FranciscusFelixAstat FranciscusFelixAstat
206
BLOG

Big Bank: Dwie pieczenie na twoim ogniu

FranciscusFelixAstat FranciscusFelixAstat Gospodarka Obserwuj notkę 0

Poniższy wpis stanowi początek cyklu "Big Bank" poświęconego rozważaniom nad współczesnym systemem finansowym.

Każdy buntownik-idealista jest trochę naiwny. Naiwny, bo sądzi, że zło, przeciw któremu podnosi miecz, da się zastąpić dobrem, a poniesione ofiary warte są grają niewspółmiernie niewielką rolę w porównaniu do potencjalnych korzyści.

Moje auto-da-fe stoi w pewnej strukturalnej sprzeczności z zawodem, który planuję wykonywać, lecz krucjata, którą podejmuję, nie podważa zupełnie fundamentów systemu, w który jestem uwikłany, lecz tylko stanowi odbicie pewnych wewnętrznych przekonań. Z góry uprzedzam - dystansuję się zarówno od socjalistów, jak i libertarian, przyjmując mimo to ich słuszną moim zdaniem argumentację w ważkich kwestiach.


Penetrując środowisko, w jakie zostaliśmy rzuceni, uderza mnie szybko tak zwana "wygoda" związana z bankowością. Mogę wpłacić swoje pieniądze do banku, będą bezpieczne. Mogę dokonywać płatności przez Internet. Mogę automatycznie rozliczać rachunki. Nie muszę stać w kolejce do kasy po wypłatę pensji. Ach, marzenie! Sny się spełniły!

Sny... otrząśnijmy się na chwilę. Nie mam konta w banku. W tym momencie w didaskaliach mego dramatu znać notkę o uśmiechających się pod nosem czytelnikach. Don Kichot. Lenin.

Zaraz, zastanówmy się. Jak można nie mieć konta w banku? To nie pytanie retoryczne. Inaczej: czy jest możliwość nie posiadać konta w banku? Pewnie jest, ale która poważna firma lub partner biznesowy dokonuje operacji finansowych za pomocą biletów emitowanych przez NBP? Który pracodawca zgadza się wypłacać pracownikom pieniądze do ręki? Która uczelnia wypłaca studentom stypendium do ręki?

Przyjrzawszy się sprawie, stwierdzam, iż w naszej kulturze życie bez konta w baku nie tyle stanowi brak wygód, co raczej tworzy problemy zgoła nieprzewidziane. Wniosek: człowiecze, powinieneś oddać się na usługi bankom.

Dobrze więc. Przekażę swoje pieniądze bankom. Przekażęje, a więc pożyczę. Pożyczę swoje pieniądze bankom. Nie jestem lichwiarzem, nie ustalę wysokiego procentu. Pozwolę bankom inwestować moją krwawicę, pozwolę im zająć niejako krótką pozycję, a banki niech tylko zwrócą mi gotówkę ze sprawiedliwie naliczoną przeze mnie opłatą, kiedy sobie tego zażyczę...

Och, czyżby znowu sen? Absolve, myślałem, że... a jednak. Pożyczam swoje pieniądze, więc za pożyczkę płacę. Aż tak silna stała się pozycja banków, którym udało się wygenerować doskonale nieelastyczny popyt na swoje "usługi".


Podsumujmy. Powinienem pożyczyć swoje pieniądze bankom, w przeciwnym razie stoję na straconej pozycji. Za pożyczenie bankom pieniędzy będę musiał zapłacić (odnoszę się do faktu, iż wobec obecnej stopy procentowej, koszty prowadzenia konta bankowego przewyższają dochody dla przeciętnego Kowalskiego).

Ghulibati alrruumu!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka