W przeciwieństwie to ogromnej większości polskiej opinii publicznej nie śledzę polskiej ekstraklasy tak pilnie, by w trzech słowach móc dać tyle świetnych (i nowatorskich) rad polskiej piłce. Niech więc lepiej przemówią fachowcy. Ot, Franciszek Smuga, zdaje się, że już właśnie coś zaczął o ogromnym skandalu. Jak na trenera, czekającego na ofertę pracy w dobrym, bogatym klubie - nie ma co - ma facet klasę, i tyle.
I właśnie o klasie, kulturze, czy właściwie o kulturze języka, chciałem dziś rzec parę słów, bo patrząc na to jak jedna ze stron sporu poniewiera polskich kupców, ktoś głos dać wreszcie musi. Gdyby jeszcze owych kupców zwano „zbędnymi ludźmi” – można by, od biedy, jeszcze wytrzymać. Wszak zbędni ludzie to było, nie było, ale inteligencja (nawet jeśli tylko rosyjska), a nie motłoch, tłum, gmin, czy lumpenproletariat. Ale są tacy, którzy kupców nazywają, po prostu handlarzami, tudzież straganiarzami, co jest już ewidentną przesadą. Straganiarz – a więc ów Pan, co na straganach sprzedaje towary, to naprawdę brzmi prawie jak łachmyta, lub złodziej. A przecież kupców trzeba szanować. Gdyby jednak tak się przypadkiem stało, że ów Pan kupiec, po pracy siadałby przed telewizorem i oglądał „Taniec z Gwiazdami” albo rodzinę Kiepskich, to już bez wstydu można by go nazwać ogłupiałym telewidzem, idiotą, lemingiem, czy po prostu kretynem. A nie daj Panie Boże, gdyby kupiec po utracie pracy się zatrudnił, dajmy na to w Empiku, i nie wiedział, kim jest niejaki Gajcy - no to już rzeczywiście byłby skandal. I symbol upadku polskiej kultury. Nie dziwię się tedy kupcom, że się w Kupieckim Domu Towarowym zabarykadowali, bo jak go tylko, choć na moment, opuszczą to wnet stają się niewykształconymi głupolami, głąbami, czy ludźmi o porażającym wręcz braku wiedzy. Porażającym, rzecz jasna, tę wykształconą, a więc przygniatającą resztę narodu.
Ale to przecież nie wszystko. Nie tylko warto być kupcem i to w tym słynnym blaszaku, który tak bardzo szpeci estetycznie wyrafinowane piękno centrum Warszawy. Warto być również owych kupców sympatykiem, i to sympatykiem, rzekłbym nawet czynnym. Gdy bowiem ów sympatyk rozbija płyty chodnikowe, najpierw o beton, a potem o kaski policjantów choćby na meczu piłkarskim to jest hołotą, którą należy pacyfikować. A może i do niej strzelać. Bo sport to ideał, a ideał nie może sięgać bruku (czy może odwrotnie). Gdy zaś owe niewinne kawałki płyt rzuca ów sympatyk pod domem kupieckim, to jest wówczas ludnością Warszawy, która przyszła kupców wspierać i chronić, znajdujące się w domu towarowym, dzieci. Dzieci bowiem, kupiectwa winny uczyć się od małego.
A kim może być kupiec dla polskiego socjalisty? Kim jest dla polskiego liberała - wiadomo. Jeśli działka należy do liberała, to nieustępliwy kupiec jest terrorystą, którego należy usunąć. Jeśli działka należy do innego właściciela (np. miasta) to kupiec broni swego miejsca pracy,
wolności gospodarczej i stawia słuszny opór znienawidzonej władzy. No chyba, że władza nie jest znienawidzona, tylko jest akurat lubiana. Wówczas kupiec znów staje się terrorystą. Kim jest wobec tego kupiec dla polskiego socjalisty? To już zależy, czy to socjalista stary czy nowy. Jeśli to nowy, to zawsze lepiej żeby kupiec był gejem, bo to, było nie było, ale jednak przedstawiciel uciskanej mniejszości. Jeśli to socjaliści starzy, lub choćby na starych ufryzowani, to lepiej żeby kupiec gejem nie był. Bo to zawsze przedstawiciel mniejszości nieuciskanej, a przynajmniej tak nieuciskanej naprawdę. Ale czy to socjalista stary czy nowy, to każdy z nich uważa, że od kupca jest mądrzejszy, bo kupiec jest ciemny i on kupca wychowa. No chyba, że akurat trafi na polskiego liberała, dla którego kupiec jest na tyle mądry (i wolny), że go trzeba zmusić do płacenia na armię, policję, straż pożarną (a może i TVP). Bo w przeciwnym razie, kupiec z własnej woli, by przecież nie zapłacił.




Komentarze
Pokaż komentarze (24)