Tak jak mówimy o geście Kozakiewicza, tak chyba będzie się mówić o geście Czajkowskiego, który jako jeden z nielicznych sprawiedliwych ośmielił się głośno powiedzieć o konieczności rozpisania referendum w sprawie przyjęcia Traktatu Reformującego.
Ciekawe, że wątek ten we wszystkich niemal serwisach jakoś umknął newsmakerom, którzy akcentowali wyłącznie protest jednego z głównych uczestników strajków studenckich w marcu 1968 wobec L. Kaczyńskiego mający mieć związek z nieodznaczeniem A. Michnika. Względy, które pokierowały Czajkowskim były zgoła odmienne aniżeli te przedstawiane w wielu mediach (w tym także publicznych). Co więcej, sam Czajkowski powiada tak:
""To nie był protest przeciwko panu prezydentowi" - tłumaczy dziennikowi.pl Bogdan Czajkowski. "To jest sprzeciw na to, że polscy politycy nie chcą się zgodzić na ogólnonarodowe referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Najwyższym suwerenem jest naród i, o zrzeczeniu się przez Polskę niepodległości powinni decydować Polacy" - dodaje."
(http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article134781/Odmowil_prezydentowi_bo_elity_zdradzily_Polske.html)
Należy więc gest Czajkowskiego odczytywać nie jako obrazę czy protest wobec urzędu prezydenta czy osoby Kaczyńskiego, ale wobec polskich elit politycznych, które zapomniały, że Suwerenem w tym kraju jest Naród, a nie parlamentarzyści.
Czajkowski dał im wszystkim niezłą lekcję politycznej niezależności.


Komentarze
Pokaż komentarze (72)