Gdy słyszę jak szykanowany magister Zyzak udziela wywiadów, jak go, jak małpkę, obwożą po świecie, jak go chwalą, jak mu gratulują, choćby Ci, co sobie ubzdurali, że mają coś do powiedzenia o polskiej elicie, to myślę sobie, że niejeden młodzieżowy działacz PiSu, chciałby być tak jak ów Zyzak szykanowany. Gdy z drugiej strony myślę o Lechu Wałęsie, który gdzieś tam, jak choinka w lecie, stał zakurzony ze świecidełkami, Noblami, zasługami, to mam wrażenie, że za powrót, jeśli nie do polityki, to przynajmniej do niezłej kasy, dziękować powinien intelektualnym tuzom od braci K., bo gdyby go nie szarpali, to pies z kulawą nogą by się za nim obejrzeć nie raczył.
Pomysł, że w dychotomicznym podziale, już nie tyle partii, co politycznych kiboli, walenie przez jednych w łeb, ma być prześladowaniem, rodzić się musi tylko w umysłach tak jasnych, że aż przezroczystych. Wszak było nie było, jak jedni po łbie walą, to drudzy od razu biorą w obronę, więc by dziś zaistnieć, wystarczy podpaść jednej bandzie i już druga banda zakłada kastety. Stąd pójście po linii kiboli własnych, w kontrze do kiboli znienawidzonych, jest tak odważne jak krzyczenie przez kibica Legii, że nienawidzi warszawskiej Polonii.
Ale są sytuacje gdy rzeczywiście, szykany będą i to zazwyczaj w stosunku do tych, których nikt w obronę nie weźmie, bo nie należą do żadnej bandy, przeto raczej mało kto się zająć nimi raczy. Takim kimś ma być rzekomy gej - piłkarz Legii Warszawa, jak bowiem oświadczyć miał Robert Biedroń, w Legii gra co najmniej jeden homoseksualista. Pomysł Biedronia, choć chytry, bronią jednak jest obosieczną. Owszem, z jednej strony każdy, kto teraz skrytykuje donos Biedronia, zarzucając mu narażanie piłkarzy na nieprzyjemności (znajdź geja w Legii), jednocześnie mimowolnie przyznaje, że Polska krajem jest homofobii. Gdyby bowiem Biedroń powiedział, że jest piłkarz, co lubi sobie pograć na kobzie, zarzutów o narażanie na nieprzyjemności by przecież nie było. A udowodnianie homofobii to ponoć Biedronia fach, przynajmniej polityczny. Z drugiej jednak strony, Biedroń, w imię wyższej, gejowskiej sprawy, naraża kogoś na owej homofobii przejawy, a więc głęboko w czterech literach ma owego geja los, jego bezpieczeństwo, gardzi wolnością jego wyboru (czy gość chce się ujawnić czy woli pozostać w szafie), słowem rzuca ofiarę na żer, byleby potwierdzić swą tezę. Więc gejowskiej sprawy nie jest obrońca, a od akcji Hiacynt różni go tylko brak szantażu, ale spokojnie być może ktoś to zrobi za niego. Chyba, że Biedroń w homofobię nie wierzy, ale to znaczy, że już do cna publicznie jest zakłamany.
Istnieje jeszcze jedno wyjście, a mianowicie, że Biedroń z premedytacją skłamał, tyle tylko, że kto mu teraz, po fakcie, uwierzy, wszak prowokacja to zabawa jest niebezpieczna i nigdy nie wiadomo, gdzie w końcu Cię zaprowadzi.




Komentarze
Pokaż komentarze (51)