Uwijają się jak w ukropie politycy z SLD i PO, traktując protest lekarzy i pielęgniarek jako kolejną świetną okazję do rozwałki rządu. Kalisz mówiący niemal "fight for your rights", "gospodyni miasta" Gronkiewcz-Waltz rozdająca kanapki, "spontaniczni mieszkańcy" pocieszający zgnębionych. Kogoś nie wymieniłem? Oczywiście. Jeszcze rano paru salonowiczów oczyma wyobraźni przywoływało górników i "już jadą", jakby ktoś czarodziejsko palcami strzelił. Górnicy wprawdzie mogą być pracownikam jakiejś ekskluzywnej firmy ochroniarskiej (wszak otwarcie zapowadają walkę z policją), ale jakie to ma znaczenie, skoro Polska "stoi nad przepaścią". Olejniczak, znakomity anglista (kto widział ten legendarny spot na youtube, ten wie) gardłuje jak młody Wałęsa w 1980, Tusk sytuuje Kaczyńskiego pośród ZOMO, lamentacje w rozgłośniach radiowych i stacjach telewizyjnych, "koniec świata, panie", niemalże "cały kraj" już "stoi". W wieczornych wiadomościach kilkuset pielęgniarkom poświęca się tyle uwagi, jakby to kilkaset tysięcy ludzi zaprotestowało (o, niejeden opozycyjny polityk by tak chciał).
Jeszcze niedawno tylu salonowych (i nie tylko) komentatorów się zarzekało jak to daleko jest PO do SLD, a tu taka symbioza na naszych oczach, taka jednomyślność. Przypominam, że to w przeddzień szczytu brukselskiego, wsparcie dla rządu jest więc odpowiednie - zresztą, czy można się było spodziewać innego? Dziwię się jednak, że jeszcze nie ukonstytuował się jakiś rząd tymczasowy (niekoniecznie Rada Ocalenia Narodowego, bo ludzie jednak jeszcze cośtam pamiętają z wojny z Jaruzelskim) z premierem Kwaśniewskim na czele (zgłasza już przecież akces na to stanowisko od jakiegoś czasu), wicerpremierami Tuskiem i Pawlakiem (był w końcu premierem tyle razy, kto się może lepiej znać na premierostwie, jak nie on), i koniecznie (uwaga, ten pomysł to mój patent) Niesiołowskim na stanowisku ministra spraw wewnętrznych i administracji, a Olejniczakiem z jego znajomością angielskiego i umiejętnością gardłowania - na ministra spraw zagranicznych, oczywiście (zna się chłop na rolnictwie, to i na geopolityce tyż). Zapytacie: co z Wałęsą. Odpowiadam: Wałęsa z powrotem na prezydenta, najlepiej na dożywotnią kadencję, by lewą nogę wzmocnić raz na zawsze. Nie byłoby cool?
Skoro tak wiele rzeczy zmierza ku temu, by jednak doszło do rozwałki obecnego rządu, to przecież najwyższy czas na snucie scenariuszy, "what next?", albo, jak mawia geopolitolog T. Lis, "co z tą Polską?". Odpowiedź jest jedna. Ludu, kosy na sztorc, po prostu i marsz gwiaździsty, a patrioci, co sztandar PZPR przedwcześnie zwinęli, poprowadzą was dalej, jak za dawnych lat.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)