Podczas niedawnej wizyty Żiżka w Polszy, na szczęście odbyło się bez ekscesów i rwania szat, które towarzyszyły choćby wydaniu „Rewolucji u bram” – pism Lenina, z autorskim komentarzem naszej słoweńskiej kluseczki. Tym razem nikt nie protestował, ani nie było mowy o promocji leninizmu, słowem Żiżek ante portas, a porty wraz z właścicielem w domu, albo na grillu, na którego nie stać wszystkich Polaków. Być może konserwo-libero-tradycjo teiści zorientowali się, że ich negatywne komentarze umieszczane są przez Krytykę Polityczną jako zachęta do kupowania. Albo co grosza wpadli na pomysł, że nie ma co protestować przeciwko Żiżkom, tudzież Che Guevarrom, bo przecież skoro dopuszczamy wersję, że trzeba było iść z lewakiem Hitlerem na Moskwę, to lada moment ktoś może sobie założyć brunatną koszulkę (mundur?) z takowym napisem, by zaraz potem założyć koszulkę z innym lewakiem i wklejką: „Trzeba było iść z Leninem”, „Trzeba było iść z Fidelem” albo właśnie „Trzeba iść z Żiżkiem”. Patrząc bowiem na te ruskie bezhołowie z II wojny wystarczyła jedna dywizja by zająć Moskwę, a już od czasów Żółkiewskiego i Napoleona wiadomo, że zajęcie Moskwy to zajęcie Rosji. Zaś gdybyśmy, jakimś cudem, przegrali, to z pewnością dżentelmen Stalin doceniając honor przeciwnika, robiłby przed Zachodem taką samą hucpę, jaką robił z Mikołajczykiem, 3 x Tak i rzekomo wolnym wyborem Polaków.
Wróćmy jednak do Lenina i Żiżka, bo to nas też powinno dotyczyć, gdybyśmy bowiem poszli z Leninem, choćby na Berlin, to by może nie było Stalina (wysłali by go na komisarza?) a Stalin najgorszy, więc zdrowa relapolitk mówi, więcej Iljicza mniej Wisarionowicza. Lenin jednak niestety nie żyje, nie złapało pokolenie AK okazji ani na kradzież ikon, ani zegarków, ale oto dziś na horyzoncie pojawił się nam Żiżek. A że lepszy Żiżek w garści, niż Bartoszewski na dachu, a nawet sklepieniu (unijnym), toteż i Żiżka prawica winna docenić. U Żiżka bowiem, jak u tego austriackiego malarza – znaleźć można wszystko, a nawet bardziej, powołują się na niego, pieszczą, nagradzają, nawet Zdzisław Krasnodębski cytuje, toteż i prawicowy Kowalski może ze spokojem dać z Żiżka cytata (Oj cytata, ta ekspedientka cytata) lub koszulkę z Żiżkiem na prawplecy założyć.
Zwłaszcza, że Slavoj twierdził, iż „Jeśli Boga nie ma to wszystko jest zakazane” a także „To zabawne, że już u późnego Marksa i Engelsa kapitalizm ukazywał swoje schyłkowe, gnijące, dekadenckie oblicze, u Lenina gnił jeszcze bardziej, według Mao gnicie i dekadencja osiągnęły najgorsze możliwe stadium... Ale im bardziej kapitalizm gnije, tym bardziej rozkwita”, no i że „Na Zachodzie panuje dzisiaj ideologia szczęścia, która zastąpiła ideologię obowiązku. Ideologiem szczęścia jest Dalajlama. Wszystkie jego książki – zawsze zaglądam tylko na pierwszą stronę – zaczynają się od takiego oto motywu: „Wszystkie żywe istoty, nie tylko ludzie, dążą do szczęścia, starają się unikać bólu”.
Rzecz jasna nasz mały rewolucjonista wywodzi z tego, krańcowo odmienne od prawicy, wnioski, ale czyż to nie znaczy, iż korzeń, że się tak po świńsku wyrażę, mają nasze prawaczki z Żiżkiem wspólny? Że też chcą prącie rewolucji pchnąć, niechaj dynda w historii dziejów i zamaszyście niszczy ten świat nie do zniesienia? I tak jak z Hitlerem na Stalina, z Leninem na Berlin, tak z Żiżkiem powinni się wybrać na wojnę z hedonizmem lemingów. Wszak hedonizm to zbydlęcenie, a my na czyjeś zbydlęcenie pozwolić nie możemy, a że końcówki podkowy zawsze się przyciągają, toteż plack, plack, rewolucyjnym prąciem po lemingów hełmach, razem z Gottem co mit uns będzie, by potem zasiać w głowach nowy wspaniały świat. Czy to Lenina, czy Korwina, czy innego, białej cywilizacji, syna.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)