Nigdy nie ceniłem stylu gry Samulea Eto. Nie ma w nim w nic z gracji, elegancji, choćby Adebayora czy kocich ruchów Kanu. Za to dużo drapieżności. Jedyną wartą odnotowania zaletą (poza instynktem) była, bo już nie jest, jego nieprzewidywalność. Eto strzela z każdej pozycji, czasami zupełnie absurdalnej, przez co, obok Inzaghiego, jest chyba najbardziej samolubnym piłkarzem. Ale z czasem owa nieprzewidywalność stała się przewidywalna, obrońcy zrozumieli, że wystarczy, z dala od bramki dać Eto trochę miejsca, a ten zaraz będzie strzelał. A to o wiele mniej niebezpieczne. Do tego dochodził coraz mniejszy arsenał zwodów, bramka, którą Eto zdobył w finale LM, była tedy bardziej błędem Vidica, niż dowodem kunsztu Kameruńczyka. Bo „na jeden zwód”, na takim poziomie, nabierać się nie wypada. No chyba, że gra się lidze angielskiej. Dlatego Eto powinien grać w Premiership, a nie w Serie A, która mimo upadku, wciąż ma najlepszą obronę (tam bronią i pomocnicy), co patrząc na problemy ze skutecznością w końcówce sezonu, nie nastraja najlepiej. Ale oby mu się udało, będę trzymał kciuki, jak za Ronaldihno.
Nie ceniłem stylu gry, ale nie znaczy, że nie ceniłem gracza. Wręcz przeciwnie, serce dla gry, poświęcenie dla drużyny i strzelanie bramek, może nie pięknych, ale jakże ważnych, sprawie, że Eto stawiam wyżej niż inne elegancko grające gwiazdy. Jak choćby Rivaldo czy Kluiverta. Samuel jest teraz częścią historii i zajął, poczesne, należne mu miejsce, choć jak piszę, nie grał miło dla oka. A przecież w Barcelonie, jak nigdzie, gra się również by cieszyć oko. Taki to klub. Rozumiem też władze klubu, że chcieli zarobić już dziś, bo za rok tylko stracą, ale tak się spraw nie załatwia, tak się nie żegna symboli. Zwłaszcza, gdy grali dla klubu nie tylko dla pieniędzy, trofeów, ale także ze zwykłej sympatii (a może nawet czegoś więcej).
W tym sensie Ibrahimovic jest Eto dokładnym przeciwieństwem. Być może najlepiej technicznie wyszkolony napastnik, bombardier tyleż efektywny, co efektowny, by nie powiedzieć, że czasami wręcz efekciarski. Jak nic stylem gry pasuje więc do Barcelony. Ale Zlatan to już nie tylko samolub na bramki, ale również na pozycję poza boiskiem. A Barca to nie Inter, tu konkurencja jest większa. No i gra tu najlepszy piłkarz na świecie. Gdyby Ibrahimovic miał serce do gry takie jak Eto, gdyby nie odpychał kolegów by strzelać karne, gdyby nie robił fochów, to rzeczywiście transfer mógłby być idealny. A tak zamiast idealnego wpasowania w drużynę Guardiola sprowadził bombę z opóźnionym zapłonem. Jakie tego mogą być konsekwencje pokazał przykład Ronaldihno. Tyle, że kazus Barcy Rijkaarda pokazuje też, że drużynę nawet, po wygraniu Ligi Mistrzów, trzeba po prostu przewietrzyć, bo inaczej siada motywacja. Choć tej po wzmocnieniach Realu z pewnością nie brakuje, jeśli Perez zrobił coś dla Barcelony, to tylko podniósł morale. Czyż nie uroczo będzie nakłuć ten marketingowo nadmuchany balon? Szansą na to, że Ibrahimovic będzie grał, a nie gwiazdorzył może być fakt, że jeśli nie w Barcelonie, to gdzie ma zdobyć swoje trofea? Trofea, bez których nie dostanie przepustki do historii, bo reprezentacja Szwecji jest wciąż średniakiem. I jeśli dogadał się z Del Piero, to może i dogada się z Xavim, czy Messim?
Cóż, zobaczymy, zwłaszcza w kontekście kluczowego transferu Mascherano. Zwłaszcza, że (wstyd się przyznać) nominacją Guardioli byłem przerażony. Bałem się przypadku Bońka, czy Hagiego. Choć skoro za mentora Pepe ma Cruyffa, to może właśnie trzeba było się nowego Cruyffa spodziewać...




Komentarze
Pokaż komentarze (25)