W ostatniej "Rzeczpospolitej" sobotnio-niedzielnej niezwykle intrygujący artykuł o strategiach kampanii medialnych kontrkultury gejowskiej:
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070616/plus_minus_a_7.html
Warto takie rzeczy śledzić z tego choćby powodu, że w Polsce już tego tyu kampanie się pojawiają (choć na razie jeszcze nie z taką częstotliwością i intensywnością jak na Zachodzie). Nie tak dawno R. Ziemkewicz pisał, jak - wiedziony rozmaitymi "alarmującymi" hasłami o "homofobii w Polsce" - sprawdził w statystykach policyjno-sądowych, ile mieliśmy wypadków prześladowania osób przyznających się do homoseksualizmu. I nic nie znalazł.
Oczywiście, że homoseksualistom nie chodzi o kwestie prześladowań (jeśliby to było prawdą, powinni sę udać to państw islamskich i tak walczyć o swoje prawa, skoro tam niejednokrotnie każe się śmiercią tego typu postawy seksualne). Chodzi im o to, co sformułował włoski marksista Antonio Gramsci: o marsz przez kulturę, o transformację kultury.
W tej kwestii moje stanowisko jest podobne do tego wyrażonego przez posła Rokitę: homoseksualizm jest sprawą wyłącznie prywatną (poznałem parę osób przejawiających te skłonności i jakoś udawało nam się przedyskutować te kwestie nie poadająć w ideologiczne zacietrzewienie) i eksponowanie "orientacji" tego typu publicznie traktuję jako społecznie niedopuszczalne.
Czy teraz spadną na mnie gromy? Gromiących odsyłam do artykułu powyżej.
Pozdrawiam też ludzi nieodczuwających strachu przed neomarksistowską kontrkulturą.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)