Po tym jak Konrad Kornatowski oświadczył, że Zbigniew Ziobro dzwonił do niego o 23 szczegółowo wypytując czy Pan Konrad ma ochronę, obstawę i tym podobne, myślałem, że nie ma w tej ekipie większego spryciarza. Bo z pewnością po takim telefonie Kornatowski (robiący ileś lat w policji i prokuraturze) nie zorientował się, że coś się wokół niego szykuje. Mieć takiego Prokuratora Generalnego to skarb dla każdej pracy operacyjnej.
Ale tymczasem okazało się, że nie tylko minister Ziobro jest sprytny, bo jeszcze sprytniejszy jest prokurator Engelking. Oto na posiedzeniu zacnej komisji, gdzie unosi się duch kompetencji, obiektywizmu i dążenia do prawdy, Engeleking jeszcze lepszy, bo prawniczy, wywinął numer. Ni mniej, ni więcej a oświadczył, iż owszem, przetwarzanie danych osobowych (ujawnienie z imienia i nazwiska żony Janusza Kaczmarka) jest dopuszczalne, m.in. tylko wówczas gdy jest to niezbędne dla zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa, ale owym przepisem prawa jak najbardziej jest art. 2 i art. 61 konstytucji. A więc odpowiednio: osławione demokratyczne państwo prawa oraz prawo do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcje publicznych. Tym samym oznacza to, że wedle prokuratora Engelkinga, prokuratura ma nie tylko prawo, ale zdaje się, że nawet obowiązek, udzielić mi informacji o danych osobowych jego żony, rodzicach, dziadkach, dzieciach (czyli też pewnie pełniących funkcje) byleby nie były to dane wrażliwe, gdyż te objęte są nieco większymi obostrzeniami. Ciekawa to interpretacja, a jeszcze ciekawsze, co na to obrońcy „nie interesowania” się córką Romana Giertycha i zięciem Lecha Kaczyńskiego. Z drugiej strony można uznać, że panu Jerzemu chodziło o to, że dane żony pana Janusza są danymi zebranymi podczas pracy operacyjnej, zaś obywatele zgodnie z art. 61 konstytucji, mogą żądać ujawnienia informacji o działalności organów władzy publicznej. Cóż byłby to rzeczywiście lustracyjny przełom, zwłaszcza gdyby te dane na bieżąco można by oglądać w Internecie, np. na naszej klasie, lub jeszcze lepiej na naszej celi. Wywód swój, spryciula Engelking, wspierał mówiąc, że Janusz Kaczmarek imię swej żony w jakimś wywiadzie prasowym zdradził, przez co tym samym (mając zapewne jej zgodę), zezwoli na ujawnienie owych danych. Niestety Pan prokurator nie dodał, czy owa zgoda dotyczyła także brania udziału, w pod imieniem i nazwiskiem, w projekcjach produkcji filmowo-dźwiękowych firmy Zbyszek&Jurek Ltd. Ale to już są pewnie szczegóły.
Na sam deser, gdy już poseł Mularczyk i Karpiniuk powymieniali fachowe uwagi, wybuchł spór, czy prokurator Engelking będąc w danej sprawie przesłuchiwany w charakterze świadka, może potem mieć wgląd w akta tej sprawy, ale już jako prokurator tę sprawę nadzorujący. Czy może, dajmy na to, nadzorować pracę prokuratora, który go w charakterze świadka przesłuchiwał? Przewodniczący Karpiniuk, za łże-prof. Kruszyńskim (wiemy kogo broni) stwierdzał, że skoro sędzia jest z mocy prawa wyłączony z udziału w sprawie, bo w sprawie był przesłuchiwany w charakterze świadka (art. 40 k.p.k.), a na mocy art. 47 k.p.k ów przepis stosuje się odpowiednio do prokuratora, innych osób prowadzących postępowania oraz innych oskarżycieli publicznych, to się Pan Engelking powinien wyłączyć i sprawy nie nadzorować. A jeśli się nie wyłączył, to powinien wyłączyć go przełożony. Pan Jerzy tak restrykcyjnej i nieetycznej interpretacji jednak nie popierał, gdyż, jak twierdził, nie prowadził przecież postępowania przygotowawczego. Nam zaś trudno uznać, że skoro pan Jerzy za funkcjonariusza uznaje tegoż funkcjonariusza rodzinę, to za prokuratora uważać może też prokuratora nadzorującego. Zresztą pomysł, aby tak rozszerzającą wykładnię popierać, prowadziłby do horrendum, gdzie prokurator przesłuchiwany przez prok. Engelkinga, nie mógłby później, awansować i całkiem legalnie, w ramach nadzoru rzecz jasna, sprawdzić, czy aby w swych zeznaniach za daleko się nie zapędził. A w swej szczerości nie odstaje od innych świadków-towarzyszy niedoli. Wiedza to przecież podstawa.
I tylko poseł Mularczyk był wściekły, bo tak jak słusznie nie widział nic zdrożnego w świadkowaniu i nadzorowaniu przez posła Engelkinga, tak oburzał się, na eksperta komisji, który składając opinię prawną w powyższej sprawie, był wcześniej w owej sprawie składającym zawiadomienie o popełnienie przestępstwa (właśnie przez Engelkinga). A już takiego konfliktu interesów Pan poseł znieść nie mógł. Za to jak najbardziej znieść mógł Pan poseł Karpiniuk, dla którego zarzuty posła Mularczyka dziwnym przypadkiem okazały się wręcz absurdalne.
PS Jako, że są już akapity, krytyków moich proszę o wnikliwszą lekturę, bo ostatnim razem, wszyscy chyba byliśmy, rozumieniem przez nich tekstu, nieco zawiedzeni.




Komentarze
Pokaż komentarze (17)