Niewielu ludzi było zaniepokojonych (a już środowisko dziennikarskie w ogóle) pewnymi zaskakującycmi konwersjami wśród ludzi mediów w l. 90. Mam na myśli, naturalnie, ochocze i bezwarunkowe poparcie dla akcesji polskiej do Wspólnoty Europejskiej. Ileż to było przekonywań, że Polska od wieków "jest w Europie" i nam się ta akcesja "po prostu należy", że jest czymś oczywistym (a przeciwnicy tej akcesji, to, sprawa oczywista, banda prostaków).
Nikomu nie odmawiałbym prawa do takiej identyfikacji z europejskim dziedzictwem i europejską historią, gdyby (ten ktoś) twierdził to wprost w l. 80. w polskich mediach. Czy Andrzej Turski, Sławomir Zieliński w programie "Radiokurier" a potem w "Zapraszamy do Trójki", czy czytająca na antenie radiowej wraz z Beatą Michniewicz jakieś przedziwne listy do redakcji (nie wiadomo przez kogo napisane, swoją drogą) tak ochoczo i bezwarunkowo opowiadali nam o EWG, WE i "naszych wspólnych europejskich związkach", czy raczej stali na wałach obronnych dozgonnego (oczywistego i bezwarunkowego) sojuszu z ZSSR?
Ta światopoglądowa konwersja - do której każdy ma prawo, nie wątpię - byłaby łatwiejsza do zaakceptowania i pojęcia, gdyby nie wyglądała jak przeskok z "nie wolno" (mówić o Wspónocie Europejskiej jako naszym naturalnym punkcie odniesienia, naszym celu) do "trzeba" (mówić o WE ultrapozytywnie i bez żadnch wątpliwości). Przeskok z "nie wolno" na "trzeba" wygląda bowiem, jak przestawienie kulturowej zwrotnicy. Pytanie tylko, kim byli lub są owi tajemniczy zwrotnicowi w naszej kulturze?
(BTW, Marcin Wolski (kto nie zna (z ówczesnej "Powtórki z rozrywki") słuchowisk opartych na jego znakomitej prozie sensacyjno-fantastyczno-naukowej) na pytanie po 1989 r. dlaczego nie wraca do Trójki (jak wiemy, przeniósł się do Jedynki, ale tam jego program satyryczny jakoś dziwinie blado wypadał i wypada) odparł, że tam w l. 80. prowadzono "bardzo subtelną propagandę".)


Komentarze
Pokaż komentarze (6)