Czat premiera na Onecie, został przez tenże portal skwitowany tak: "Premier w Onet.pl: PO stała się partią postkomunistyczną". Takie smutne, ze aż śmieszne. Chyba że Onet w obawie przed możliwością zarysowania się powyborczej koalicji PiS z PO już "pilnuje inwentarza" i chce zapobiec jakimkolwiek zabiegom w tym kierunku. Tymczasem premier mówił wyraźnie, że PO może sprawiać takie wrażenie, jeśliby nadal kooperowała z ugrupowaniami postkomunistycznymi i "broniła oligarchicznej III RP". Z tego, co pamiętam, to chyba hasło budowy "IV RP" pochodziło z szeregów PO i PO także była w kampanii wyborczej 2005 zwolenniczką radykalnych zmian w państwie. Kaczyński politykom PO to teraz wyłącznie (i całkiem słusznie) wypomina.
Na Onecie skonstruowano informację tak, jakby przez ponad godzinę rozmowy on-line premier rzucił parę luźnych haseł i nie miał nic konkretnego do powiedzenia: http://wiadomosci.onet.pl/1574914,11,item.html. Tymczasem mówił on także o złym stylu wicepremiera Giertycha, co w powiązaniu z jasną dzisiejszą deklaracją Kaczyńskiego w trakcie podsumowania roku pracy rządu, że m.in. Gombrowicz ma pozostać w spisie lektur (i na pewno pozostanie), świadczy, że premier przypiera "koalicjantów" do muru. Co do tego, że Lepper już niemal leży na deskach, nie ma wątpliwości. Dzisiejsza zapowiedź premiera, że zniesienie immunitetu dotyczy także szefa SO, a nie tylko Łyżwińskiego - "gdyby postawiono mu poważne zarzuty" - rozwiewa złudzenia, jakie mógł żywić Lepper wystawiając rękę do zgody. Z pierwszych pomruków ze strony MEN-u (pomruków, bo to jakaś "pańcia" spontanicznie zareagowała, a nie sam wicepremier) (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=53446) wywnioskować można, że ruch premiera został przyjęty więcej niż chłodno. Rzeczniczka MEN powiedziała: "Rozporządzenie już się ukazało, zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw. Przewidujemy, że w takiej właśnie formie będzie obowiązywało w nowym roku szkolnym" - podkreśliła Aneta Woźniak. Tego typu jednak zapewnienia można włożyć między bajki, dopóki głosu nie zabierze sam Giertych, który ma teraz pokaz akrobatyczny do wykonania - machnąć na wszystko ręką i fiknąć (po gombrowiczowsku) koziołka, by pozostać w rządzie (tzn. obrócić całą akcję z kanonem lektur w żart) czy trzaskając drzwiami wyjść ze swojego gabinetu. I tak źle, i tak niedobrze. Już Wierzejski pohukuje, że PiS nie ma władzy absolutnej (http://www.tvn24.pl/-1,1514945,wiadomosc.html), ale Wierzejski może jedynie palcem w bucie pokiwać bez szefa LPR. Niby LiS zapowiada, że nie da się postawić pod ścianą (http://www.tvn24.pl/-1,1514949,wiadomosc.html), lecz przecież już pod ta ścianą stoi i możliwości manewru ma własciwie coraz mniej. Tyle co nic.
Jeśli ktoś dotąd wątpił w jesienne wybory, jak legendarny i przenikliwy do szpiku kości red. Tomasz Lis dziś w "Fakcie" (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=53340), to teraz może przejrzeć na oczy. Premier właśnie pokazuje "koalicjantom", gdzie jest ich miejsce i ile warta była ich inicjatywa rozwalenia rządu. No więc, czy Giertych polegnie za Gombrowicza? Myślę, że tak, z tymże nie tyle Giertych będzie do końca walczył, by Gombrowicza wywalić z kanonu lektur ("skoro rozporządzenie już się ukazało", jak poinformowała nas rzeczniczka MEN), co premier wywali go za pomocą Gombrowicza.
Myślę, że to naprawdę niezły show.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)