Myślałby kto, że "człowiek z żelaza" zaprosi wrednych Kaczorów na imieniny, skoro nazywał ostatnio jednego z nich eufemistycznie "s-synem"? A jednak.
Jak donosi dziennik.pl: http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=50697, Lechu, jak gdyby nigdy nic, "po starej znajomości" zaprasza premiera i prezydenta, niemalże jak kolegów na swoje imieniny. Śmiać się z tego? Płakać? Lechu ma jeszcze jakiś kontakt z rzeczywistością, czy też już tylko Mieciu mu podpowiada "ruchy"?
Po tym, jak pojednał się z Kwaśniewskim Lechu chyba widzi świat w jakimś zakrzywionym zwierciadle, tzn. nie tylko nie takim, jakim jest, ale i za każdym razem inaczej.
Można i tak. Tylko nie wiadomo, czy to na zdrowie wyjdzie. Na imieniny. Ale zawsze Kwaśniewski w zastępstwie za Kaczyńskiego może być. I wielu innych z auli UW.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)