W. Frasyniuk radzi w wywiadzie dla "Trybuny", by "analizować słowa ministra spraw wewnętrznych", gdyż, jego zdaniem, przypominają one słowa rządzących Polską jesienią 1981 r. Dobrze, że mamy Internet, bo by człowiek pojechał z rodziną czy przyjaciółmi na wakacje i nie wiadomo, czy i gdzie by wrócił.
Wystarczy zajrzeć do wywiadu z Frasyniukiem pt. "Toczy się walka o dusze Polaków", by nareszcie stanąć na nogi:
http://fakty.interia.pl/prasa/w_kraju/news/toczy-sie-walka-o-dusze-polakow,938166,3344
Nie ucichły jeszcze echa bitwy polskich publicystów z szatanami, których wywołał demoniczny premier, a tu z taką troską duszpasterza przypomina się legendarny opozycjonista. Mamy najwyraźniej jakąś ostatnio odnowę duchową w szeregach opozycji (jak nie egzorcyści, to tzw. animatorzy) i chyba z tego powinniśmy się wszyscy cieszyć. Pal diabli, że akurat w "Trybunie", która z duszpasterstwem może nie miała dotąd zbyt wiele wspólnego, a już na pewno nie za "dawnych dobrych czasów" (które z łezką w oku wspomina wielu (również salonowych) chwalców peerelu) (BTW zajrzyjcie kiedyś do nr-u z dnia wyboru Karola Wojtyły na papieża), ale "nie szkoda róż, gdy płonie las", jak mawiają piromani.
Oczywiście Frasyniuk widzi te zagrożenia dla duchowości w szerszym kontekście historyczno-społecznym, gdyż jak wspomniałem:
Według niego słowa, które padają ze strony rządzących, są albo obraźliwe, albo mają lekarzy przestraszyć. - Wszystko, co teraz słyszę z ust członków rządu, już słyszałem gdzieś na jesieni 1981 roku.
I dodaje:
- Wtedy, gdy to usłyszeliśmy, wyciągnęliśmy w naszym regionie pieniądze i zrobiliśmy instrukcję na wypadek stanu wojennego. Jakbym był dziś działaczem związku lekarzy, to pewnie tak samo bym zaczął analizować słowa ministra spraw wewnętrznych.
Ale to nie wszystko:
Kaczyński cały czas liczy na to, że przetrzyma i albo złamie protest, albo zmusi lekarzy do uległości. Siłowe rozwiązanie będzie porażką, bo odwrócą się od niego wszyscy, nawet "Solidarność", która teraz milczy i ewidentnie nie wie, jak się zachować. Kaczyński będzie więc grał na czas tak długo, jak długo nie zmienią się nastroje społeczne. On wyraźnie chce nastawić opinię społeczną przeciw lekarzom. To jest realna gra, bo każdy z nas stoi po stronie lekarzy tak długo, jak długo sam nie będzie potrzebował pomocy lekarskiej.
Tu akurat chyba Frasyniuk nie jest na bieżąco, bo ponoć J. Śniadek już zaczął przywoływać rząd do porządku, bo przecież miała być Polska solidarna, a tu premier na głupie podwyżki się nie chce zgodzić. Dziś R. Ziemkiewicz w "Rozmowach Jedynki" zasugerował nieśmiało, że może cała ta wybitnie nagłośniona akcja lekarzy ma jakiś związek z tym, że zaczęto walczyć z łapówkarstwem w służbie zdrowia, no ale... panie Rafale, tak myśleć niepodobna. Gdzie Pan masz rozum? Kontekst jest inny, właśnie historyczno-duszpasterski: "Toczy się walka o dusze i umysły polskiego społeczeństwa. Jeśli lekarze przegrają tę walkę, to przegrają wszystko" - tako rzecze Władysław.
Tak więc ostrożnie z planami wakacyjnymi, brothers and sisters, bo nie znacie dnia ani godziny pod rządami Kaczyńskich. Kto wie, czy w rozmaitych ośrodkach wczasowych nie przyszykowane są już piętrowe łóżka i kołchoźniki, w których głos premiera z prezydentem na przemian będzie emitowany całodobowo, a po korytarzach, nocami oczywiście, przechadzał się będzie żelazny Ludwik, brzęcząc kluczami. O tym, co szykuje dla internowanych chory z nienawiści Ziobro nawet boję się pomyśleć.


Komentarze
Pokaż komentarze (47)