Wydawałoby się, że główną zasługą Roberta Biedronka przy wydawaniu „Bajki o homopingwinach”, będzie ulżenie ciężkiej doli polskich zakonnic. Może się wreszcie uda, i dzieci przestaną biednym siostrzyczkom wykrzykiwać do pingwinów, w końcu, było nie było, ale (jeszcze?) zakonnicą nie może być facet. Choć z drugiej strony, kto oglądał „Trainspotting” czy „Wszystko o Miriam” (nie, nie chodzi o Matkę Jezusa ani Przesmyckiego) ten wie, że życie czasami sprawia niespodzianki.
Tymczasem okazuje się, że Biedroń może przydać się do czegoś jeszcze. Nie ulega chyba wątpliwości, że bajka, w której dwa pingwiny opiekują się pingwiniątkiem trzecim, na stałe zwichnie psychikę dziecka. A zwichnięcie psychiki dziecka, rzecz jasna, nie powinno ujść płazem. Tyle, że przecież dziecko, same sobie bajki nie kupi, kupić ją muszą rodzice. I tu właśnie przydaje się Biedroń. Gdyby Biedronia nie było, nigdy nie dowiedzielibyśmy się ilu zdegenerowanych ojców i wyrodnych matek wychowuje swoje pociechy i jaka jest skala tego procederu. Bo choć podziemie aborcyjne wciąż ma się dobrze, to cywilizacja śmierci nadal się śmie rozmnażać, i nie tylko lesbijki, ale i heteroseksualni czytelnicy Wysokich Obcasów, skutecznie planują potomstwo. Teraz więc wystarczy postawić kuratora, względnie Panią od opieki społecznej przy kasie w Empiku, by łże-rodziców wyłowić. Może i zło – jak pisała Hanna Arendt bywa banalne – ale na pewno nie banalne powinny być metody pokonania różowego Szatana. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że przecież rodzic, który kupił książeczkę jeszcze nie zdążył jej maluchowi wtłoczyć, ale po pierwsze można by to kwalifikować, jeśli nie jako usiłowanie, to chociaż przygotowanie do zbrodni, a po drugie zawsze lepiej działać prewencyjnie. W końcu nie wiadomo czy taki jeden, z drugim, homopingwinosympatyk po kupieniu bajki, nie odda dziecka w inne mroczne zakamarki seksualności. Albo do psychoanalityka.
Najgorsze jednak, że znając życie, najwięcej przy kasie może się znaleźć protestujących konserwatywnych rodziców, którzy po godzinach buszowania w księgarniach, wreszcie znajdą „upragnioną” bajkę. I zanim coś oburzającego zdołają z siebie wydukać, odpowiednie służby aresztują ich za próbę zbrodni na własnych dzieciach.
Instrukcja obsługi dla prawicowych czytelników: Powyższy felieton dotyczy zagadnienia wolności rodziców w sprawowaniu władzy rodzicielskiej, a konkretnie konfliktu między dobrem dziecka rozumianym obiektywnie przez całe społeczeństwo, a dobrem dziecka rozumianym subiektywnie przez jego rodziców. Uprzejmie uprasza się komentujących o uprzednie, trzykrotne zapoznanie się z tekstem felietonu i dwukrotnym przeczytanie niniejszej instrukcji. Serdecznie Dziękuję.




Komentarze
Pokaż komentarze (60)