O matko! Wildstein o Gombrowiczu
Gombrowicz w grobie się przewraca
40 rocznica śmierci jest dobrą okazją, aby zastanowić się jak bardzo Witold Gombrowicz upupiony został w naszej kulturze ze szczególnym uwzględnieniem jej III RP-owskiej odsłony.
Nie jest szczególne nawet to, że ów głęboki (ile by nie pokazywać banałów i sprzeczności, które zdążył popełnić) pisarz i myśliciel zredukowany został do paru bezrozumnie powtarzanych formułek. Trudno oczekiwać od naszych wykształciuchów, aby przemyśleli "Ślub", jeden z wybitniejszych dramatów XX wieku, w którym utrata tradycyjnej "formy" świata opartego o transcendencję z jego hierarchiami i pewnikami jest doświadczeniem tragicznym, a budowa w to miejsce "kościoła ziemskiego" — przedsięwzięciem właściwie niemożliwym.
Chodzi o rzecz bardziej trywialną, o gębę jaką przyprawił Gombrowiczowi nasz współczesny kołtun. Otóż nasz kołtun współczesny uczynił z niego swojego rzecznika. Powtarzając trzy, albo cztery wyrwane z kontekstu i niezrozumiane terminy przyciął go na obraz i podobieństwo swoje. Nasz kołtun współczesny, daleki potomek Młodziaków jest postępowy. Chadza na parady równości i na kongresy kobiet; wyznaje Unię Europejską, modli się do Brukseli, wstydzi polskości i jej tradycji, zwłaszcza katolickiej. Uznaje, że autor "Trans-Atlantyku" był jego prekursorem: miał być kosmopolitą, atakować "wstecznictwo" i "bogoojczyźnianą" tradycję.
Dla Gombrowicza, który zmagał się z polskością zdając sobie sprawę, że jest ona jego ludzkim, nieprzekraczalnym horyzontem, kołtun taki byłby szczególnie wstrętny. Zastąpienie dawnych wiar przez polityczną poprawność musiałoby dla twórcy "Kosmosu" stać się groteskowym symptomem degeneracji. Oznaczałoby wymianę głębokich kulturowych form, na modną tandetę.
A żeby nie brnąć dalej w oczywistości, wystarczy przytoczyć jeden cytat z "Dziennika": "Człowiek, gdyby nawet nie był związany z narodem więzami zwyczajnego patriotyzmu, będzie zawsze pilnował godności narodu, chociażby z tego tylko względu, że nie może od narodu się oderwać i wobec świata jest Polakiem — stąd wszelkie poniżenie narodu poniża i jego osobiście wobec ludzi. Te zaś uczucia, niejako przymusowe i niezależne od nas, są stokroć silniejsze niż wszystkie nauczone i oklepane sentymenty."
http://www.rp.pl/artykul/2,340122.html
Nie wiem co gorsze?
Pomysł, że to, co napisał Wildstein jest w ogóle jakimkolwiek zastanowieniem, a nie, dajmy na to, bezrozumną formułką?
Pomysł, że nie można chodzić na prady, wstydzić się polskości i rozumieć Gombrowicza?
Pomysł, że akurat ten, a nie inny, kołtun był dla Gombrowicza szczególnie wstrętny ?
Czy pomysł, że rzecznik kołtunerstwa z Transatlantyku będzie teraz pouczał kołtuna z Ferdydurke, sugerując mu, że Gombrowicz postrzegał poniżenie w sposób negatywny, a nie konstruktywny?
Rzeczywiście Gombrowicz się w grobie przewraca… Albo się chichra.




Komentarze
Pokaż komentarze (48)