97 obserwujących
385 notek
1271k odsłon
  6351   21

Jacek Dehnel atakuje Dekalog swoją ignorancją

Z zainteresowaniem odnotowałem, że w „Polityce” (20.12.2021) ukazał się felieton pisarza Jacka Dehnela na temat Dekalogu, czyli tego, co tradycja żydowska nazywa Dziesięcioma Oświadczeniami Boga. Mój apetyt na artykuł wzmocnił fakt, że autor już w tzw. „lidzie” stwierdza: „Dekalog, kodeks Hammurabiego i kodeks Justyniana zostawmy w muzeach, razem z sochą, samochodem na korbkę i starą nokią.” Czyli tekst krytykuje Dekalog. Takie teksty przed chrześcijańskimi świętami to „świecka tradycja” lewicowej prasy. Skoro jednak Dehnel uważa Dekalog za coś przestarzałego i bezużytecznego, byłem ciekaw argumentów. Liczyłem, że będą poważne i mądre.

Mocno, nawet bardzo mocno się zawiodłem.

Jacek Dehnel wystąpił tu z własnego wyboru w archetypowej roli „małpy z brzytwą”. Czyli ostentacyjnego barbarzyńcy. To znaczy zaatakował Dekalog mając na jego temat – delikatnie mówiąc – bardzo mgliste pojęcie. De facto, główna informacja, którą podzielił się z czytelnikami „Polityki”, to ta, że na temat Dekalogu nie ma nic istotnego, nic mądrego do powiedzenia. A nawet więcej: udowodnił swoim tekstem, że w tej tematyce jest ignorantem. Precyzyjnie według zasady „Nie znam się na tym, więc się wypowiem”.

Dziesięć przykazań to integralna część Tory – świętej księgi judaizmu. Z tej księgi i z judaizmu różne nurty chrześcijaństwa wyprowadzały przez stulecia swoje wersje Dekalogu. Różnią się one od oryginału nie tylko numeracją, ale – co znacznie ważniejsze – zawartością.

Dehnel w swoim felietonie nie zadał sobie nawet trudu ustalenia, którą wersję uważa za zasługującą na jego autorytatywne i przeczące oczywistości stwierdzenie „Dekalog nie jest żadnym uniwersalnym fundamentem etyki ani przyzwoitości.” W swoim tekście raz ma pretensje, że coś zostało w Dekalogu zmienione, a innym razem, że zmiana – jego zdaniem konieczna – nie została wprowadzona.

Jedynym sensownym sposobem podejścia do Dekalogu byłoby poddanie krytycznej ocenie wersji oryginalnej. Jeżeli natomiast krytyka dotyczy nieoryginalnych wersji, to trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Istnieje przecież konkretny tekst w języku hebrajskim, ma on parę tysięcy lat, jest rok 2021 i ze współczesnej perspektywy autor mógł wyłożyć swoje pretensje co do etycznej zawartości tego tekstu. Oczywiście, żeby móc to zrobić, musiałby najpierw wiedzieć, co słowa tego tekstu znaczą i jak są interpretowane w tradycji religii, do której oryginalnie przynależą.

Autor nie zadał sobie tego trudu. Oparł się na tyle popularnych co fałszywych stereotypach na temat Dekalogu.

Dlatego już na wstępie wprowadza czytelnika w błąd – na razie w sprawie drobnej – pisząc: „Pamiętajmy jednak, że jeśli ktoś narysuje gołąbka albo słonia (albo słonia połkniętego przez węża), występuje srodze przeciw oryginalnemu Dekalogowi”. Bzdura. Niezrozumienie tekstu. Nieznajomość rzeczy. Autor powinien odwiedzić synagogę z Gwoźdźca w muzeum Polin, której dach – jak informuje muzeum – „zdobi 67 wizerunków mitycznych zwierząt namalowanych tradycyjnymi farbami przygotowanymi na bazie naturalnych pigmentów, wody oraz kleju króliczego. Wśród zwierząt znajdują się m. in. słoń, lew, kruk, szpak i wiewiórka.”

Gdy Jacek Dehnel wspomina o tzw. drugim przykazaniu (w oryginale jest to przykazanie trzecie), stwierdza: „Nawet wierzący powszechnie mówią „O, Boże”, „Jezus, Maria, Józefie święty”, „Olaboga!”, „Rany”, „Jeeeezu…” a bywa, że „Dżizas”.” Daje więc dowód, że nie ma pojęcia o tym, czego naprawdę dotyczy to przykazanie. Nie zadał podstawowego i logicznego pytania: dlaczego ze wszystkich zakazów i nakazów Biblii tylko złamania tego przykazania „Bóg nie wybaczy”? Nie zaintrygowało go, dlaczego Bóg miałby nieodwołalnie karać za okrzyk „O, Boże”. Nie pomyślał, że może dlatego, że wcale nie o to w tym przykazaniu chodzi. A o co chodzi, już go nie zainteresowało.

Gdy pisze o tzw. piątym przykazaniu (w oryginale – szóstym), wypowiada takie opinie: „Zapewne wszyscy się zgodzimy, że „Nie zabijaj” to rozsądny postulat. Dalej zaczynają się schody. Kara śmierci, aborcja, eutanazja – ile osób, tyle opinii, nie ma tu społecznego konsensu, a do tego możemy dorzucić zabijanie zwierząt na mięso (lub dla zabawy, jak w przypadku corridy) i robi się jeszcze ciekawiej.”

Rozumiem, że można tego nie wiedzieć, bo wszyscy żyją w błędzie i myślą, że przykazanie naprawdę brzmi „nie zabijaj”. Jednak gdy się pisze artykuł na temat Dziesięciu Oświadczeń, to już wypada mieć świadomość, że oryginalne przykazanie to „Nie wolno ci mordować”. I że słowo hebrajskie tu użyte oznacza nie „zabijanie” (które określa pozbawianie życia bez nacechowania etycznym osądem), ale „mordowanie” (które jest niemoralnym, etycznie nieakceptowalnym odebraniem życia). I wtedy, gdy to wiemy, okazuje się, że „nie zabijaj” to wcale nie jest rozsądny postulat, bo przecież gdy bandyta chce nas zamordować (a nie „zabić”), wtedy mamy pełne prawo zabić (a nie „zamordować”) go w samoobronie koniecznej. Tora odróżnia „zabijanie”, od „morderstwa”. W Torze hebrajskie ‚Lo tircach’ nie oznacza „nie zabijaj”, lecz „nie morduj”. ‚Lo taharog’ oznaczałoby „nie zabijaj”, ale tych słów tam nie ma! Ta różnica znaczeniowa ma ogromne konsekwencje etyczne. Zabijanie – to pozbawianie życia. Po prostu pozbawianie życia, bez negatywnego nacechowania etycznego. Gdyby zakaz zabijania miał być traktowany literalnie, to – weźmy pod uwagę tylko wiek XX – bylibyśmy niewolnikami w III Rzeszy albo raczej dawno bylibyśmy poddani totalnej zagładzie. Nazizm został pokonany tylko dlatego, że wyznawcy chrześcijaństwa (czyli większość żołnierzy w armiach koalicji antyniemieckiej) nie przestrzegali tego błędnie przetłumaczonego (jako „nie zabijaj”) przykazania i walczyli z nazizmem strzelając do żołnierzy niemieckich i zabijając ich. Zabijając właśnie, ale nie mordując!

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo