Lubię powieści Chandlera .
Pierwszą jaką przeczytałem- był "Wielki sen".. Super..
Póżniej poszło..
Dziś najbardziej lubię "Długie pożeganie".. Chociaż i "Żegnaj laleczko" czy "Playback" są równie udane..
Chandlerowi udało się stworzyć własny świat.
Jak czyta się o przygodach Marlowe'a to człowiek widzi obrazy z tamtych lat.. Słyszy się piosenki z tamtych lat.. Czuje się atmosferę ,klimat ..
Według mnie Chandler był jednym z największych pisarzy XX wieku. Wiem że dla niektórych to stwierdzenie zabrzmi jak blużnierstwo- ale to moje zdanie..
Raymond miał niesamowity talent do posługiwania się piórem..Dzięki Bogu w Polsce tłumacze którzy zajmowali się przekładaniem Chandlera - wywiązali się z tego zadania wybornie.. Te stare tłumaczenia sa świetne..
Niestety - nowe tłumaczenia są do banii.. Pamiętam jak czytałem "Siostrzyczkę " w serii z kluczykiem - dobrze przetłumaczona.. Po jakimś czasie wziąłem nowe wydanie - kiepścizna..
Na zakończenie kilka cytatów z Chandlera.
Siostrzyczka
(tłum. Piotr Kamiński)
- Czy pan pije, panie Marlowe?
- No, skoro już pani o tym wspomniała...
- Nie sądzę, żebym mogła zatrudnić detektywa używającego alkoholu pod jakąkolwiek postacią. Nie pochwalam nawet palenia papierosów.
- A mogę sobie obrać pomarańczkę?
- Czy nie będzie pan notował?
Mruknąłem że nie.
- Myślałam, że detektywi zawsze zapisują wszystko w małych notesikach.
- Ja tu jestem od dowcipów - powiedziałem.
To niebywałe, co Hollywood jest w stanie zrobić z byle kim. Z pospolitej flądry, która powinna prasować koszule mężowi szoferakowi, robi promienną gwiazdę ekranu, a z przerośniętego gówniarza, który nadaje się najwyżej na kelnera, robi supermena z błyskiem w oku i jasnym uśmiechem, aż cuchnącym od seksu. Z kelnerki z Teksasu, inteligentnej i wykształconej jak postacie z komiksów, czyni międzynarodową kurtyzanę, sześciokrotnie zamężną z milionerami, tak zblazowaną i zepsutą, że szukając nowych wrażeń uwiedzie w końcu tragarza w przpoconej podkoszulce
Playback
(tłum. Leszek Stafiej)
- Słuchaj przyjacielu wynajęto cię do roboty. Będzie lepiej, jeśli ją wykonasz, i to wykonasz jak trzeba. W tym mieście Clyde Umney to gruba ryba.
- Po co komu ryba, kochanie. Ja pijam pod piwo.
Wytrząsnąłem papierosa z pudełka i próbowałem podnieść kciukiem zamknięcie swojej kowbojskiej zapalniczki Zippo, naciskając jednocześnie kółko. Powinno się to robić jedną ręką. Jest to wykonalne ale dość kłopotliwe. Udało mi się w końcu i przypaliłem papierosa, ziewnąłem i wypuściłem dym nosem.
- A co pan robi na bis? - zapytała.
Wyszedł do mnie z prawym prostym, bardzo szybkim i dobrze wyprowadzonym. Zrobiłem szybki unik, zachowując spokój i rozwagę. Ale to nie prawym zarabiał na życie. Był leworęczny. (...)
- Dobra - powiedziałem ochrypłym głosem. - Nie dam się zastrzelić za pięćdziesiąt dolarów dziennie. To kosztuje siedemdziesiąt pięć.
- Przyjacielu! Bez żartów. Łatwo się denerwuję.
- Doskonale. Popatrzmy, jak się pan denerwuje. Co pan wtedy robi? Gryzie wąsy?
- Przecież widzisz, że nie mam wąsów, frajerze!
- Mógłby pan sobie zapuścić. Ja poczekam.
Na parkiecie kilka par rzucało się w szaleńczym zapomnieniu, przywodząc mi na myśl nocnego stróża cierpiącego na artretyzm.
- Mocno powiedziane - zadrwił. - Ale radziłem już sobie z większymi cwaniakami od ciebie.
- Wymień chociaż dwóch.
Żegnaj, laleczko
(tłum. Ewa Życieńska)
Nawet na Central Avenue, na której tłum nie jest szary, wyglądał mniej więcej tak dyskretnie jak na przykład tarantula na biszkoptowym cieście.
Zapaliłem Camela, wydmuchnąłem dym przez nos i spojrzałem na kawałek czarnego, lśniącego metalu na postumencie. Przedstawiał on pełną, gładką wypukłość z wydrążeniem w środku i dwiema naroślami od zewnątrz. Wlepiłem wzrok w rzeźbę. Mariott to zauważył.
- Interesująca rzecz - wyjaśnił niedbale. - Znalazłem ją właśnie przed paroma dniami. To "Duch poranka" Asty Dial.
- Myślałem, że to "Dwa pryszcze na dupie" Klopsteina - powiedziałem.
- Jak się to objawia, kiedy pan wpada w prawdziwie gadatliwy nastrój ... kiwa pan palcem w bucie?
Była to fotografia blondynki. Blondynki, na widok której biskup zdolny by był wybić dziurę w witrażu.
Zapach bijący z kawiarni był tak mocny, że można by na nim postawić garaż.
- Miał coś na panią?
- Czy powinnam panu mówić?
- Prawdopodobnie nie byłoby to rozsądne
Roześmiała się.
- A jednak powiem. Kiedyś u niego w domu za dużo wypiłam i straciłam przytomność. Rzadko mi się to zdarza. Wtedy zrobił mi parę zdjęć ... z sukienką zadartą po szyję.
- Plugawa świnia - powiedziałem. - Czy ma pani któreś z nich pod ręką?
- Kto mnie tu wsadził, dlaczego i jakim sposobem? Jestem dziś nieobliczalny. Chcę szaleć i gryźć. Słyszę zew upiorów. Już tydzień, jak nikogo nie zabiłem. Śpiewaj doktorku. Brząknij w starożytną lutnię i niech popłynie ton pieśni.
W świetle lampy na ganku jej twarz nagle pobladła.
- Boże! - wykrzyknęła. - Wygląda pan jak ojciec Hamleta!
- Mówiłem panu, żeby się pan nie zajmował tą sprawą.
- Nie jest pan Panem Bogiem. Nie jest pan nawet Jezusem Chrystusem.
ps. Wiecej cytatów- na stronce
http://www.chandler.republika.pl/chandler.html


Komentarze
Pokaż komentarze (10)