Palenie opon i samochodów to normalka - miał powiedział Dziennikowi, w kontekście demonstracji, Piotr Kownacki, a wyborcy już wiedzą po co kancelaria kupuje limuzyny za całe 200 milinów złotych. Czy będą płonęły samochody, bo działacze Sierpnia 80 chcą darmowego Internetu, tańszego transportu, ratowania rybołówstwa, przetwórstwa, stoczni, hut, podwyżki dla nauczycieli, pielęgniarek, – nie wiadomo, ale chyba nie. Sami ponoć zaproponowali aby obchody odbyły się w Gdańsku, a Tusk spotkał się z nimi w Dworze Artusa. Pomysł żeby przenosić obchody z Gdańska do Krakowa jest pomysłem niezłym, ale jeszcze lepszym byłby pomysł, by je przenieść do Gniezna – ojczyźnianej naszej kolebki. Jeżeli zaś Gniezno nie podoła, bo tam też się pałętają jakieś „solidaruchy”, to zapraszam do Łowicza. Było nie było, ale przecież historyczna siedziba arcybiskupów. Zresztą właśnie hurtowo zwalniają tam ludzi i zamykają zakłady, może przy okazji Solidarność 80 tym się zajmie, jak już z Merkelową, Sarkozym i Berlusconim załatwi równy kodeks pracy w Europie.
Gdy by jednak i Łowicz odpadł można by zrobić obchody ruchome, towarzystwo wsadziło by się do wagonu i przez całą dobę poiło, woziło, pokazywało, a Sławku Nowaku stawiał by po drodze tekturowe domy, hale, fabryki, co by przed Euro się wprawić. Bartoszewski by dostał wagon bydlęcy, niech się zawczasu przyzwyczaja, do tego jak go potraktuje chrześcijański elektorat, gdy w końcu elektorat wywalczy władzę. Parząc zaś na to jakie jęki, oburzenia i horrendalne zdziwienie da się wyczytać u związkowców i ich wolnorynkowych sympatyków, którzy dziwnym trafem nagle do związkowców zapałali miłością, trzeba chyba kolejarski pomysł zarzucić. No bo przecież skoro Solidarność 80 ma aż tak wielki problem by przetransportować się do Krakowa, to może nie trzeba się wynosić aż pod Wawel. Może wystarczy Tczew, albo Elbląg. Tam pewnie też związkowcy nie dotrą, krzycząc, Tusku zróbże w Gdańsku obchody, nie bądź świnia i nie psuj zabawy. No ale może Pan Śniadek pomoże i zorganizuje swoich. Tak czy inaczej rozmawiać trzeba, bo jeśli nie Tczew to może choć Frombork (w końcu też historyczne miejsce polskojęzycznego Kopernika).
I być może w tej historycznej aurze powinien premier w końcu porozmawiać z rektorem UKSW, w sprawie Pana Camerona, który chciał na naukowej konferencji przekonywać żeby gejów poddać kwarantanniebo nic do społeczeństwa nie wnoszą. Sprawa oburzyła nawet zwyczajowo wyważonego red. Pospieszalskiego: Nie może być tak, że gdy się komuś nie podoba jakiś pogląd, to nie można o nim publicznie rozmawiać. Ludzie, którzy się boją dyskursu publicznego, są niczym talibowie świata nauki. Lecz nim premier wezwie rektora na dywanik, wisi nad nim jeszcze jedna rozmowa niedokończona, odkładana dobrych lat parę, a mianowicie rozmowa z rektorem UMCS w Lublinie, który swego czasu zakazał akcji T-shirt dla wolności, bo mogło to naruszyć dobra innych osób. Więc chronologicznie rzecz biorąc, zanim na uczelni Pan Cameron zacznie, w imię nauki, nawoływać do zamykania gejów w obozach koncentracyjnych, najpierw na katolickich uczelniach powinny zawisnąć koszulki: mam okres, jestem lesbijką, usunęłam ciążę, no i rzecz jasna nieśmiertelne: nie płakałem po papieżu.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)