Wiedziony czy to wewnętrzną siłą, czy to życiowym pędem, przerzucając kanały trafiłem na Antysalon Ziemkiewicza, a nuż jakiemuś dziadkowi znowu zabawnie karzą zejść z anteny. Nadzieje, moje okazały się jednak płonne, jak donosi red. Warzecha, trzeba było słuchać Toku, gdzie Władyka off the record powiedział, że Buzek to „niezły jebaka”, za co ja ma teraz rzekomo mam się na Władykę oburzać. Niestety oburzać się nie potrafię, takowo na Ziemkiewicza, jak i Warzechę, ot śmieję się i zaliczam ich, za przeproszeniem, do chamów, czyli niczym się ode mnie i większości społeczeństwa w istocie nie różnią. Tedy by formalności stało się zadość, nie tylko Warzechę, ale i Władykę serdecznie witam w bramie za Delikatesami, napoje, jak i plastikowe kubki, we własnym zakresie.
Oglądam tedy Antysalon, patrzę czy jakieś babci, ktoś tam laski nie wyrwie, jakiegoś dziadka nie depcze, ale nie spokój, nikt nie ma dresów, gadają sobie o podatkach. Najpierw więc Pan Sadowski w filmowym blitzie reklamuje Dzień wolności podatkowej, a towarzystwo nie oburza się, że „Dzień bez…”, niczym Dzień bez kary śmierci, kokluszu - pomysłem jest idiotycznym. Widać jak idea słuszna to i idiotyzm wręcz znika. Potem Pan Sadowski twierdzi, że dajemy na rząd więcej niż inni, na co Pani Dąbrowska, że to nie idzie na rząd, na co Warzecha, że on płaci, a ma dziurawe drogi, po czym Janecki stwierdza, że podatek VAT jest łatwy, a PIT jest trudny. Widać Janecki z VATem ma do czynienia tylko przy kasie w Tesco. Dyskusję kończy Rafał A. Zimkiewicz drwiąc, jakże by inaczej, z Wyborczej, że działania Palikowa nazywa optymalizacją podatkową (bardzo ładne słowo), choć jako żywo sam RAZ z optymalizacji korzysta umyślnie tkwiąc w KRUSie, jednocześnie go krytykując.
No więc taki był poziom tej rozmowy, zaiste wyższych to lotów, niż komunikat o zepsutym zamku, gwiazdy naszej publicystyki znają się przecież na wszystkim, no może poza odróżnianiem trybu karnego od cywilnego, co rzecz jasna, nie przeszkadza krytykować naszej legislacji.
By jednak ślepym nie być na jedno oko, zaglądam do Sławka Sierakowskiego, którego analizy socjologiczne cenie, choć mu tam zawsze wychodzi, że jesteśmy społeczeństwem lewicowym, tylko o tym jeszcze nie wiemy. Tym razem Sławek na warsztat wziął Palikota, który dostał nagrodę Hiacynta, choć instrumentalnie wykorzystał gejów, niczym Ubecy. Towarzystwo salonowe zaraz zaczęło klaskać, a niejaki Skwieciński z Rzepy aż tak się wzruszył, iż nawet się zwierzył, że już nie traktuje Sławka jak chłopa i pożytecznego idioty, tylko chyba tak bardziej po ludzku, co może być pocałunkiem śmierci. Pozycja Skwiecińskiego jest, zdaje się taka, że jednym komentarzem pogrzebałby i samego Fidela Castro, gdyby tylko dali mu tę komunistyczną gębę do ucałowania. Nie wiem więc czy się Sławek cieszy, że mu takie tuzy ślą swoje buziaki, ale jakby nie patrzeć to chyba jednak Ubecy z penisem po Polsce nie latali, a skojarzenie wygłupów Palikowa z policją polityczną skutkuje albo trywializacją prlowsko - gejowskiej martrologii albo ośmieszaniem samej Ubecji, której, jak widać, bliżej było do błaznów niż do tych co szantażowali tych biednych, zaszczutych TW. Czy Palikot upupia polską polityką w ślad za jego ukochanym Gombro, czy robi krecią robotę, jak chce Mistewicz, nie wiem - pora może na głębszą analizę, choć rozumiem że towarzystwo spod inteligencji zaangażowanej Brzozowskiego bardziej go nie znosi niż konserwatystów (ci, przynajmniej mają wizję, i chcą coś zmienić). Ale tak czy inaczej oskarżenia Palikota, nie tylko były próbą wskazania hipokryzji homofoba, co jest klasyką w walce politycznej (coś jak wypominanie gosposi z Afryki, przeciwnikom imigrantów), ale także pięknie rozbijały konserwatywny stereotyp geja- samotnego kawalera u matki, który nie korzysta z boskiego daru (nakazu?) płodności i czynem nie walczy w obronie rodziny. Rzecz jasna żadna nagroda się Palikotowi nie należy, ale histeria z powodu głupoty Hiacynta i lamenty, że geje głosują na homofobiczną PO, pokazuje, że Sławek, po prostu w gejach widzi tylko gejów, choć przecież są to także przedsiębiorcy, nauczyciele, księża, związkowcy, piłkarze i po prostu zamiast związków partnerskich wolą niższe podatki, których na marginesie, PO i tak im nie obniży.




Komentarze
Pokaż komentarze (23)