93 obserwujących
364 notki
1164k odsłony
2718 odsłon

Żydokomuna w słowach "jednego z nich"

Wykop Skomentuj21

image

Maksymilian Henryk Horwitz-Walecki w roku 1898

W Warszawie, w roku 1905, Maksymilian Horwitz, wnuk rabina gminy wiedeńskiej Lazara Horwitza, ówczesny działacz PPS, późniejszy członek Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Polski i Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej, napisał blisko stustronicową broszurę pod tytułem „W kwestyi żydowskiej”. Ukazała się ona w Krakowie w roku 1907.

image


Autor, wówczas niespełna trzydziestoletni, odnotowując przełomowy proces odchodzenia Żydów od religii, która od zawsze była jedynym trwałym czynnikiem nadającym im tożsamość, zastanawiał się, jakie istnieją przed nimi perspektywy. Najpierw stwierdza: 

Współczesny ruch kulturalny wśród Żydów, wciągając ich w wir spraw świeckich i społecznych, jednocześnie emancypuje ich od przepisów religijnych, a przeto i samej religii zadaje cios śmiertelny. Nigdzie ruchowi kulturalnemu nie towarzyszył taki fanatyzm antyreligijny, jak właśnie wśród Żydów. Pociąga to za sobą, w stopniu daleko wyższym, niż u innych grup ludzkości, upadek dawnych obyczajów i tradycyi, związanych tak ściśle z religią. (…) zaprawdę bardzo się wyda wątpliwem, czy żydostwo, jako całość, upadek ten przetrwa, czy po wyzbyciu się, spajających ich, wiązadeł religii. 

Fanatyzm antyreligijny! Upadek! 

Co więc czeka Żydów? 

Zdaniem Horwitza, istnieją trzy drogi. 

Jedna – droga skompromitowana, czyli asymilacja

Druga – sztuczna i ograniczająca, czyli nacjonalizm (i syjonizm, stanowiący „dopełnienie nacjonalizmu żydowskiego ideą emigracyjną”). 

Wreszcie trzecia, z którą autor w pełni się utożsamia: przystąpienie do „obozu społeczno-demokratycznego” lub „demokracji społecznej”, pod którymi to nazwami ukrywa się w jego tekście ruch socjalistyczny, komunistyczny, rewolucyjny. 

Skąd wynikała potrzeba asymilacji? 

Żyd, aby się stać człowiekiem, musiał przestać być Żydem, musiał się stać Polakiem (..) Zaś Żyd niezasymilowany, Żyd nie podniesiony jeszcze do godności Polaka, był jakimś pod-człowiekiem; do człowieczeństwa można było u nas trafić tylko przez polskość, i to nie na pewniaka, bo nuż ktoś poda w wątpliwość „szczerość” takiego neofity polskości? 

Autor odrzuca asymilację. Asymilacja wchodzi – zdaniem autora – w konflikt z ludzką godnością, wymaga wysokiej ceny – utraty tożsamości: 

Neofici polskości, chcąc jaknajrychlej stać się jaknajbardziej „prawdziwymi Polakami z silną domieszką szlacheckości, uważali sobie za obowiązek przejmować bezkrytycznie całą obyczajowość szlachecko-polską (…). Bezkrytycznie: bo wszelka krytyka z ich strony mogłaby się wydawać tym, do których wkupić się chcieli, podejrzaną, trącącą żydostwem czy neofictwem. Całem ich usiłowaniem i całą myślą było, stać się jaknajbardziej poprawnymi przeciętnymi Polakami. Tłumiło to w nich wszelką samodzielność, wszelką oryginalność, bo nużby się w tym odmiennym ich poglądzie zarysował fatalny dowód ich pochodzenia! Dogmatem ich życia było: stać się całkowicie, aż do złudzenia Polakami. Wyrobiło to w nich pewną lękliwość, dwulicowość, nieszczerość — bezwiedną często, poczciwą nieraz, niemniej jednak poniżającą, wypaczającą, hamującą. Wstydzili się swego pochodzenia. (…) Z jakąż napoły zawstydzoną, napoły dumną miną przyjmowali komplementy, które prawił im niekiedy jakiś autentyczny Polak, klepiąc ich po przyjacielsku po łopatce: „Ty jesteś prawdziwym Polakiem; niema w tobie za grosz nic żydowskiego; gdybym nie wiedział, nigdybym nie powiedział…; gdybyż to wszyscy Żydzi byli tacy, jak ty! Ale ty z tym obrzydliwym, szachrajskim, żargonowym motłochem nie masz nic wspólnego!” Jakąż przyjemność sprawiało, gdy w jakimś miejscu publicznym, w teatrze, w wagonie, na ławce w Ogrodzie Saskim, ktoś niepoinformowany wziął naszego neofitę polskości za prawdziwego Polaka, chociażby omyłka ta wyrażała się w wymyślaniu na Żydów wogóle. Jakże przyjemnie było, gdy ktoś dowiedziawszy się o żydostwie swego interlokutora oznajmiał: „Jakto? Pan jesteś Żydem? Nigdybym nie powiedział ! 

Autor odrzuca także syjonizm. Czyni to bez najmniejszych wątpliwości: 

Doktryna jedności narodowej jest fałszywa, jako domniemane stwierdzenie faktu; taktyka solidarności narodowej zgubna, jako reguła postępowania. 

Konsekwentnie więc: 

Działalność oświatowa i kulturalna syonistów (…) zatruta jest rozlanym we wszystkich jej przejawach duchem ciasnego i konserwatywnego nacyonalizmu, który często pielęgnuje to, co należałoby wyrywać z korzeniem, pomija zaś tendencyjnie wszystko, co sprzyjałoby zbliżeniu i zbrataniu Żydów z ludami otaczającymi, albo wyświetlałoby wewnętrzne antagonizmy społeczne, druzgocące jedność narodową. 

Nacjonalizm przeciwstawia się „zbrataniu z ludami otaczającymi”! 

Stąd bardzo mocny wniosek ostateczny i ostatecznie odrzucający syjonizm: 

O tę odrębność i oryginalność, której może zaszkodzić zbytnie nasze zbliżenie się do innych narodowości, która dla ‚normalnego rozwoju’ potrzebuje klosza szklanego, muru chińskiego, czy nawet Palestyny lub Ugandy — troszczymy się tyle, co o zeszłoroczny śnieg; i owszem, im prędzej się jej pozbędziemy, tem lepiej. 

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura