Przeszukiwałem z uwagą to, co w Wiadomościach o 19.30 nazwano eufemistycznie "blogiem L. Wałęsy" i nie znalazłem żadnego wpisu o "s-synu". Jak to się dzieje, że o 19.30 jest news o wpisie, a już o 20.00 wpisu nie ma? Czy podobnie nie było z jakimś fragmentem teczek Wałęsy, który zaistniał on-line przez kilkanaście minut?
"Dziennik" wprawdzie podaje treść komunikatu Wałęsy:
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=49274
ale chciałoby się mieć printscreen z tą wiekopomną wypowiedzią. Oczywiście już się pojawili w salonie24 egzegeci, którzy nie tylko wskazują na specyfikę języka Wałęsy, ale i na to, że "s-syn" może nie znaczyć tego, co chyba każdy dorosły Polak pod tym słowem jest w stanie wyczytać. To coś tak, jak z "taśmami Oleksego", który tłumaczył "ciemnemu ludowi", że określenie "buc" oznacza kogoś "małomównego".
Wypowiedź, o którą chodzi jest wiekopomna, bo jeszcze tego typu określenia w języku polskiej polityki chyba się nie pojawiły (może się mylę). Podkreślam, Wałęsa zakomunikował tak oficjalnie, a nie w jakiejś całkowicie prywatnej rozmowie. Przypominam, że Wałęsa to eks-prezydent, zaś L. Kaczyński, to obecny prezydent. Znamy poglądy Wałęsy dot. obecnego rządu i braci Kaczyńskich, ale - podkreślam - ta wypowiedź była oficjalna.
Nawet nie mam zamiaru kreślić odwrotnych paraleli typu: co by było, gdyby ktoś o Wałęsie czy Kwaśniewskim w taki sposób się wypowiedział, bo to przecież nie ma sensu i nie o to chodzi. Zastanawiam się jednak, dlaczego ta prymitywna, delikatnie mówiąc, wypowiedź Wałęsy nie budzi powszechnego oburzenia. A raczej wiem, dlaczego nie budzi. I, skoro jest taka ważna i odważna, dlaczego natychmiast zniknęła z Sieci?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)