Wydaje się, że pod względem propagandowym Jarosław Kaczyński ze sztabem wyprzedzają Bronisława Komorowskiego. Po pierwsze, rekordowa ilość podpisów zebranych przez sztab daje do myślenia nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że część podpisów składanych było „z sympatii”. Dość nieoczekiwane przesłanie do Rosjan, na które zareagowano głupkowatymi analizami pianina, i które w pośpiechu próbuje się kontrować filmikiem o B. Komorowskim, zneutralizowało z wyprzedzeniem zarzuty o antyrosyjskość. Po trzecie, „wywiad” z blogerami, podczas którego się nic nie posypało ugruntował dobre wrażenie.
W kwestiach merytorycznych oba sztaby śpią. Wypowiedzi, które miałyby przedstawić choć w zarysie plan prezydentury obu kandydatów nie wykraczają poza stwierdzanie oczywistości w otoczce dobrych chęci i miłości do świata. Program B. Komorowskiego zamieszczony na jego stronie internetowej to zasadniczo lista konstytucyjnych kompetencji prezydenta uzupełniona dopiskami w stylu „i ja to będę robił”. Jedyna w miarę konkretna zapowiedź dotyczy działania na rzecz jednomandatowych okręgów w wyborach do rad gmin. J. Kaczyński natomiast, w wywiadzie dla S24, ślizga się po tematach mgliście zapowiadając kontynuację polityki L. Kaczyńskiego w kwestii służby zdrowia. Jeśli coś zaskakuje, to koncyliacyjny ton wypowiedzi, sugerujący chęć współpracy z rządem.




Komentarze
Pokaż komentarze (45)