Ledwie nowy dzień nastał, już jakieś zbiorowe nawrócenia publicystów wywołane tajemniczym zdarzeniem z min. Fotygą, o którym jedynie "źródła zbliżone do", coś wiedzą. A to I. Janke wykonuje salto, a to zaraz Ł. Warzecha się dołącza do akrobacji, zaraz pojawią się następni zdolni komentatorzy, a już się wydawało, że przez chwilę (yesterday) stanęliśmy na innym gruncie. Przetoczyła się intrygująca debata, w której większość (mam na myśli racjonalnie myślących, nie trolli) uczestników spierała się o rolę Polski, o rację stanu i o postawę polskich polityków. A tu nagle bęc i okazuje się, że wczorajszą debatę powinniśmy puścić w niepamięć, bo dziś wszystko już jest inaczej. Domyślam się, że napięcie rośnie w miarę zbliżania się szczytu w Brukseli, ale czy aż tak, że dochodzi do takich zwrotów akcji?
Mam pomysł, zatem, by pójść krok dalej. Powtórzę to, co już napisałem w jednym z komentarzy, gdyż - jak już sprowadzać rzecz do absurdu - to na całego. Może nie tylko odsunąć min. Fotygę, a zażądać dymisji całego gabinetu Kaczyńskiego i poprosić stronę niemiecką, by zaproponowała jakichś przez nią wyznaczonych kandydatów-fachowców do takiej ekipy, która będzie umiejętnie negocjować na poważnych międzynarodowych spotkaniach (a poza tym będzie profesjonalnie rządzić tym awanturniczym regionem WE). Mamy jeszcze te niespełna dwa dni do szczytu, może akurat taka propozycja wypali? Niemcy mają ponoć rzucić swoją, lecz dopiero na szczycie w Brukseli. My tez możemy mieć taką ekstra ofertę negocjacyjną za pięć dwunasta, prawda? Przecież nawet w warcholskiej Polsce cuda się zdarzyć mogą i się zdarzają.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)