Chciałoby się zapytać, gdzie ta salonowa dyskusja, gdzie te rozemocjonowane dziennikarskie głowy? Wygląda na to, że internauci mają rację. Życie w salonie24 toczy się dwutorowo: "chłopcy z miasta", czyli dziennikarze, wrzucają posty będące jakimś strzępkiem tego, co nie poszło w macierzystych mediach, a następnie przyglądają się, jak "wieś" blogerów się kotłuje wokól tychże postów. Jest to metoda na jakąś socjologiczną analizę, ale czy na pewno można to nazwać salonem?
Bywalcy salonu nie tylko niezwykle z rzadka odpowiadają na komentarze internautów (nawet te merytoryczne), ale i bardzo rzadko reagują na merytoryczne posty. Z kolei obserwacja ruchów na stronie startowej dowodzi, że ktoś dokonuje selekcji tego, co "nadaje się" na pierwszą stronę, a co nie. Komentarze blogerów do postów na "własnym" blogu ukazują sie błyskawicznie, zaś komentarze blogerów do blogów dziennikarskich "czekają" jakiś czas nim zostaną opublikowane, jakby ktoś poczciwy brał je w "międzyczasie" pod lupę. Ktoś powie: takie są prawa salonu, o co ci chodzi.
Pytanie podstawowe więc brzmi: gdzie są ci dziennikarze? Gdzie są gospodarze? Czujemy się samotni. W salonie zaraz zacznie straszyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)