Jeszcze nie przebrzmiały echa ostatnich konferencji prasowych Leppera, a już Giertych "ma podpisaną dymisję", jak informuje niezawodny obecnie Dziennik.pl. Sprawy postępują błyskawicznie i nawet K. Leski zaczyna zauważać słonia w menażerii, choć ja o takim scenariuszu trąbię od wielu dni.
Na swojej stronie Dziennik.pl (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=52819) bez cienia ironii, sarkazmu czy jakiegokolwiek podśmiewywania się, z nabożną czcią przytacza wypowiedzi R. Giertycha. Być może niektórzy z Państwa musieli to zobaczyć, by uwierzyć, ale teraz już pewnie niedowiarków będzie niewielu.
Ale zobaczmy, co się dzieje:
Lider Ligi przyznał także, że LPR i Samoobrona są bliskie porozumienia z PO, co do powołania komisji śledczej w sprawie "afery gruntowej". "PO nie mówi nie" - zdradza wicepremier "Newsweekowi". Decyzje mają zapaść już w poniedziałek, po spotkaniu kierownictwa LPR i Samoobrony.
Czyżby porozumienie ponad podziałami, takie, jak swego czasu zawierało AWS i SLD? Tu chyba coś więcej niż zwykłe porozumienie ponad podziałami, jeśliby faktycznie do takiego uścisku rąk Leppera, Giertycha i Tuska doszło. To jakiś wielki przełom w polskiej polityce. Znienawidzeni nagle przemieniają się w politycznych sojuszników. Na polskiej scenie jest to możliwe. Już Giertych nie jest "matołem buszującym po ministerstiwe edukacji"? Już Lepper nie jest "przestępcą niemogącym zasiadać w rządzie"? Chyba nie. Przynajmniej nie dla Dziennika.pl.
W rozmowie z tygodnikiem ["Newsweek - przyp. F.Y.M.] Giertych zdradza także, że premier oferował mu wgląd do akt śledztwa przeciw Lepperowi. Ale wicepremier odmówił. Dlaczego? "Przez ostatni rok wiele się nauczyłem od premiera Kaczyńskiego. Na swoich razach i błędach innych. Dziękuję Bogu, że ostatnią lekcję przeprowadzili nie na mnie. Ale to dobra nauka. Potrzebowałem jej" - pisze gazeta, cytując lidera LPR.
Nauka nie poszła w las i natychmiast jest wykorzystywana, jak widzimy. I "Newsweek" pokochał Giertycha, tak jak kochał go od początku jego bycia w rządzie PiS-u. Ale, zgodnie z przysłowiem, nie szkoda róż, gdy płonie las - nie czas na sentymenty, kiedy front ludowy, pardon, ludowo-konserwatywny pewnie (PO jako neokonserwatyści?, niedługo taką metamorfozę pewnie zobaczymy) się zawiązuje. Czy dla Leppera i Giertycha już są przewidziane jakieś miejsca w gabinecie cieni? Jeden Jamajka-Komorowski wie. Ale co na to J. Rokita? Już poda rękę wyśmiewanym przez niego politykom, czy raczej założy jeszcze nowsze ugrupowanie polityczne, też, rzecz jasna, ludowo-konserwatywne (nie zdziwiłbym się, gdyby ludowo-konserwatywny nagle okazał się LiD, everything is possible here)?
Ale to nie wszystko. Jak donosi ks. I. Zaleski na swoim blogu, z "Naszego Dziennika" wyleciał M. Garbacz, długoletni członek redakcji (http://www.isakowicz.pl/). (Dawno temu w "NDz" byli tacy ciekawi publicyści jak W. Moszkowski czy J. Kowalski, teraz pozostał już tylko S. Michalkewicz trochę jak kwiatek do kożucha). Aczkolwiek, rzecz interesująca, list Garbacza publikowany we fragmentach przez ks. Zaleskiego jest... sprzed roku. Swoją drogą "NDz", który dotąd był dość blisko i LPR, i SO, tym razem nabrał wody w usta i sprawy polityki wewnętrznej Polski w ogóle nie podejmuje. Ciekawe, na co czeka. Tak czy tak nie atakuje PiS-u, co może świadczyć, że jednak front ludowo konserwatywny pt. LiS (już lepszej nazwy chłopaki nie mogli wymyślić) nie będzie mógł liczyć na poparcie środowisk zwązanych z RM. LiS-owi jednak to wcale nie musi przeszkadzać - media już, jak widzimy, gremialnie popierają tę "starą-nową" koalicję (partię?), jakby ona była ostatnią nadzieją na definitywne rozwalenie "kaczystów". Oj, żeby się nie zdziwili oni wszyscy - i LiS-owiacy, i ich nieoczekiwani mecenasi.


Komentarze
Pokaż komentarze (67)