Polityka jest również sztuką łapania okazji, gdy w odpowiednim czasie i miejscu nie skorzystasz z oferty, ta może się już nie powtórzyć. I skorzystają inni. Stronnictwo Demokratyczne nie jest silne rzekomą skutecznością Piskorskiego, mityczną fachowością Olechowskiego, czy jakimkolwiek efektem świeżości. Jest silne tylko i wyłącznie jednym – swoim majątkiem. A przy obecnych zasadach finansowania partii politycznych to warunek konieczny by w polityce prowadzić jakąkolwiek działalność. Posłów mamy tchórzliwych, do tego finansowo mało zaradnych. Nie zastawią własnych mieszkań dla dobra partii, która reprezentować ma ich ukochanych wyborców. Poświęcać się dla Ojczyzny można, ale nie za swoje. No chyba, że zastawiając własny majątek, istnieje możliwość zarobku na uwłaszczonym mieniu państwowym (kazus PC i spółki Srebrna). Dlatego dziś pluć w brodę mogą sobie Panowie z Polski XXI wieku. Pluć i złorzeczyć, że w odpowiednim momencie nie schylili się po worek z monetami. Mieli szansę na partię konserwatywnych „czterdziestolatków” (Kowal, Poncyliusz, Zalewski, Płażyński, Dutkiewicz, Sikorski) na dodatek Mężydło, Rokita, Buzek – takie transfery poparte solidnym finansowym zapleczem byłyby jakąś alternatywą. Rzecz jasna, przeszłość SD mogła by stawać ością w gardle, no ale czego nie robi się dla wyborców (tak, tak oczywiście kochanych).
Tymczasem po skarb sięgnął Piskorski, który, zdaje się, że nawet nie ukrywa, iż robi Platformę bis. Platformę z czasów jej powstawania, Platformę z prawyborami, niskim podatkami, partię dla przedsiębiorców i tych wielkomiejskich studentów, co to na zajęcia biegają z laptopami, czytają prof. Winieckiego i każą 40 letnim pielęgniarkom się uczyć języków. By żyło się lepiej, wszystkim. Taką partię chce robić Piskorski, partię co Platformę zajdzie od liberalnej strony, bo przecież cała obecna liberalna prawica zmieści się dziś na balkonie u Korwina Mikke. Piskorski upolował już Olechowskiego, Filara i Bogdana Lisa,
w miarę zbliżania się do wyborów upoluje pewnie więcej. Ale wbrew pozorom Stronnictwo Piskorskiego może nie być pomysłem na zniszczenie Tuska, ale ideą na czas po Tuskowym zwycięstwie. Olechowski nie będzie na tyle silny, by przeskoczyć Ziobrę czy premiera Donalda, przeskoczyć może co najwyżej Kaczyńskiego. I być może w II turze miałby
z Tuskiem jakieś szansę, ale czy wiejski i niewykształcony elektorat PiSu (to on, a nie wykształcona pisowska mniejszość, jest siłą braci) zagłosuje na byłego agenta, a przeciwko kandydatowi błogosławionemu przez arcybiskupa Dziwisza? Kościół Łagiewnicki, a może
i Rydzykowi do będzie bardzo aktywny, bo Tusk, jest jaki jest, ale swoją nieudolnością przynajmniej nie rozszerzy zakresu cywilizacji śmierci.
Zupełnie inaczej będzie po wygranych przez Tuska wyborach. Po odejściu złotego chłopca Platforma stanie się partią kompletnie nieatrakcyjną, nawet dla swego żelaznego elektoratu.
Chlebowski, Komorowski, Pitera czy Schetyna to nie są kandydaci na mężów stanu, jakby media się nie starały. Ich obciach, być może w epoce postpolityki – rzecz najważniejsza, jest zbyt rażący, by dokonać retuszu. Cóż, taki już los dworu po sukcesji, zwłaszcza gdy władca, w imię swego komfortu, pozbył się najgroźniejszej konkurencji. Trudno więc by z dnia na dzień szambelan skutecznie udawał króla, nawet jeśli szambelan ma na to wielką ochotę. Rządy Platformy, skupione głównie na blokowaniu Kaczyńskich, opóźnianiu kryzysu
i podwożeniem Tuska do prezydentury, przez swą nieudolność, niemal we wszystkich, pozostałych dziedzinach, obalają też mit wiecznie czekających fachowców. Gdy SLD szedł do władzy miał mieć całe szeregi fachowców, którzy uporządkują bałagan w Państwie, podobnie fachowcami wymachiwał PIS, Platforma zaś miała być wreszcie tą partią, która nie ma krótkiej ławki rezerwowych. Okazało się, że jak zawsze, nawet jeśli fachowcy byli, to tuż po zwycięstwie dali sobie spokój. Kto by chciał kopać się z koniem? Teraz już nie ma do kogo się zwrócić, nie ma nadziei. I właśnie ten brak nadziei, jest nadzieją Stronnictwa, nadzieją na odtworzenie mitu. Patrzcie – jak Ci niby profesjonaliści się skompromitowali.
A my właśnie Wam damy fachowców. Olechowskiego w gospodarce, Filara w prawie, Piskorskiego w pozyskiwaniu funduszy. Elektorat PiSu tego nie złapie, ale kogo po wyborach prezydenckich będzie obchodził elektorat PiSu? Gra toczyć się będzie o największy kawałek tortu – elektorat antykaczystów. Będą to oczywiście fachowcy liberalni, którzy ciągle straszyć będą fochami polskiego przedsiębiorcy. Przedsiębiorcy, który co prawda kupuje, choć nie odróżnia, opcje walutowe, ale za to na pewno ucieknie do rajów podatkowych. W końcu uciekać tak ma już od ponad dwudziestu lat. Będą gardłować o KRUSie, o skomplikowanych podatkach, o euro, słowem o wszystkim co mówi Ryszard Petru, Krzysztof Rybiński, czy Marek Zuber. Będą gardłować o III Irlandii, tym razem o tej prawdziwej.
Drugą nadzieją Stronnictwa jest leżący odłogiem elektorat liberalny obyczajowo, elektorat
z wielkich miast, który zaczął chodzić na wybory, a po spektakularnym odsunięciu Kaczystów być może wreszcie uwierzył w siłę swojego głosu. Ten lektorat nadal nie ma swoich posłów, bo SLD liberalne jest tylko koniunkturalnie, bliżej im do konserwatywnego PZPRowca na defiladzie wojskowej, niż geja na warszawskiej paradzie równości, To jest nisza do zagospodarowania, to cały multum czytelników Gazety Wyborczej i Polityki, którzy Krytyki Politycznej nie kupią bo przeintelektualizowana, od Sierakowskiego wolą Gadomskiego, a najważniejsze by im się Kościół i pokolenie zgredów nie mieszał do szeroko pojętego życia publiczno-prywatnego.
Więc co - miraż Partii Demokratycznej czy Unia Wolności czasów AWS? Tak czy inaczej patrząc jak Czempiński używa Sakiewicza jako pasa transmisyjnego do czarnego PR (być może prawdziwego) a Super Express zapolował na Grasia, ewidentnie coś się szykuje.
Ps. Przepraszam za brak komentarzy ale mam bardzo ograniczony dostęp do netu.




Komentarze
Pokaż komentarze (26)