Free Your Mind Free Your Mind
116
BLOG

Racja Nicponia, czyli niełatwo być socjalistą

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 31

Chciałbym wyjaśnić, w czym widzę różnicę między komunistą a socjalistą oraz wykazać, że o ile ten pierwszy jest na straconej pozycji (tzn. mówiąc językiem Crusadera-Nicponia: „do odstrzału”), o tyle ten drugi wcale nie znajduje się w korzystnej intelektualnie sytuacji. Wyjaśnienia te czynię niejako na zamówienie Woodya, który w swoim komentarzu wezwał mnie do tablicy, bym zdefiniował komunizm (skoro go zwalczam) i dodał, całkiem słusznie, że antykomunizm może mieć również (poza prawicowym) oblicze lewicowe (tu zgoda, przedwojenny PPS był jak najdalszy od agenturalnej KPP). Będzie to dosyć skrótowe, gdyż chcę zawrzeć tylko to, co najistotniejsze.

Sądzę, że do cech charakterystycznych komunizmu należą:

1)      kwestionowanie naturalnego porządku świata (zgodnie, z którym naturalne jest to, że ludzie nie rodzą się „równi”, że się różnią pod względem umiejętności, zdrowia, talentów, urody, siły itd.)

2)      wskazywanie winnych „niesprawiedliwości społecznej” (w marksizmie-leninizmie jest to szeroko rozumiana „klasa wyzyskiwaczy”, „burżujów”)

3)      wyznaczanie grupy pokrzywdzonych, prześladowanych („proletariatu”)

4)      akceptacja przemocy w radykalnym przekształcaniu porządku społecznego (rewolucyjność) („grab zagrabione”; „wywłaszczanie wywłaszczycieli” itp. „rozwiązania”).

Ta ostatnia cecha jest najistotniejsza. Ujawnia się ona zrazu w rewolucyjnym języku, w którym pewnym „starym zwrotom” nadaje się zupełnie nowe znaczenie („walka o pokój”) lub wprowadza się zupełnie nowe frazeologizmy („element kontrrewolucyjny”). W przypadku eurokomunizmu, który nawiązuje do A. Gramsciego takich rewolucyjnych przekształceń znaczeniowych dokonuje się wokół terminów „rodzina”, „rodzice” czy „małżeństwo”. To naprawdę nie są żarty, gdy wprowadza się do kodeksów prawnych i podręczników definicje, zgodnie z którymi związek dwóch mężczyzn czy kobiet z powyższymi terminami się wiąże na stałe w kulturze i życiu społecznym. Nic więc dziwnego, że dr A. Wielomski łapie się za głowę ze zgrozy, widząc, jakie przyzwolenie medialne i kulturowe zyskało rewolucyjne środowisko leninistów z Sierakowskim na czele. Z rewolucjonistami, jak dowodzi historia, nie ma żartów.

Socjalista natomiast, o ile dostrzega pewną niesprawiedliwość społeczną, to zakłada jednak drogę ewolucji poprzez zmiany instytucjonalno-prawne, kulturowo-ideowe lub zmiany mentalności (ku wrażliwości na ludzką biedę, niedolę itd.), ale nie poprzez burzenie dotychczasowego porządku. Jak widać zatem z powyższego rozróżnienia – nie mają dla mnie większego znaczenia kwestie czysto światopoglądowe, lecz raczej metoda działania. Komunizm charakteryzuje się stosowaniem przemocy w zmianach społecznych – rewolucyjny mechanizm jest zawsze ten sam, skutki jego zastosowania także: totalna opresja społeczna, inwigilacja wszystkich sfer życia obywateli, degradacja/dehumanizacja człowieka i regres kulturowy (my w Polsce widzimy to gołym okiem, jak np. wygląda architektura po komunizmie). Nieważne czy komunizm wprowadzany jest/był w Rosji, w Polsce (pierwsze, nieudane przymiarki w 1920), w NRD, Chinach, na Kubie czy w Rodezji – różnice światopoglądowe są drugorzędne, bo rezultat pozostaje, powtarzam, taki sam. Ponadto, komunizm potrafi zmieniać otoczkę światopoglądową (leninizm-stalinizm to nie było to samo, co marksizm kulturowy Gramsciego) a nawet wykorzystywać elementy wrogich ideologii w celach doraźnych, związanych z inżynierią dusz (bierutowskie umizgi wobec Kościoła tuż po wojnie, moczarowski „patriotyzm”, kolejne odwilże itp. zabiegi, by wskazać tylko na przykłady w Polsce).

Różnica między komunistą a socjalistą pojawia się wg mnie na polu społecznego działania. Mogą zatem istnieć np. socjaliści, którzy są antykomunistami i… konserwatystami. Przykładowo premier J. Kaczyński (oraz zapewne spora liczba zwolenników katolickiej nauki społecznej). Jeśli zaś poważnie (tzn. nie jako czczą gadaninę) mielibyśmy potraktować słynny projekt pod nazwą „Polska solidarna” (nawiązujący zapewne do filozoficzno-społecznego nauczania JP 2), to stajemy przed dylematem sformułowanym brutalnie, ale przecież nie bez racji przez Nicponia. Chodzi oczywiście o tę nieszczęsną „redystrybucję”. Jeśli bowiem ktoś godzi się na jakąś formę socjalizmu, to musi wiedzieć, jak uporać się z kwestiami: ile - komu? Wedle jakich kryteriów? Kto miałby o tym decydować? Itp. No i przede wszystkim: czy nie pogłębiłoby to antagonizmów wewnątrzspołecznych i niesprawiedliwości? Czy można bowiem uniknąć dalszych konfliktów między poszczególnymi grupami społecznymi, jeśli jednym coś się zabiera (bez ich zgody), by dać innym? A jeśli nie można, to czy jest to droga we właściwym kierunku? Może więc kwestia redystrybucji wcale nie jest podstawowym problemem w reformowaniu naszego państwa? (Nie wiem jednak, czy premier bierze to pod uwagę).

Pytanie, jakie powinniśmy sobie postawić brzmi: Polska solidarna – tzn. jaka? Jak rozumiana solidarność między obywatelami? Wprawdzie nauczanie JP 2 zawierało zalecenie „nawzajem swoje brzemiona noście”, ale przecież nie należy go odczytywać jako „nakładajcie sobie nawzajem brzemiona”. Nie wchodzę tu jednak w kwestie religijne.

Istota leży na poziomie moralnym. Jaka solidarność - dobrowolna czy przymusowa? Tylko człowiek wolny może sensownie i wielkodusznie z dobrej woli pomagać drugiemu, poprzez działalność charytatywną, zakładanie fundacji, zatrudnianie, udzielanie jałmużny itd. Zmuszanie obywateli do pomagania innym prowadzi zaś do zwielokrotnienia się patologii społecznych.

Solidarność przymusowa może skutkować tym, że 1) osoby wspomagane będą traktowane przez „pomagających” jako wrogowie społeczni, 2) że osoby pomagające będą żywiły niechęć do instytucji państwowych („okradają nas”) oraz 3) osoby pomagające będą działać tak, by ominąć niesprawiedliwe regulacje prawne (poszerzenie się granic szarej strefy). Mało tego, solidarność przymusowa może skutkować tym, że powstają grupy wymuszające pomoc („należy się nam”; „dajcie”), politycy żerujący na tychże grupach i wykorzystujący metodę szantażu społecznego oraz grupy prześladowane za „nieudzielanie pomocy”, czyli za „niesolidarność społeczną”. Nie mamy wtedy do czynienia ze zdrowym państwem, lecz z jego karykaturą. Dobrze byłoby, żeby osoby uważające się za „przedstawicieli lewicy” miały świadomość tychże dylematów, aczkolwiek wymaga to dość pogłębionej refleksji nad światem, nie tylko lektury gazet.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Polityka