Wyobraź sobie sytuację, że masz firmę, spotykasz się z klientem, on rzuca jakieś prawackie historie o spiskach, Żydach, masonach itp. I co masz wtedy zrobić? Możesz się z nim pokłócić, zacząć go pouczać, ale wtedy kontraktu nie będzie. A ten kontrakt to dla Ciebie i Twojej firmy być albo nie być. Wyobraź sobie, że idziesz do pracy, jako informatyk, a pracodawca pyta Cię o poglądy polityczne. I wyobraź sobie, że masz cholernie głupiego szefa i piszesz o ty na forum.
No więc wedle etyki: „musisz zawsze pod nazwiskiem ujawniać swoje poglądy” w każdej z powyższej sytuacji, powinieneś pod nazwiskiem powiedzieć co myślisz. Jeżeli blogi to komentarze prywatne to postulat pisz pod nazwiskiem, jest niczym innym jak wejściem na równie pochyłą z koncepcją: Musisz zawsze pod nazwiskiem mówić to co myślisz albo milczeć. W tym przypadku musisz powiedzieć w pracy, że głosujesz na PiS, kontrahentowi, że jest kretynem, a na szefa nie możesz napisać na forum, że jest idiotą. W myśl tej etyki, nie możesz też korzystać z anonimowego telefonu zaufania o przemocy domowej…
Ale co jeśli blogi nie są tylko komentarzami, ale rzeczywiście mają wpływać na rzeczywistość. Tyle tylko, że ci sami dziennikarze, którzy żądają ujawniania blogerów, żeby móc ich pozywać albo oskarżać, sami zamykają się w klatkach. Sami zbierają podpisy o wolność słowa, sami się popierają (przynajmniej częściowo). A na dodatek mają wsparcie redakcji, która może im w obronie pomóc. Postulat: ujawnijcie się żeby was ścigać za słowo, choć nas ścigać nie powinni, mimo iż mamy wsparcie wpływowych mediów – to jest kwint esencja dziennikarskiej etyki. I poglądu na świat.
I jeszcze mała uwaga w sprawie Fundacji kataryny. Ta fundacja współpracuje np. z Fundacją Batorego. Co o fundacji Batorego sądzi prawica, wiadomo. Więc żebyśmy tu do końca wszyscy byli uczciwi trzeba jasno powiedzieć: że problem mam teraz nie ja, tylko ci, którzy na dźwięk owej fundacja Sorosa, dostają szału i od razu krzyczą o spiskach. Problem mają Kłopotowscy, Sciosopodobni i inni, którzy tak łatwo wołają ABW i rzucają potwarz na ludzi co w społecznych fundacjach działają (kazus akcji Idź na wybory).
Perfidia Dziennika polega nie tylko na ujawnieniu danych, ale na tym, jakie to dane. I na tym, że prawica musi teraz rżnąć głupa i odstawiać spiskowe teorie na boczny tor. Bo teraz teorie te parzą, bo parzy ścioslogika, bo parzy powiązywanie z Fundacją Batorego, bo przecie te fotki z Mazowieckim i sprawozdania finansowe naprawdę istnieją. I mam wrażenie, że w głębi duszy, niejednemu ta gwałtowana konwersja, wcale nie przychodzi tak łatwo.




Komentarze
Pokaż komentarze (65)