Fronda Młodych Fronda Młodych
339
BLOG

„Zachęta”? Przyznam, że nie warto.

Fronda Młodych Fronda Młodych Kultura Obserwuj notkę 1

Z serii:
Wtorkowe jazdy po bandzie

 

Dzieje się tak czasem w życiu, że mamy czas wolny. A czas wolny to rzecz świetna i coraz droższa sercom zabieganych ludzi. Wykorzystujemy go na różne sposoby. Niestrudzenie operujący chirurdzy ucinają sobie drzemki, robotnicy mkną do sklepów po zimne piwo,
a policjanci obżerają się pączkami.

Ja natomiast, jakiś czas temu wolną chwilę celebrując, wybrałem się z koleżanką do „Zachęty”. Decyzja ta była trafiona połowicznie. Bo o ile z uroczą dziewczyną spędzało mi się tamto
po południe znakomicie, to wizyta w popularnej galerii sztuki należy do tak zwanych ślepaków albo pudeł.

„Huls” - tak nazywa się wystawa, która obecnie wita odwiedzających „Zachętę”. Patronat medialny nad wydarzeniem objęli „Gazeta Wyborcza” i Polskie Radio, wernisaż sponsorują m.in. Łomża Podkapslowe i A. Blikle. Jedno pytanie: po co? Po co, na Boga, nagłaśniać lub finansować przedsięwzięcie nazwane artystycznym, skoro jest ono takim jedynie w nazwie?

Drodzy Czytelnicy, nie będę owijał w bawełnę, od razu runę w głębię sprawy. „Huls” rozpoczęte jest wejściem wyłożonym kijami bejsbolowymi autorstwa niejakiego Davida Adamo. Cóż, nie dostrzegłem jakoś tej finezyjnej instalacji podłogowej, uznając ten dziwny widok za oznakę trwającego remontu w tej części budynku. Koleżanka miała większy problem
z przemieszczaniem się po bejsbolowej platformie, bo akurat włożyła buty na obcasie. Ale to był dopiero początek żenady. Zaraz po przedostaniu się do środka wystawy, dane nam było obejrzeć trzy filmiki rodem z Youtube'a.

Na pierwszym jakiś facet przez kilka minut powtarza trzy czynności: kupuje w automacie puszkę napoju, stawia ją na podłodze i finalnie, uderza kijem do golfa. Po kilku minutach widowisko przechodzi metamorfozę – tym razem niszczone przedmioty są różne, a mocno zbliżona kamera do miejsca kolizji pozwala obserwować tę artystyczną ucztę z bliska.

Na drugim filmie chłopak przy pomocy metalowego drąga, nieumiejętnie rozprawia się
z rowerem, doprowadzając go do stanu zniszczenia. Tym razem nie doświadczamy żadnych urozmaiceń typu ruch kamerą.

Ostatni film natomiast przedstawia dwóch lub więcej osobników strzelających
z prowizorycznej wyrzutni w pralkę. Ładują, oddają strzał, ładują, oddają strzał i tak przez jakiś czas.

Nie da się ułożyć uniwersalnej definicji sztuki - mówi wielu. Aktualnie nie mam wolnej chwili, toteż nie będę poświęcał potrzebnego mi na inne sprawy czasu, żeby rozwiązać ten dylemat. Wiem jednak, że co najmniej w 90% to, co przedstawia na swoich ostatnich wystawach „Zachęta”, sztuką żadną miarą nie jest. Bardziej przypomina mi to albo celową kpinę
z rzekomych koneserów, albo podnoszenie beznadziejnych pomysłów do rangi artyzmu
(ze wskazaniem na to drugie) . Szkoda, że nie było czwartego filmu, może o deptanych mrówkach. A może o zmieniającej się sygnalizacji świetlnej? Przecież – idąc tokiem myślenia twórców
i koordynatorów wystawy – sztuką jest wszystko dookoła nas, nawet owo chuligaństwo, które – przecież zamierzone – spełnia wymogi bycia czymś wartym refleksji. Zapomniano w tym przypadku jednak, że sama chęć, żeby było fajnie, nie wystarczy. Nad tematem wypadałoby jeszcze popracować. W innym wypadku historia brutalnie, ale słusznie, zapomni o zajściu.

Pozostałe atrakcje w „Zachęcie” również w większości nie bronią się ani nie zaskakują – zaserwowano pakiet standardowy, czyli inter alia: masturbacja w kilkudziesięciu wariantach oraz bezcelowy erotyzm. Stojąca na „Huls” perkusja w zniszczonej paczce-graniastosłupie trafnie wyjaśnia to, co myślę. Wystawa jest jak ta paczka, ale zgrabnej perkusji ani innego instrumentu w środku doszukać się nie sposób.

 

Sebastian Makaruk
Fronda Młodych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura