu jedynego kontrolera prowadzącego rankiem polski samolot. Może zatem ów IES fonoskopijnie, konkluzywnie sprawdzić, czy zgadza się ten głos („Miguckiego”) z którymś z „mińskich” głosów z „kopii zapisów CVR” i z głosem WM2 z „pliku wav.” z „rozmową telefoniczną” przekazanego Polsce przez białoruską prokuraturę. Musi się zgadzać, prawda? Musi. To musi być właśnie on. „Migucki”. Nawet, jeśli dokładnie (w rus. filmie) nie potrafi powtórzyć, co Polakom rzekomo komunikował 10 Kwietnia i nie pamięta, że dwaj inni „kontrolerzy”, a nie tylko on, również wtedy prowadzili polski samolot ani że ktoś do niego (tu „Miguckiego”) zadzwonił na minutę przed przekazaniem „mińskiego zawiadomienia”. No bo jeśli WM2 nie byłby to „Migucki”, to kto? Warto by tego się dowiedzieć, gdyby jakieś nowe specjalistyczne prace „odsłuchowe” miały zaowocować wydaniem CVR-4, czyli kolejnej wersji „zapisów rozmów z kokpitu PLF 101 przed katastrofą smoleńską”.
 
Choć może to już nie będzie potrzebne, co daj Boże.

 

Wykop Skomentuj67
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale