Czas myśleć już o wyborach samorządowych – taka jest logika kalendarza. Niektóre lokalne komitety wyborcze – a raczej sztaby, już działają od miesięcy i robią ostrą propagandę i reklamę swoim kandydatom.
To co lokalne i to co możliwe finansowo
Potrzeb w każdym mieście jest dużo – niemniej uważam, że należy rozwiązywać sprawy najpilniejsze. Opieram się tutaj na doświadczeniu działalności w kilku lokalnych stowarzyszeniach społecznych.
Za najważniejszą jednak rzecz uważam udział społeczeństwa w tworzeniu planów rozwoju, opiniowaniu uchwał rady miasta czy gminy, a następnie kontroli podjętych ustaleń. Trudno w mieście z dziurawymi chodnikami dyskutować o akwaparku – trzeba budować solidne chodniki. Lub w mieście bezrobocia proponować budowę basenów - zamiast tworzyć miejsca pracy.
Rozwój zrównoważony
Przy braku planów przestrzennego zagospodarowania – a zdarza się tak często – niestety rady miasta idą po najmniejszej linii oporu wyrażając zgodę na najróżniejsze często zbędne miastu inwestycje. No bo ile może być hipermarketów czy galerii w 100 tysięcznym czy 20 tysięcznym mieście? I skąd brać ludzi do sklepów zwłaszcza w regionach bezrobocia? A planowanie ekologiczne? Odkorkowanie miast? Budowa obwodnic? Gospodarka komunalna?
Władza nie może narzucać społeczeństwu swoich rozwiązań a konsultować je
W każdym mieście znajdziemy wiele inwestycji, które narzuca władza nie licząc się ze zdaniem podatników. Te błędy się sumują i dają efekt niekiedy skandaliczny. Lub tworzą blokadę rozwoju na całe dekady. Najgorzej, że miasta zadłużają się na koszt przyszłych pokoleń – jak podała „Rzeczpospolita” dług zaciągnięty przez samorządy oraz rząd i jego agencje wzrósł od 1 stycznia o 51 miliardów złotych. Samorządy zadłużają się żeby móc skorzystać z funduszy unijnych – a fundusze unijne to też nasze pieniądze. I błędne koło się zamyka.
Jednocześni dane dotyczące wydatków na cele publiczne z PKB wykazują, że mamy je najniższe w Europie: 21% (za blogerem Salonu24.pl „35stan” – komentarz w LC „Czerwono-zieloni” do tekstu Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk z dnia 15 września br.).
Więc argument obecnych samorządów – pożyczkobiorców, że korzystamy na tych inwestycjach nie jest do końca prawdziwy. Przeczy temu fakt, że dług trzeba oddać z procentem! Gdyż pożyczek udzielają banki prywatne! Państwowego czy samorządowego banku nie mamy!
Bartosz Wasilewski na Salonie24.pl podał wartość długu za ministrem Rostowskim na 100 mld złotych, a zakładany w planie rządowym na 2013 na 920 mld złotych:
http://wasilewski.ego.salon24.pl/231721,rostowski-o-deficycie-mamy-100-mld-ale-problemem-sa-samorzady
Mimo, że ciężar długu oczywiście spoczywa na rządzie – jednak polityka samorządów powinna być przestawiona wyłącznie, lub w 90% na oddłużenie. Inaczej znów będzie emigracja młodzieży: gdyż nie będzie chciała spłacać tych długów, które zaciągnięto bez jej zgody.
Tutaj polityka niektórych samorządów jest rzeczywiście lekceważąca podatników i przyszłych obywateli Polski.
Samorząd gospodarczy
Byłoby dobrze już pchnąć w kampanię kwestię samorządu gospodarczego: powiązanie polityki samorządowej i lokalnej demokracji z samorządem gospodarczym na poziomie miasta byłoby korzystnym rozwiązaniem.
Jest przecież rzeczą dziwną, że samorządy ustalają program inwestycji na lata nie licząc się z lokalnymi przedsiębiorstwami, firmami rodzinnymi, handlem, usługodawcami czy producentami. Potem następuje bezrobocie i emigracja. A potem znów muszą zaciągać pożyczki na kolejne inwestycje, które nadal nie tworzą miejsc pracy.
139
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)