"Dziennik" ściga się z "GW" w tropieniu niedobitków reakcji i donosi tonem wczesnej "Trybuny Ludu": "Pod osłoną nocy tajne archiwum zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych wywieziono do Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - dowiedział się DZIENNIK. Nieoznakowane furgonetki krążyły między siedzibą służb a Biurem Bezpieczeństwa Narodowego do ostatnich godzin rządów PiS.". Panie dzieju, widział to kto, żeby jakieś worki wywożono pod osłoną nocy? I jeszcze te "nieoznakowane furgonetki"... Miejmy nadzieję, że artykuł interwencyjny wywoła stosowną reakcję, zwł. że w podobnym tonie przedrukowuje go siostrzana "GW" (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4681725.html). Wprawdzie "GW" stawia znak zapytania przy tytule, a "Dziennik" i jego śledczy dziennikarze wiedzą. Jest więc się z czego cieszyć, bo nic tak nas nie powinno podnosić na duchu, jak obywatelskie, czuwające nad bezpieczeństwem państwa dziennikarstwo (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=67819).
Skąd oni to wszystko wiedzą? Ano od oficerów WSI, któż inny by udzielał tak ważnych informacji w tak ważnej chwili. To nie jest byle felieton M. Ogórka, który nawet w sobotni poranek musi obalać Kaczyńskich wraz z innymi obalaczami, tym razem to już porządny news z najbardziej wiarygodnych źródeł. Nowa rzeczniczka BBN P. Hryniewicz stwierdziła: "Coś tam wożą, jakieś worki".
O wiele konkretniejsi w relacjach okazali się "oficerowie i eksperci":
"Informację o wywożeniu tajnych dokumentów z dawnej siedziby WSI przy ul. Oczki w Warszawie DZIENNIK dostał z trzech niezależnych źródeł ulokowanych w służbach wojskowych. Co wywieziono? Materiały zebrane przez komisję weryfikującą żołnierzy WSI.
"Tam jest wszystko. Od teczek personalnych oficerów po akta najtajniejszych międzynarodowych operacji służb i dane agentów w Polsce i za granicą" - opowiada jeden z oficerów. Komisja zgromadziła także protokoły wysłuchań żołnierzy WSI mówiących o nadużyciach tych służb, ale także przekazujących wszelkie zasłyszane plotki. Dysponuje też tajnymi aktami z innych służb oraz IPN, które ściągnęła, szukając dowodów na podejrzane działania na styku służb oraz biznesu i polityki. "Trzeba wprost powiedzieć, to jeden wielki zbiór haków" - mówi ekspert do spraw służb. "
Jeden wielki zbiór haków w workach, kto by pomyślał. Wiedzą to ludzie, którzy nawet do tych worków nie zaglądnęli? Wiedzą to nawet "przypadkowi świadkowie", czyli zawsze na posterunku "mieszkańcy" czy inni życzliwi, obserwujący, co się na warszawskich ulicach dzieje (tzn. czy elementy reakcyjne się nie kręcą):
""Widziałam jakieś większe niż osobowe samochody wjeżdżające tu ok. 1-2 w nocy" - powiedziała DZIENNIKOWI mieszkanka budynku naprzeciwko BBN przy ul. Karowej. Także inni świadkowie zaobserwowali tam "większy ruch niż normalnie"."
Większy ruch niż normalnie, to nie byleco. Szkoda, ze zdjęć nie zrobiono. W takiej chwili dokumentowanie działań sabotażystów może uczynić z takiego przygodnego świadka gwiazdę mediów. Na szczęście akcję dziennikarzy "Dziennika" pochwalili specjaliści:
""Wjazdy i wyjazdy wszystkich samochodów na nasz teren są odnotowywane. Będzie można sprawdzić, jakie auta i kiedy tu kursowały. I macie rację, że się tym interesujecie, było tego w ostatnim tygodniu naprawdę dużo" - powiedział jeden z oficerów tych służb."
Aż dziw bierze, że wczoraj zamiast dymisji Macierewicza nie wręczono mu przy okazji nakazu aresztowania (zwł. że chyba żandarmeria wojskowa dostarczyła mu tę dymisję). Po drodze na Rakowiecką można byłoby jeszcze (nie tylko profilaktycznie) zgarnąć Olszewskiego. Gdyby tych aresztowań przy okazji dokonywali byli oficerowie WSI na przykład (tak dla równowagi za bezczelną działalność reakcyjnej komisji weryfikacyjnej), to by przynajmniej wszystkie "worki" zostały w rodzinie. Ale spokojnie, wszystko jeszcze przed nami.


Komentarze
Pokaż komentarze (83)