Jeśliby przejrzeć dzisiejsze internetowe wydania polskich gazet i tygodników, to można by odnieść wrażenie, że wczoraj nic się nie stało. Pomijam salon24, który dziwnym trafem wciąż żyje "Rydzykowymi mediami", ale mainstreamowe media, albo coś przeoczyły, albo nie chcą widzieć. Tymczasem wczorajsze spotkanie prezydentów Polski i USA oraz jasna deklaracja, że tarcza antyrakietowa stanie w Polsce to punkt zwrotny w naszej powojennej historii.
Być może dla Dziennika.pl takim punktem zwrotnym jest powstanie LiS-a (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14), gdyż ta informacja jest szczególnie eksponowana, podobnie dla "Super Expressu" (http://www.se.com.pl/se/index.jsp?place=topMenu&news_cat_id=-1&layout=0) oraz "Życia Warszawy" (http://www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Menu01&news_cat_id=8&layout=0), zaś dla Gazety.pl oprócz LiS-a, bardzo ważne są także emerytury, zwolnienie jednego z prezenterów TVP (http://www.gazeta.pl/0,0.html) czy serial "Kookły" (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,4317333.html). Co ciekawsze nawet informacyjny tygodnik "Warsaw Voice" jest myślami gdzieś przy strajku pielęgniarek, groźbach rosyjskich, no i oczywiście, LiS-ie (http://www.warsawvoice.pl/). "Polityka" w ogóle jeszcze nic nie zauważyła (http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Menu20&news_cat_id=-1&layout=15), "Newsweek" żyje LiS-em (http://www.newsweek.pl/), "Wprost" także (http://www.wprost.pl/); jednomyślność medialna, jak za dawnych lat. "Fakt" eksponuje zaś tors Łyżwińskiego (http://efakt.pl/). Jedynie "Rzeczpospolita" podaje informację z USA jako nr 1 (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070717/index.html).
Truizmem byłoby powiedzenie, że w XX w. Polska nie miała szczęścia. Dwudziestolecie międzywojenne nie wystarczyło, by w pełni odbudować i zabezpieczyć państwo przed sąsiadami-agresorami. Okres Polskiego Państwa Podziemnego, to był już czas Apokalipsy, potem pozostały już jedynie emigracyjne spory, gdy w kraju nastała sowiecka okupacja.
Najdziwniejsze jest jednak to, że gdy na przełomie l. 80. i 90. zaczęły się próby "wychodzenia z komunizmu", to nie ustalono jakiegoś jednego modelu państwowości, modelu, który chcielibyśmy realizować. Pisałem o tym w poście: http://freeyourmind.salon24.pl/22473,index.html. Można by powiedzeć, że dla polskich elit politycznych jedynym pomysłem na nasze państwo było włączenie jego struktur w struktury Wspólnoty Europejskiej. Być może chciano w ten sposób zrzucić z barków ciężar reformowania państwa, licząc w tym względzie na inicjatywę eurobiurokracji. Być może wydawało się politykom, że po prostu "jakoś to będzie". No i jakoś to jest. Jest tak, że nie wiemy, jaki model państwa realizujemy, choć państwom "starej Unii" to zupełnie nie przeszkadza (jak pamiętamy, poklepywano nas po plecach, gdy po paru latach stwierdzono, nie wiedzieć, na jakich podstawach, że "nadajemy się do UE", że "spełniliśmy wymagania"), gdyż mają u nas tani rynek zbytu oraz mogą korzystać z naszych pracowników na swoich rynkach pracy i jest OK. Jestem pewien, że taki stan może się utrzymywać latami, ponieważ im słabsze jest nasze państwo, tym lepiej się czują nasi sąsiedzi.
I kiedy już właściwie wszystko było OK i ogłoszono "koniec historii" i zdawało się, że nic ważnego się w dziejach nie wydarzy - doszło do pamiętnych ataków na WTC i USA zmieniły swoją politykę zagraniczną i spojrzenie na świat. Sam nie należałem do entuzjastów naszego włączenia się w wojnę w Iraku, ale spodziewałem się, że w perspektywie długofalowej przełoży się to na ściślejszą współpracę polityczno-militarną między USA i naszym krajem. Plany instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce to potwierdziły. Wczorajsza deklaracja to "zaklepała".
Czy sojusz tego typu może być jakimś nowym pomysłem na nasze państwo? Moim zdaniem tak. Gdyby ziemie polskie wyzwalali prawdziwi alianci, a nie "wyzwoleńcza" armia czerwona, Polska wyglądałaby zupełnie inaczej i rosyjscy żołnierze nie musieliby opuszczać naszego kraju dopiero w l. 90. Teraz zaś, kiedy na naszych ziemiach staną żołnierze amerykańscy, zmieni się układ sił w tym regionie Europy w sposób diametralny. Coraz ostrzejsze wypowiedzi Rosji świadczą o tym najlepiej (niezadowolenie niemieckie, także). Dziś w "Sygnałach Dnia" R. Sikorski przyznał, że obecna jej deklaracja dot. nieprzestrzegania traktatu o ograniczeniu broni konwencjonalnej mieści się i tak w pewnej "tradycji" (Rosjanie nie przestrzegali także tzw. limitów flankowych w rejonie kaukaskim i (dawnym) leningradzkim). Sikorski dodał, że Rosji być może chodzi o wywołanie strachu przed sobą, tak czy tak, dla Polski jest to "pogorszenie bezpieczeństwa".
W tej sytuacji perspektywa trwałego związania się Polski z USA powinna być przyjęta w naszym kraju niemal entuzjastycznie, gdyż nareszcie będziemy mieć potężnego i prawdziwego sojusznika. Tymczasem już słychać jęk zawodu, że "negocjacje nie takie, jakie miały lub mogły być", że deklaracje "przedwczesne", że dalsze "drażnienie Rosji" itp. Umocnienie zewnętrznego bezpieczeństwa Polski pozwoliłoby nareszcie przystąpić polskim elitom politycznym do jakiegoś racjonalnego porządkowania wewnętrznych spraw kraju, porządkowania, na które jakoś zabrakło czasu przez ostatnie kilkanaście lat tzw. transformacji, która przyczyniła się do bałaganu na miarę republiki bananowej. Czy jednak do tego dojdzie, nie wiemy. Dziś bowiem zarówno P. Gosiewski, jak i Z. Wasserman zapewniali w radiowych wywiadach, że nie ma mowy o wcześniejszych wyborach. Gdyby J. Kaczyński faktycznie teraz odstąpił od pomysłu "nowego rozdania", byłby to kolejny krok wstecz i pogłębianie się bałaganu, ponieważ pseudo-ugrupowania polityczne, jak SO i LPR, za którymi już nie wiadomo kto stoi, pełnią rolę wybitnie destrukcyjną na polskiej scenie politycznej (co chyba każdy widzi). Żywię jednak wciąż przekonanie, że do nowego rozdania w tym roku dojdzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (57)