Wczoraj J.M. Nowakowski zwrócił u mnie na blogu uwagę na wzmacnianie się w Rosji władzy wojskowych, którzy coraz głośniej domagają się realizacji polityki, w myśl której m.in. Polska jest po prostu otwarcie traktowana jako drugorzędny członek NATO i UE. Nawiązał jednocześnie do wypowiedzi analityka spraw rosyjskich, R. Amsterdama, wskazującego na niezadowolenie tamtejszych wojskowych z polityki "bezpieczniaków z otoczenia W. Putina".
Osobiście nie wiem, czy jest aż tak wielka odrębność między postsowiecką armią a postsowiecką bezpieką w Rosji, choć na coś takiego zwracał uwagę choćby W. Suworow w swoich publikacjach. Można też powiedzieć, że słynny sierpniowy pucz G. Janajewa w 1991 r. (dwa miesiące po zwycięstwie B. Jelcyna w wyborach prezydenckich), kiedy to wojskowi domagali się cofnięcia koła historii i powrotu do polityki ZSSR mógł być dowodem na istnienie takiej (czasami skonfliktowanej) dwuwładzy w Rosji.
Czy jednak ZSSR nie opierało się na symbiozie tych dwóch strutktur siłowych? Sowiecka armia zapewniała dominację "Kraju Rad" na arenie międzynarodowej, zaś bezpieka porządek wewnętrzny w obrębie całego państwa. Co więcej i wojsko, i bezpieka przecież współpracowały w przygotowywaniu rozmaitych "działań narodowowyzwoleńczych" w przeróżnych krajach na całym świecie (http://www.glos.com.pl/Archiwum_nowe/Rok%202005/39-41/strona/last_2.html), jak też koordynowały rozwój demokracji socjalistycznej w państwach bloku sowieckiego, a zgodnie z doktryną Breżniewa, szły w większej sile na pomoc, gdy socjalizm gdzieś był zagrożony.
Gdy zapytałem red. Nowakowskiego, czy coś podobnego do puczu Janajewa mogłoby i dziś nastąpić, odrzekł w swoim komentarzu:
"Pucz w stylu Janajewa tym razem nie jest poprostu potrzebny. Przeciez Rosja realizuje politykę, której domaga się armia. Sprawa tarczy jest tego znakomitym przykładem - 10 amerykańskich rakiet nie zmieni sytuacji strategicznej. Wrzask rosyjski oznacza tylko jedno - nie będa Amerykanie instalowali niczego w naszej strefie wpływów. Przecież w czasie negocjacji o nasze wejscie do NATO Rosja stawiała jako pierwszy warunek że przestanie protestować, jeśli na terenie nowych państw członkowskich nie będzie baz wojskowych NATO. To to samo co w kwestii mięsa w UE. Chodzi o zaakceptowanie sytuacji, że Polska i inne kraje regionu sa członkamiNATO i UE II kategorii.
Generałowie rosyjscy natomiast nie chca puczu tylko powrotu do prymatu armii w korzystaniu z pieniędzy państwowych i pewnie to dostana."
(http://freeyourmind.salon24.pl/#comment_843939)
Jeśli jednak istnieje obecnie jakiś poważny rozdział bezpieki od wojska, to taki "pucz" wydawałby się palącą potrzebą. Oczywiście, nie trzeba od razu wyprowadzać czołgów przed Dumę, wystarczy zmienić układ sił na scenie politycznej i albo stopniowo, lecz zdecydowanie wyprzeć ludzi Putina, albo tak podporządkować ich wizję polityki "doktrynie wojennej", by ją explicite realizowali.
Czy jednak mówienie o wojskowych kontrujących bezpieczniaków nie jest w pewnej mierze powielaniem starosowieckiego mitu o "jastrzębiach i gołębiach"? A może sprawa jest o wiele mniej skomplikowana, może zwyczajnie Rosja realizuję tę samą imperialną politykę, tylko nadaje jej zróżnicowany kształt medialny, budując iluzję, jakoby należało z jednymi ("gołębimi") politykami negocjować, bo w przeciwnym razie jastrzębie walną pięścią w stół i zobaczymy grzyby atomowe w środku Europy?
Osobiście optowałbym za tym ostatnim punktem widzenia, ponieważ wiele działań Putina wprost odwoływało się do sowiecko-imperialnej tradycji i bynajmniej nie kłóciło się z tym, co wojskowe koła rosyjskie wiązałyby z "doktryną wojenną". Ponadto Putin został "obrany na następcę" przez Jelcyna w dość zagadkowych okolicznościach, o czym pisał przed laty Z. Nowicki (http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr319/319-10-nowicki.htm). Kilkudziesięcioletnia historia ZSSR dowodzi, że dezinformacja jest tam kluczową funkcją polityki (zwł. zagranicznej), nie zdziwiłbym się więc, gdyby się okazało, że i tym razem strategia "dobry/zły esbek" stanowiła parawan dla konsekwentnych planów restytucji dawnego imperium w nieco odmienionym i unowocześnionym kształcie. Dodać tylko należy, że Polska w granicach owego imperium od ponad półwiecza jest (wbrew woli Polaków, oczywiście) usytuowana.
Ponoć J. Stalin był zapalonym szachistą. Nie wiem, czy w szachy grywa Putin, choć niektórych szachistów, takich choćby jak G. Kasparow, wyjątkowo nie lubi. Nie ma jednak wątpliwości, że Rosjanie mają dokładne rozpoznanie swoich możliwości na szachownicy (i potencjału swoich figur) i nie tylko wykonują swoje agresywne ruchy, mając w zanadrzu kilka wariantów rozgrywki (tzn. wiedząc, jakimi ruchami możemy zareagować), ale sprawiają wrażenie całkowitego kontrolowania gry. Polscy gracze z obecnej rządowej koalicji nie tylko pewnie nie grywają w szachy, ale też nie mają żadnej przygotowanej strategii i wykonują pozorne ruchy, które w istocie sprowadzają się do wyczekiwań na to, co zrobi przeciwnik (wtedy "będziemy się zastanawiać, co dalej"). Nie trzeba wielkiej znajomości szachów, by wiedzieć, że takie podejście wystawia nas na rychłego mata.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)