Przezacny Janke nie może się nadziwić, że rząd Tuska okazał się zwyczajną, bezczelną partią władzy, która jedyne, co potrafi, to wymieniać ludzi poprzedniej ekipy oraz obsadzać gdzie popadnie swoimi kadrami. Czy jednak trzeba było tych kilkudziesięciu dni, by dostrzec to, co widać było od dawna w szeregach PO, czyli zaskakującą mieszaninę indolencji i arogancji?
Janke wypomina poekratom, że "miało być inaczej" (http://blog.rp.pl/blog/2008/01/15/igor-janke-czas-niezaleznych-menedzerow/), tak jakby nie rozumiał, że ta ekipa po prostu nie ma pomysłu na rządzenie. Gdy słuchałem dziś w Jedynce wywiadu z minister edukacji, która żonglowała takimi pojęciami jak "algorytm podziału" czy "racjonalizacja organizacji pracy", to się zastanawiałem poważnie, skąd oni (tj. Tusk etc.) takich ludzi biorą? Ileż to bowiem razy słyszało się za peerelu właśnie o rozmaitych "racjonalizacjach", "wdrożeniach" czy "optymalizacjach", a cała tego typu drętwa mowa przesłaniała zwyczajny brak pomysłów na rozwiązywanie zwykłych, ludzkich problemów. Co więcej, Hall stwierdziła całkiem serio, że kwotę 10% należy rozumieć jako "radykalną podwyżkę" płac nauczycieli (ba, 10% to jest trzykrotnie więcej niż 3%, dodała) (http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=12681). Niedowiarkom, co do nowomowy, poddaję pod osąd poniższy fragment:
"Na dziś niczym innym jak bonem edukacyjnym, można powiedzieć, jest algorytm dzielenia subwencji ogólnej, tej części oświatowej. Każdy samorząd lokalny dostaje środki na edukację w sposób dokładnie proporcjonalny do liczby uczniów. Oczywiście, są tam określone wagi, na przykład dla dzieci niepełnosprawnych czy w określonych typach placówek, ale jest to dokładnie system bonowy. Chcielibyśmy promować rozwiązania, bo takie rozwiązania są już w wielu samorządach lokalnych, tworzące jakby taki sam algorytm na poziomie samorządu, żeby samorządy również starały się dzielić te pieniądze niżej w sposób proporcjonalny, bo to w jakiś sposób zmotywuje szkoły do bardziej optymalnej organizacji pracy, do lepszej efektywności. Bo pamiętajmy, że jeżeli wprowadzamy takie mechanizmy, a takie są doświadczenia wielu samorządów, następuje pewna racjonalizacja organizacji pracy, zatrudnienia, lepsza motywacja do uatrakcyjnienia oferty edukacyjnej. I o to nam chodzi. I będziemy zachęcać samorządy do wprowadzania takich analogicznych algorytmów podziału właśnie bonowego systemu dzielenia pieniędzy na szkoły. To będzie pewien proces."
Zachwyca mnie zawsze, jak urzędnicy państwowi potrafią wiele mówić o niczym. "Promowanie rozwiązań tworzących algorytm", "motywowanie do bardziej optymalnej organizacji pracy" (bo może być, oczywiście, "mniej optymalna"), "motywacja do uatrakcyjnienia oferty", a zwłaszcza to: "analogiczne algorytmy podziału bonowego systemu dzielenia" - to jest słownik, jakim posługuje się minister edukacji. Dla wyjaśnienia i przypomnienia dodam, że zajmuje się ona szkołami, nauczycielami i dziećmi, nie zaś np. teoretycznymi podstawami mechanizmów sterowania zbiorowościami ludzkimi.
Zwracam uwagę na ten język, bo z reguły za taką drętwą mową kryje się kompletna indolencja w jakiejś dziedzinie. Hall zresztą jest nie jedyna. Przecież nie tak dawno sam Tusk mówił, żeby się zdecydowanie nie spieszyć z instalowaniem tarczy (tak jakby negocjacje w tej sprawie odbyły się wczoraj), co wyraźnie poirytowało Amerykanów. Oczywiście, że pośpiech jest niewskazany, ponieważ wymagałby podjęcia jakichś istotnych decyzji, a z kolei takie decyzje pociągają za sobą określone polityczne konsekwencje (i można już nie tylko nie zostać prezydentem, ale i utracić raz na długie lata dojście do konfitur władzy). Lepiej więc czekać, bo może się przeczeka. Komunistom się udało tyle przeczekać, to może i nowej koalicji się uda.
Problem jednak w tym, że ceny rosną, inflacja też nie spada, na giełdzie panika, protesty w służbie zdrowia, nauczyciele wyśmiewają 10-procentową podwyżkę i wiele przeczekać się już nie da. Najciekawsze jednak, że media zapatrzone są w zupełnie inne dyżurne tematy: jak nie Gross, to oszczerstwa Palikota, ewentualnie skandal na jednej z włoskich uczelni, a jak ledwie drgnął czy wahnął się za rządów PiS-u kurs złotego, już "analitycy rynkowi" prorokowali czarne scenariusze wydarzeń.
Janke więc, tak jak Ufka, mógłby zapytać, gdzie jest rząd? Ja zapytałbym jednak, gdzie są dziennikarze? Wywiesili białą flagę?


Komentarze
Pokaż komentarze (42)