Jako kibcowi Barcy trochę niezręcznie mi to pisać, ale strach przed drużyną Guardioli, urósł już do takich rozmiarów, że gdy broniąca się w jedenastu Chelsea nie straciła bramki, to wszyscy jej biją brawo. Jak do tej pory takim drużynom jak bądź, co bądź, ale jednak wicemistrz Anglii, nie sztuką było zamurować bramkę i zaparkować autobus w polu karnym – jak to swego czasu mówił Mourihno. Tymczasem teraz jest to wielki sukces, wszyscy (no może poza kibicami blaugrany) oddychają z ulgą, a Hiddink robi wręcz za geniusza. Sęk w tym, że Hiddink od lat (konkretnie od 11 lat) nie wygrał żadnego z trofeum, z Koreą wygrywał na oszustwie, owszem świetnie prowadził Rosję, ale teraz Chelsea na Camp Nou grała taktyką Henryka Apostela w pamiętnym meczu na Parc des Princes. A przecież na papierze dysproporcji, aż tak wielkich nie ma. Hiddink wymyślił to, co wymyśla każdy trener słabiutkiej drużyny, która nie chce stracić bramek na Camp Nou. Schować się za potrójną gardą i coś tam próbować z kontry. Taką taktykę to może przyjąć i trener polskiej A klasy, ale gdy ją przyjmuje półfinalista Ligi Mistrzów z takim składem jak Chelsea, to nie jest to geniusz, tylko tchórzostwo. I hołd dla Barcelony, tak jak hołd składały kiedyś ekipy bojące się podjąć walkę z drużyną Mourihno.
Ale nawet broniąc się, kopiąc po kostkach i rzadko przekraczając pole karne rywala, Barcelona ten mecz mogła spokojnie wygrać. Miał Eto idealną sytuację, ale Cech wybronił. To kolejny dowód na to żeby bramkarzy nie skreślać zbyt szybko, zwłaszcza takich bramkarzy. Podejrzewam, że taktyka Hiddinka nie tylko, co oczywiste, podrażni Barcelonę, ale może wprowadzić też niepewność w ekipie Romka Abramowicza. Trudno przed rewanżem wmówić kolegom Lamparda, że nie są gorsi od Barcy, skoro tydzień temu kazano im jak juniorom bronić się i rzadko przekraczać połowę rywala. Oni wiedzą, że są gorsi i to jest ich słabość. Barca mogła wygrać, mimo iż chłopcy Hiddinka zamurowali bramkę, ale że nic dwa razy się nie powtarza to jeśli znów zamurują to pewnie Cech tyle szczęścia już mieć nie będzie, a jeśli nie zamurują to będzie grany otwarty futbol- czyli coś co Barca lubi najbardziej.
Ale zanim nadejdzie Chelsea pora na kropkę nad i w La Liga i mecz z Realem. Prawdę mówiąc wszystko, no może prawie wszystko (kontuzja Marqueza) układa się po myśli Barcy. To Real musi atakować, a więc się odsłaniać, nie ma Robbena, a Barca pała chęcią rewanżu po dwóch ostatnich remisach. Jeżeli wygrałaby mecz, to by było praktycznie po sprawie i można by spokojnie pomyśleć o Lidze Mistrzów. W końcu nie tak znowu dawno, jak grać na Santiago Bernabeu, pokazał Ronaldihno, a dziś Barca jest chyba nawet lepsza niż wówczas. Cóż, serce mówi 1:2, rozum 1:1, a jak będzie zobaczymy za kilka godzin…
PS Wszystkiego najlepszego z okazji dnia flagi czy czegoś tam.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)