Z pozoru żądania osób domagających się od blogerów "jawności" wyglądają na w pełni uzasadnione. Skoro zabierasz głos publicznie, to powiedz i pokaż, kim jesteś. Pomijając już to, że żądania takie stawiają b. często osoby anonimowe (co czyni sprawę całkiem absurdalną), należałoby na tę argumentację odpowiedzieć następująco, jak sądzę: ujawnienie tożsamości danego blogera pociągnęłoby za sobą dalsze kwestionowanie jego prawa do zabierania głosu (!). W jaki sposób? Zaraz znaleźliby się tacy, którzy stwierdziliby, że dany bloger jest "za młody, więc nie może wiedzieć, jak było" lub też "za stary i pewnie mu się miesza", lub "ma wykształcenie na poziomie magistra, więc nie może dyskutować z profesorami", lub "ma wykształcenie profesorskie, więc chce się mądrzyć", lub "ukończył podejrzaną uczelnię", lub "ma wykształcenie, które nie pozwala mu się wypowiadać w danej kwestii", lub "nie jest znany w kręgach profesjonalistów", lub "jest profesjonalistą i chce wszystkich pouczać", lub "udzielał się w opozycji, więc jest skrzywiony", lub "nie był w opozycji, więc po co zabiera głos" i tak bez końca. Bez końca. Pozostanie więc "w cieniu" danego nicka oszczędza nam czasu (tę uwagę kieruję i do prof. Sadurskiego i do PT. Dziennikarzy), zauważmy, gdyż nie zapętlamy się w jałowe spory ad personam, które w Sieci są chlebem powszednim.


Komentarze
Pokaż komentarze