Menda w swoim przekomicznym wpisie na temat cieląt nie zostawił suchej nitki na zbiorowości studentów, która to zbiorowość wyjątkowo jest podatna na manipulacje i sprawia wrażenie wyjątkowo niezdolnej do krytycznego myślenia (http://menda.salon24.pl/57425,index.html). Oczywiście, mówienie na pewnym poziomie ogólności o ludziach naraża nas na ich stereotypizację, co skutkuje tym, że - jak byłoby "w temacie" studentów - wielu młodych ludzi naprawdę myślących wrzucamy do jednego wora z osobnikami niewykazującymi się "przypadkami myślenia" (by użyć słynnej frazy Liroya, który właśnie w l. 90. zachwalał swoje "przypadki myślenia"). Być może jest jednak tak, że w każdej zbiorowości znajdziemy i mądrych, i... nieco mniej mądrych, a studenci nie są tu jakimś szczególnym wyjątkiem, choć może co do studentów sprawa ta jest o tyle ciekawa, że uważają się oni w większości za mądrych, inteligentnych, krytycznych, podczas gdy twarde realia są inne.
No ale nie tyle o studentach chciałem, co o "cielętach wyższego rzędu". Można bowiem na obronę studentów powiedzieć tak, że czasami nie są oni winni tego, że są zdezorientowani, jeśli chodzi o kwestię rozpoznawania pewnych rzeczy w sferze polityczno-społecznej, skoro wychowują ich, kształtują, intelektualnie formują niejednokrotnie ludzie, którzy powinni robić wszystko, ale nie pracować w środowisku akademickim. Przecież historia prof. J. Turulskiego jest tego znamienitym dowodem.
Przypomnę, co pisała na jego temat antyfaszystowska "GW":
"Pocałujcie mnie w dupę, pajace! - taki odautorski komentarz dodał do swojego oświadczenia lustracyjnego prof. Jan Turulski z Instytutu Chemii Uniwersytetu w Białymstoku (...).
Do rektora powędrował też list, w którym prof. Turulski wyjaśnia, kogo ma na myśli i dlaczego sięgnął po emocjonalny oręż.
Zaczął zabawnie, kpiąc m.in. z represji, jakie spotkają obywatela za niezłożenie oświadczenia:
"Magnificencjo, jestem zdumiony i rozczarowany, że za odmowę wykonania tego "obowiązku" twórca ustawy przewiduje tak [mało] dotkliwą karę [utrata funkcji albo posady - red.]. Za tak obrzydliwe przestępstwo, jakim jest odmowa wypełnienia formularza samolustracyjnego, w IV RP winna być jedna kara: kara śmierci.(...). W zaistniałej sytuacji nieuzasadnionego humanitaryzmu ustawy, (...) na przymus złożenia oświadczenia odpowiadam twórcom tego aktu prawnego: "Pocałujcie mnie w dupę, pajace!"."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,79328,4064569.html)
Czy taki Turulski to był i jest jakiś wyjątek, czy jak najbardziej reprezentatywny egzemplarz "polskiego uczonego"? Turulski pisał jeszcze tak:
"Swoją reakcją przeciwstawiam się złu, jakie zaczęło się panoszyć w Polsce wraz z rządami PiS-u - pisze prof. Turulski. I wylicza jego przejawy: "Ustawa jest następstwem zapędów totalitarnych ugrupowania rządzącego, które zwasalizowało sobie sądy, wojsko, policję, służby specjalne i media publiczne. (...) Ich karlejąca polityka zagraniczna może być inspiracją dla polish jokes, a nie dla forowania polskich interesów. (...) W realizacji swoich celów korzystają z prymitywnych metod, takich jak dzielenie społeczeństwa na grupy lepszych i gorszych, szczucie jednych na drugich, poniżanie (...). Lustrację pod postacią samolustracji, w sytuacji gdy zasoby archiwalne należą do nich, tylko upośledzony umysłowo może traktować jako uczciwą metodę oczyszczenia grup zawodowych ze szpicli"."
Przytaczam to jako przykład mentalności pewnej grupy, która przecież wpływała na postawy studentów, zaś wizja totalitarnego państwa była wałkowana przez grupę naukowców bez ustanku, niemal jak element nowej katechizacji młodzieży. Można więc powiedzieć, że "cielęta", o których wspomina Menda, nie wzięły się znikąd, a biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że nauczyciele mają z reguły dość silne środki perswazji w ręku, w postaci możliwości wystawiania ocen semestralnych itd., to nietrudno się domyślić, dlaczego antykaczystowska postawa stała się pewnym "obowiązującym wzorcem" studenckich zachowań na wielu uczelniach.
Problemem więc, według mnie, jest kondycja środowiska naukowo-akademickiego, a nie nawet kondycja intelektualna samych studentów. Tych ostatnich można pewnie wyprowadzić na manowce raz czy dwa, ale przecież, jeśli są to ludzie o otwartych umysłach (co oczywiście nie jest gwarantowane - vide diagnozy A. Blooma nt. amerykańskiej młodzieży), to wnet dostrzegą blagę, jeśli nie wprost idiotyzm stojący za tymi, co "odkrywali potworną prawdę o kaczyzmie" przed studentami. O wiele gorzej zaś może być ze środowiskiem ludzi, których mentalności już za bardzo zmienić się nie da, ponieważ ich "przypadki myślenia" sprowadzają się do takich właśnie elukubracji, jak Turulskiego.
Chociaż, może nie jest tak beznadziejnie, jak mogłoby się wydawać. Oto bowiem "Rz" donosi, że lubelskie środowisko naukowo-akademickie skupione wokół J. Palikota zaczyna się od tego ostatniego odżegnywać i odsuwać, jak od trędowatego (http://wiadomosci.onet.pl/1676779,11,item.html). Sam fakt, że jacyś uczeni mogli otoczyć kręgiem Palikota w celach innych niż badawcze (studium przypadku :), budzi zastanowienie, no ale skoro teraz stwierdzili oni, że mimo wszystko, co za dużo (przebywania pod przewodnictwem Palikota) to niezdrowo, to może nawet w środowiskach antykaczystowskich zaczynają się pojawiać z wolna, bo z wolna, ale jednak, przypadki myślenia?
"Rz" tytułuje tę dobrą nowinę nieco bombastycznym hasłem o (możliwym) "masowym exodusie z Platformy". Na "masowy exodus" za wcześnie, bo myślenia trzeba się uczyć powoli, drobnymi kroczkami, tak, żeby głowa za bardzo nie rozbolała. Zwłaszcza jeśli się przez ostatnie dwa lata w ogóle nie myślało, tylko porykiwało za Turulskimi w zgodnym chórze.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)