Free Your Mind Free Your Mind
71
BLOG

Mój przyjaciel urzędnik

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 55

Hasło "przyjazne państwo" wymawiane jest przez niektórych z pełną powagą, choć jak na mój gust stanowi ono swego rodzaju kalambur, ponieważ zazwyczaj nie oczekujemy dowodów przyjaźni ze strony urzędników państwowych czy np. policjantów. Co więcej, gdyby ktoś z nich zaczął się do nas odnosić przyjaźnie, zaczęlibyśmy podejrzewać, że knuje albo może domaga się jakiejś nienależnej mu gratyfikacji "poza protokołem".

Oczywiście, wielokrotnie spotkałem się z życzliwością czy sympatią ze strony np. policjantów drogówki (piszę to jak najbardziej serio), co świadczy, że nawet ludzie pracujący w Polsce w służbach mundurowych mogą wykazywać się uprzejmością, a nie jak to było z przedstawicielami milicji obywatelskiej, na widok których należało z reguły przechodzić na drugą stronę ulicy, bo w przeciwnym razie zaczepiali "dla sportu" lub "dla zasady" ("dokąd idziesz o tej porze?", "skąd wracasz?", "co tu robisz?" - niezmiennie formuła "ty"). Peerel jako państwo totalitarne nigdy przyjazny nie był (chyba że dla swoich funkcjonariuszy), ale i III RP wielką przyjaźnią swych obywateli nigdy nie darzyła, serwując im przepisy utrudniające swobodną działalność gospodarczą, jak też zachowując rozmaite staropeerelowskie rozwiązania zamordystyczne, jak choćby "obowiązek meldunkowy" czy konieczność posiadania dowodu osobistego.

Rozumiem więc, że hasło "przyjazne państwo" ma charakter raczej postulatywny aniżeli deksryptywny, pech jednak chce, że za tym hasłem stoi akurat poseł J. Palikot, którego ciężko jest pogodzić z którymkolwiek z członów tego hasła. Wykazał się już po wielokroć gestami wyjątkowej nieprzyjaźni wobec różnych ludzi, a jednocześnie postawą nielicującą z urzędem posła, by wspomnieć choćby ekscentryczne ekscesy z wyzywającycmi hasłami na koszulkach czy wibratorami.

Mimo to zajrzałem z ciekawością na stronę http://www.przyjaznepanstwo.pl/index.php by się dowiedzieć, co w trawie piszczy, czyli jak przebiega walka o budowę przyjaznego państwa. Inicjatywa ta pomyślana jest trochę tak, jak społemowska "książka skarg i wniosków" - zdrowi obywatele mają przesyłać swoje spostrzeżenia na temat stanów chorobowych państwa i - ewentualnie - dołączać racjonalizatorskie pomysły dot. usprawnienia "wadliwych odcinków".

Najciekawsze jest jednak to, że Palikot pisze w "inwokacji" na stronie tak mniej więcej, jakby patrzył na Polskę z lotu ptaka, a nie należał do jednego z ponad czterystu wybrańców bogów, czyli nie decydował o kształcie tego, co się dzieje także w sferze państwowości czy biurokracji:

"Upolityczniony organizm państwowy krępuje wolność obywateli. Liczba absurdów prawnych, przepisów i zwyczajnych bubli biurokratycznych, z jakimi spotyka się niemal każdy obywatel Polski, jest zatrważająca. W myśl przepisów polskiego prawa rodem z PRL, nawet grzybobranie podlega koncesjonowaniu... Despotyzm administracji, wszechwładza urzędników wydających decyzje "po uważaniu" lub na podstawie archaicznych przepisów, mnogość zakazów i ograniczeń - wszystko to tłumi przedsiębiorczość, zniechęca Polaków do społecznej i gospodarczej aktywności, a w końcu sprawia, że lekceważą oni nieprzyjazne im państwo."

Samo określenie "bubel" kojarzy mi się jakoś nieodłącznie z peerelem. Tam przecież zwalczało się bumelantów, spekulantów, sabotażystów itd., no i walczyło się, co zrozumiałe, z biurokracją i bezdusznością przepisów. Walka ta wymagała, naturalnie, powoływania coraz to nowych instytucji racjonalizatorskich oraz coraz wyższych szczebli urzędowych do kontrolowania przebiegu procesów racjonalizatorskich i odbiurokratyzowujących. A i tak nad wszystkim czuwało przekrwione z niewyspania oko pierwszego sekretarza KC.

Palikot nie wyjaśnia nam, jak to możliwe, że 18 lat po zniesieniu nazwy "peerel" nadal w Polsce istnieje tyle przepisów rodem z poprzedniej epoki. Kto przespał te 18 lat w ławach poselskich? Kto tych przepisów nie był w stanie anulować? Kto wymyślał coraz to nowe potworki prawne, które czasami po dziesiątkach nowelizacji lądowały w koszu i od początku zaczynała się swobodna twórczość legislacyjna? Czy PO miała z tym coś wspólnego, czy nie?

Zaglądam więc do "bazy zgłoszonych propozycji"  (http://www.przyjaznepanstwo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=29&Itemid=62) i jest ich raptem 8 plus 2 propozycje rozwiązań. Wydaje się to stosunkowo mało, jak na "zatrważającą liczbę absurdów prawnych", o której wspominał Palikot wyżej. Ktoś więc może powiedzieć, że sprawa jest jeszcze świeża, że inicjatywa dopiero nabiera rozpędu, że pewnie rzecz trzeba mocniej nagłośnić, rozreklamować, trąbić o niej na dachach.

Ja zaś powiedziałbym, że skuteczność takiego obywatelskiego wspierania dość bałamutnej (przez wzgląd na polskie transformacyjne warunki) idei przyjaznego państwa może być dokładnie taka, jak skuteczność społemowskiej księgi skarg i wniosków. Wobec tego obywatele widząc, że klasa próżniacza posłów i innych urzędników państwowych, bawiąc się w najlepsze, tzn. tfu, biorąc pełną odpowiedzialność, dwojąc się i trojąc, krzątając jak kucharek sześć, by wszystkim żyło się lepiej, robi sobie kolejne jaja przypominające te, jak A. Siwak zjeżdżał do "dołów robotniczych" i wspólnie dumał z dołami, co należy w kraju zmienić. Dzisiaj, w dobie Interentu, doły mogą same se zgłaszać racjonalizatorskie pomysły i donosić na własne państwo - własnemu państwu, wiedząc, że przełoży się to na rzeczywistość tak samo, jak niegdysiejsze dywagacje z Siwakiem. 

Ale cóż, poczarować zawsze można, nie?  

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Polityka