Najwyraźniej Rosjanie chcą wymusić na Polakach ostateczną decyzję w sprawie tarczy antyrakietowej, czego dowodem są coraz groźniejsze sygnały ze strony kół wojskowych naszego niebezpiecznego, wschodniego sąsiada.
Czy groźby Rosjan dotyczące możliwości prewencyjnego użycia broni jądrowej (http://www.rp.pl/artykul/85400.html) wystraszą rząd Tuska? Przekonamy się lada dzień, gdy dojdzie do wizyt polskich przedstawicieli w Moskwie. Wyznają oni wszak opcję geopolityczną, która sprowadza się do maksymy "święty spokój za wszelką cenę" i niewykluczone, że wnet dowiemy się, iż tarcza wcale nie jest przydatna, a racje Rosji (co eufemistycznie można by określić jako np. "względy ekonomiczne") są przekonujące. Niejednokrotnie zresztą powtarza się nam, że tarcza jest nam potrzebna jak dziura w moście, gdyż np. my z Iranem nie mamy żadnych porachunków. Tymczasem od początku l. 90. Rosja współpracuje z Iranem w dziedzinie energetyki atomowej, zaś ta współpraca wchodzi w fazę decydującą i ma zaowocować powstaniem elektrowni w Buszerze (http://www.rp.pl/artykul/5,85440.html). Tajemnicą poliszynela jest związek eksportu rosyjskich technologii z eksportowaniem technologii militarnej. Za czasów ZSSR sowiecka pokojowa pomoc rozmaitym krajom wiązała się z wysyłaniem specjalistów wojskowych wspomagających lokalne władze w walce z amerykańskim czy zachodnim imperializmem (walce o pokój, oczywiście). Interesy Rosji w tej materii po "upadku komunizmu" nie zmieniły się wcale. Jeśli więc zacieśnia ona współpracę z Iranem, to obiekcje względem tego ostatniego, zgłaszane przez Amerykanów, powinniśmy potraktować nieco poważniej.
Zabawne jednak jest to, jak minister Klich kwituje groźby Rosjan. Mówi bowiem o "przedwyborczej wojennej retoryce". Jak na razie o żadnych przygotowaniach do wojny nie słyszeliśmy, a tu nagle "wojena retoryka"? Jeśli wojenna, to chyba mówienie o dialogu z Rosją mija się z celem. Tymczasem Klich zajmuje wprost przeciwne stanowisko:
"My się Rosji nie boimy, między innymi dlatego, że rozpoczęliśmy otwarty dialog z tym naszym sąsiadem. To jest przejawem tego, że się Rosji nie obawiamy. W związku z tym na nic się zdają zarzuty kierowane przez opozycję do rządu premiera Tuska. Brak dialogu z Rosją tak naprawdę był najlepszym potwierdzeniem, że poprzednia ekipa polityczna bała się Rosji."
Im bardziej grożą, tym więcej z nimi trzeba dialogować. Osobliwa to logika, ale tak rozumują ludzie PO. Zdrowy rozsądek nakazywałby dokładnie odwrotne postępowanie. Jeśli Rosja grozi militarnie, to Polska się zbroi, wzmacnia i w ten sposób realizuje swój interes narodowy, nie oglądając się na wrogiego sąsiada. To można by uznać za akt odwagi. Tylko, że nie wiadomo, co PO rozumie pod pojęciem interesu narodowego.
Klich twierdzi, że "poprzednia ekipa bała się Rosji", ponieważ nie prowadziła z nią "dialogu". Poprzednia ekipa jednak prowadziła intensywny dialog z USA, który, gdyby nie przyspieszone wybory, zapewne zakończyłby się już przypięczętowaniem sprawy tarczy i pogłębieniem sojuszu z USA. Rosję ten właśnie dialog polsko-amerykański doprowadzał do białej gorączki.
Jeśli zaś dialogiem polsko-rosyjskim miałoby być to, że Moskwa grozi, a Warszawa słucha, to tego typu dialog już przerabialiśmy za długich i mrocznych dziesięcioleci Polski Ludowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (61)