Wiem, wiem nie powinienem już o tym pisać, mamy tego dość, nastąpił przesyt, powoli wszystkim zbiera się już na mdłości lecz cóż robić, gdy na tacy znów się pojawia wypieczona kaczuszka, a my nic, tylko musimy dodać buraczki.
Oto znów Cezary M. ten od utraconej czci kataryny, wysmażył ripostę, tym razem błyskawicznie doszkalając się w Internecie, gdyż jak się okazuje był nawet na blogu anonimowej Maryli .Na ile Maryla jest anonimowa, skoro pokazywała swoją twarz w filmikach internetowych, nie wiem, ale zapewne wie o tym red. M. i pewnie tylko przypadkiem zapomniał o tym napisać.
Pisze nam nasz kochany red., że Internetem rządzą anonimowi donosiciele, zaś Dziesiątki anonimowych frustratów, występujących pod barwnymi pseudonimami "Lou Cypher", "thor", "zdziffko", "absztyfikant"... obrzucają nas wyzwiskami, tyleż wściekli, ile przerażeni.Wiemy więc chyba już skąd ten Cypher u Krasowskiego, i skąd ten Matrix, no i że to internauci donoszą, a nie donosi Dziennik. Ale wiedzieć także możemy jeszcze parę innych rzeczy, gdyż jak pisze Pan redaktor:Otóż, jeśli ktoś postanowił zabawić się w osobę publiczną na internetowych blogach i listach dyskusyjnych, będzie przez nas sprawdzany jak osoba publiczna. Tak samo jak sprawdzani są przez nas Palikot, Oleksy, Kurski czy Migalski. I inni.
Otóż chciałoby się powiedzieć, że jak ktoś będzie sprawdzany, to potem ten ktoś może wytoczyć powództwo o ochronę dóbr osobistych i nie pomoże wtedy ani Edyta Herbuś, ani nawet uwielbiany w środowisku hip-hopu raper Mezo wraz z Kasią Skrzynecką. Choć z drugiej strony trudno powiedzieć, czy to groźba na serio, wszak Pan Cezary pisze, iżOd ubiegłego piątku, od dnia opublikowania naszego materiału o Katarynie, mamy niezły ubaw.Fakt, ubaw muszą mieć niezły, w końcu skasowali wszystkie komentarze i nie dają możliwości wpisania się pod tekstem. Typowe zachowanie kogoś kto ma ubaw – film jest śmieszny, no to go wyłączę w połowie i pójdę o tym powiedzieć sąsiadom.
Z tym ubawem może być jednak lipa, gdyż Pan Cezary uderza w martyrologiczne tony, grzmiąc o tym, że Internet stał się szkołą niewolników i powołując się na czterech chłopców z wileńskiego gimnazjum - Michała Platera, Jana Czechowicza, Benedykta Kościałkowskiego i Jana Kułakowskiego, którzy stanęli odważnie przed całą klasą i napisali kredą na tablicy "Vivat Konstytucja 3 maja, o jak słodkie wspomnienie dla rodaków lecz nie masz, kto by się o nią dopomniał". I groził im za to Sybir.
Cóż, można powiedzieć? Ano chyba tylko to, że ktoś na tych chłopców zapewne doniósł, Dziennika jeszcze wtedy w Polsce nie było, ale zapewne był niejeden co twierdził, że jak ktoś się bawi w osobę publiczną, no to go spotkają konsekwencje. Kto wie, może nawet przy okazji wybuchła uczona dyskusja o granicach krytyki władzy. Czaadajewa pewnie jakiś ówczesny Michalski nie cytował, tym bardziej Bakunina. W końcu Bakunin, zupełnie jak później Konopnicka, Tuwim, Gałczyński, Boy, Leśmian używali pseudonimu. A pseudonimy to brak odwagi, gdyż tylko ludzie wolni występują pod własnym nazwiskiem.
Tymczasem gdy jakiś anonimowy internauta, tzn. frustrat, mały człowiek, antysemita, antyklerykał nienawistny, czy last but not least damski bokser wpisze w wyszukiwarce „Ezoteryczne źródła nazizmu” – wyskoczy mu artykuł niejakiego Marka Tabora. A gdy jakimś cudem frustrat wpadnie na to by w wyszukiwarce dopisać jeszcze nazwisko Cezary Michalski, to się ku swemu zaskoczeniu dowie, że niejaki Marek Tabor, to o zgrozo, niewolniczy pseudonim… Cezarego Michalskiego. I to bynajmniej nie z czasów gdy wysyłali na Sybir.




Komentarze
Pokaż komentarze (41)