614 obserwujących
1599 notek
9292k odsłony
7292 odsłony

Kolejne wspomnienie z 10-04

Wykop Skomentuj9

Książka “Teatr wojenny” Marka Czunkiewicza, mimo że na okładce informuje, iż zawiera reportaże związane z Gruzją, ukraińskim Majdanem i “Smoleńskiem”, sprawie 10-go Kwietnia poświęca najmniej miejsca, tzn. najwięcej wspomnień dotyczy czasu już „po katastrofie”, a zwłaszcza godzin wieczornych, inne chwile uwiecznione są wyrywkowymi, pamięciowymi „migawkami”. Czunkiewicz w kwietniu 2010 stanowił ze strony TVP głównego decydenta na miejscu w Katyniu i Smoleńsku, to od jego też zdania zależało to, co i jak w newralgicznych momentach rejestrowali reporterzy (s. 300-301):

 

- Radku  [chodzi o R. Sępa – przyp. F.Y.M.]. To są unikalne zdjęcia. Od razu pójdą na świat. Bez przeglądu. Bez montażu. Zakazuję Ci  [tak w oryg. – przyp. F.Y.M.] robić ujęć ciał i fragmentów zwłok. Nie po to tu jesteśmy. Nie możemy naruszać godności tych ludzi. Jeżeli nawet coś Ci wejdzie przypadkiem. Skasuj od razu. To moja osobista prośba i polecenie służbowe w jednym. Rozumiesz?

- Bez pytań.

Zostawiamy Radka wśród szczątków samolotu. Po drodze patrzymy jak strażacy taszczą kolejne trumny. Takie sowieckie. Obite purpurowym aksamitem lub pluszem. Widać, że zebrane ze wszystkich miejscowych firm pogrzebowych. Różnią się materiałem, falbankami, wykonaniem. Leżą wprost na ziemi. Czekają na karawan. Ale jakiż to karawan. Podjeżdża wywrotka, znowu wiekowy ZIŁ. Wysoki. Taką trumnę trzeba dobrze rozbujać, by zarzucić na pakę. Tak, więc strażacy bujają i zarzucają. W Polsce część żałobników pewnie na ten widok by zemdlała. Tu nikt nie mdleje. Idzie sprawnie. Nie ma widzów, a ten towar jest ciężki. Mam zupełnie inną wrażliwość. Nie chcę na to patrzeć. Dla mnie to ciągle ludzie. Szepczę Zdrowaśkę. Tyle mogę.

cz

Czunkiewicz był też jednym z tych, którym pozwolono wejść na pobojowisko (o której godzinie, w swej książce wspomnieniowej nie podaje) (s. 242-243):

 

Idziemy we czterech. Ja dwóch milicjantów i operator. Widziałem go w biurze prasowym gubernatora, ale wcale to nie znaczy, że tam pracuje. Nikt nas nie zatrzymuje. Brniemy po zeszłorocznej, nigdy niekoszonej trawie podtopionej odwilżą. Co rusz noga się gdzieś zapada? Mam wodę w butach. Odwracam się. Jestem chyba na prostej linii od uciętych drzew do wraku. Tu padał. Tu zgasło tyle dusz. Dreszcz. Coraz bliżej. Dużo ludzi. Coś robi niewielu. Większość patrzy. Mundury mieszają się z cywilnymi kurtkami. Trawa, a właściwie już błotnisko zasłane papierami, jakimiś dziwnymi częściami, odzieżą. Niemal wszystko szare, w jednym kolorze. Polane jakąś dziwną substancją. Pewnie podczas gaszenia. Ciała. Wynoszone zza ocalałego kawałka kokpitu. Fragmenty ciał. Odarte ze człowieczeństwa, upodlone. Leżą tu jak na scenie. Oglądane przez dziesiątki obcych, dokładnie fotografowane. Dziwny zapach wkręca się w mózg, oczy suche. Łzy uciekły ze strachu. Mam dość. Dla mnie wystarczy. To prawda. Zginęli. Nie mam kamery. Nic tu po mnie. W głowie czuję pustkę. Totalną pustkę. Wracamy. Najważniejsze teraz to pracować, pracować. (…)

 

I tu ciekawostka zarejestrowana przez Czunkiewicza właśnie w trakcie pracy:

 

(s. 250) Było już popołudnie. Nad nami krążyły śmigłowce rosyjskiego Ministerstwa do spraw Wydarzeń Nadzwyczajnych. Niektóre symulowały tor lotu prezydenckiego TU-154M. Nadlatywały nisko wśród drzew i zawisały nad miejscem katastrofy. Pewnie coś badano. Lądowały rosyjskie samoloty specjalne. Na płytę postojową dawnych zakładów lotniczych zwożono dziwny sprzęt.

 

Ale cofnijmy się w czasie do godzin porannych owego dnia (s. 26-27), choć, niestety, zbyt dokładny, jeśli chodzi o podawanie czasu poszczególnych wydarzeń, Czunkiewicz nie jest:   

 

Katyń pod Smoleńskiem. 10 kwietnia 2010 roku. Przed chwilą przywiozłem na plan prowadzących Joannę Lichocką i Jana Pospieszalskiego. Jechaliśmy jako ostatni, bo nie było sensu by wcześniej marznąć na planie. (…) Prezydent miał wylądować o 10:30 (08:30 czasu polskiego) (…) ja chciałem dotrzeć na plan przed kolumną prezydencką. Wiedziałem, że 15 minut przed przejazdem, czyli około 10:35, zostanie zamknięta trasa na Katyń. Na Polski Cmentarz Wojenny dotarliśmy mniej więcej około 10:30. Sprawdziłem plan zdjęciowy, wozy, gotowość emisyjną. (…) Warszawa pyta o gotowość. My jesteśmy gotowi, ale nie wiem jak prezydent. Idę do dowódcy BOR. Jest zajęty. Rozmawia. Mówi, że mgła nad lotniskiem, że może wylądują gdzie indziej. Przekazuję do wozu. Ale BOR dziwnie się zachowuje. Nieprofesjonalnie. Nagle wszyscy schodzą ze stanowisk. Są w grupie. Idą.

- Co jest?

- Nic.

Rzucają. Pytam znajomego z ochrony Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Nerwowo się rozgląda. Patrzy w niebo. I cedzi.

- Goni na „Siewiernyj”! (Pędź na Siewiernyj”)

Siewiernyj to nazwa lotniska. Podchodzę do kierownika produkcji Krzyśka Woźniaka. Mówię, że coś jest nie tak. By wszystko ogarnął. Ja biorę pierwszą ekipę, którą spotkam i jadę na lotnisko. Jakaś dziwna sytuacja. Po drodze spotykam Basię Włodarczyk, korespondentkę Telewizji Polskiej w Moskwie. Jest poruszona. Mówi mi z wyrzutem.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale