Całować się i patrzeć czy równo puchnie – mówisz Adamie, zaiste weź lepiej z półki ten złoty kielich i przestań mędrkować, potrzeba Ci siły i nowych gatek, nie uczonej dysputy. Doprawdy, wysadzanie w kosmos tego społeczeństwa, zaczyna już lekko nudzić, ile to już razy, czy myślisz Adamie, że jak się wszystko uda, będzie nam raźniej i wróci niewinny czas gdy się zaczynało? Popatrz, dotychczas wychodziło różnie.
Połóż się lepiej koło mnie, wygodnie, niech twe nagie ciało oplata me dłonie i stopy, proporcje które układali, chyba tylko one godne są zapamiętania. Resztę spalimy w piecu, Adamie. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Fakt, pięknie wyginasz żebro, ale wróć proszę, wróć i połóż się znowu na brzuchu, wtedy bywasz jeszcze piękniejszy i truchleją mi wargi. Wiesz, że nawet Ciebie nie lubię prosić. Twarz, mój drogi Achillesie, jest zmorą gatunku ludzkiego, odwraca uwagę od uniwersalnego piękna. I bytu. Jak dla mnie człowiek nie musi mieć twarzy… Byle miałby pośladki. Ech, oczywiście, że wulgarność ratuje mnie przed wiecznym znudzeniem, sądzisz że taki jestem naprawdę?
Gen zniszczenia, obrzydzenia, który ponoć zasiałem i sieje, miłość splamiona, wszystko to wydaje mi się dziś miałkie i tak wielce pozbawione stylu, chciałoby się czasami Adamie wyjść i stworzyć świat pełen kwiatów. Tak, masz rację, świat z samych kwiatów byłby nie do zniesienia. Tkwię tu ponoć z własnej winy, choć myśląc, że tam miałbym się z Tobą ukrywać, wydaje mi się większą torturą, może więc Adamie, obaj mamy szczęście, nieśmiertelne wszystko i wszystko, ach tak o tym marzą, głupcy. Nie wiedząc co to za brzemię.
Błogosławiony popęd, po trzykroć błogosławiony (czasami używam tego słowa) inaczej byśmy nie wytrzymali, inaczej gniew mój obracał w perzynę by świat, czasami myślę, że mogę wszystko, a jednocześnie nie mogę nic w ogóle, i tak mam ponoć przegrać. Czy warto się więc zabawiać? Ale przyznaj gdy widzisz gęste, i białe krople śniegu kapiące na ludzką skórą, burzy się Twoje libido, moje burzy się zawsze. Jak na człowieka, Adamie, przyznać muszę, że dorastasz niemal Serafinom. Skąd to wiem, cóż świat, mój drogi, jest skomplikowany bardziej niż myślisz. W końcu, choć stary, kusić jeszcze potrafię. Dziad mój, ach ten to nie takie wolty uprawiał, ale pamięć wasza ulotna jest bardziej niż życie. Może i dobrze, ta wasza równia pochyła zawsze była moją ulubioną zabawką. Nie, Adamie, nie jesteśmy pierwszymi, myślisz że dostąpiłeś aż takiego zaszczytu. Ech, próżność ludzka, zawsze mnie zadziwiała. Ale też ułatwiała pracę.




Komentarze
Pokaż komentarze (13)