98 obserwujących
386 notek
1274k odsłony
  649   5

Chełmno – pierwszy obóz śmierci

Latem 1941 roku Heinrich Himmler wziął udział w pokazie masowego rozstrzeliwania Żydów w Mińsku. Widok ten doprowadził go do wymiotów. Zdecydował, że należy znaleźć inne sposoby mordowania. Nakazał testowanie metod, które byłyby mniej stresujące dla zabójców. Eksperymenty te doprowadziły do sięgnięcia po furgonetkę z komorą gazową. Pojazd ten był już używany w 1940 roku do zagazowywania pacjentów psychiatrycznych z Prus Wschodnich i Pomorza. Jak argumentuje Nestar Russell w „The Nazi’s Pursuit for a "Humane’ Method of Killing”, Niemcy postawili sobie cztery warunki, które miało spełniać mordowanie. Po pierwsze, ofiary powinny pozostać całkowicie nieświadome, że wkrótce umrą. Po drugie, sprawcy nie muszą dotykać, widzieć ani słyszeć swoich ofiar, kiedy umierają. Po trzecie, śmierć powinna być zadawana w taki sposób, żeby unikać pozostawiania jakichkolwiek oznak obrażeń na ciałach ofiar, a ponadto czas mordowania powinien być jak najkrótszy. Praktyka późniejsza dopisała do tego jeszcze piąty warunek: jakikolwiek fizyczny udział Niemców w eksterminacji, a także w kierowaniu do komór gazowych, obrabowywaniu mordowanych ludzi i pozbywaniu się zwłok powinien być ograniczony do minimum i te czynności powinni wykonywać więźniowie.

8 grudnia 1941 roku rozpoczęła swoją pracę niemiecka machina ludobójstwa na skalę przemysłową. W wiosce Chełmno nad rzeką Ner, na terenach polskich przyłączonych przez państwo niemieckie do III Rzeszy, zamordowano Żydów metodą zagazowania. Funkcje komór gazowych pełniły hermetyczne ciężarówki. Wiele wskazuje na to, że w początkach działalności obozu mordowano tlenkiem węgla z metalowych butli. Metoda gazowania tlenkiem węgla była wybrana ze względu na to, że jak to stwierdził na procesie norymberskim Otto Ohlendorf (commander of Einsatzgruppe D), zabijanie było bardziej „humanitarne” dla członków Einsatzgruppen. W późniejszym okresie stosowano spaliny z silników, w który wyposażone były ciężarówki. Działo się to na prawie dwa miesiące przed słynną konferencją w Wannsee, która oficjalnie potwierdziła początek decydującej fazy Holokaustu.

Pierwszy transport stanowiło około 700 Żydów z getta w pobliskim miasteczku Koło. Ofiary ludobójstwa były przywożone albo z getta w Łodzi, albo z gett w miastach tzw. Kraju Warty (Reichsgau Wartheland). W roku 1942 zamordowano też tysiące Żydów z Czech, Niemiec, Luxemburga i Austrii. Wśród ofiar obozu byli też Romowie i Sinti z pogranicza Węgier i Austrii, dzieci z Zamojszczyzny, dzieci z czeskich Lidic, sowieccy jeńcy wojenni, polscy księża i zakonnice.

Po przyjeździe do wsi Chełmno (Kulmhof) więźniowie pod pozorem kąpieli koniecznej przed dalszą podróżą, byli zmuszani do rozebrania się. Następnie ludzie przebiegali wąskim korytarzem do ciężarówek, w których podłodze znajdowały się wyjścia rur wydechowych. Spaliny zabijały ich w ciągu 15-20 minut. Jeden z nielicznych uciekinierów z Kulmhof, Szlama Ber Winer, pod dostaniu się do Warszawy, opowiedział relację więźnia Goldmana z Kłodawy, który chyba jako jedyny przeżył (na 24 godziny) przejście do ciężarówki (ukrył się nagi w komórce tuż przed samą rampą) i zdążył opowiedzieć, co widział, innym więźniom. Następnego dnia Niemcy kazali mu położyć się na zwłokach zamordowanych ludzi i zastrzelili go. Winer zrelacjonował opowieść Goldmana kronikarzom Zagłady z grupy Oneg Szabat:

„Gdy ich prowadzono do pałacu, obchodzono się z nimi bardzo uprzejmie. Stary Niemiec, lat około 60, z długim cybuchem w ustach, pomagał matkom zdejmować z samochodu ich pociechy. Niemowlęta sam brał na ręce, aby matkom lżej było schodzić, pomagał starcom dojść do pałacu, jednym słowem wzruszał nieszczęsnych swą łagodnością i uprzejmością. Wprowadzono ich do ciepłego pomieszczenia, w którym grzały dwa piece. Podłoga wyłożona była drewnianą kratownicą, jak w łaźni. Tu ów stary Niemiec i oficer SS wygłosili przemówienia, zapewniając Żydów, że pojadą do getta w Litzmannstadt, będą tam pracować i staną się pożytecznymi ludźmi. Kobiety będą prowadziły gospodarstwo, dzieci pójdą do szkoły, jednak przed wyjazdem muszą się poddać dezynfekcji. W tym celu wszyscy mają się rozebrać i pozostać w samej bieliźnie. Rzeczy zostają odparowane. Przedmioty wartościowe i dokumenty należy wyjąć, zawinąć w chustkę i oddać na przechowanie. Jeżeli kto ma pieniądze papierowe, schowane albo zaszyte w odzieży, winien je bezwzględnie wypruć, gdyż w przeciwnym razie ulegną spaleniu w piecu. Ludzie muszą się wykąpać. Stary Niemiec bardzo uprzejmie prosił wszystkich, żeby udali się do łaźni, i otworzył drzwi, za którymi prowadziło około 15–20 stopni w dół, lecz tam był już mróz. Niemiec łagodnie zapewniał, że dalej będzie cieplej. „Dalej” był dość długi korytarz, prowadzący na rampę. Podjeżdżał tam samochód gazowy. W tym momencie znikała cała łagodność. Z wściekłą brutalnością zapędzano ludzi do samochodu. Żydzi spostrzegli się, że zbliża się śmierć i rozpaczliwie wołali: Szma Israel.”

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura