Ciężkawy śnieg leniwie prószył od kilkunastu minut, kiedy to prezydent w swojej reprezentacyjnej limuzynie zmierzał w kierunku siedziby Sądu Najwyższego. Minę miał nie tęgą. To już 14-ansty niemiecki komik, który drwił z niego i brata- jak o poranku odnotował w swojej specjalnej teczce. Powinienem się nie przejmować, powtarzają mi wszyscy... ale nie mogę- myślał sobie. Ale co tam z Piłsudskiego też się podśmiewywali.
Kawalkada samochodów zatoczyła koło i nieśpiesznie podjechała pod budynek Sądu.
I jeszcze te zeznania w sprawie Skoków, pieprzony układ trzyma się mocno, Jarek miał rację-mruczał sobie pod nosem. Dla rozluźnienia rzucił lotką w tarczę z twarzą Tuska. Ten Gosiewski to umie robić prezenty...he,he.
Prezydent wygramolił się z auta, założył niemodny kaszkiet i poszedł składać zeznania. Cały proces trwał zaledwie godzinę, a potrwałby i krócej gdyby dziennikarze nie protestowali, za to, że sędzia wszystkich ich skazał za obrazę sądu. Za głośno pstrykali zdjęcia i ironicznie klaskali. Sądy zostały odzyskane dopiero miesiąc temu, a brak odpowiednich kandydatów spowodował, że prezesem SN musiał zostać Kazimierz Marcinkiewicz.
Prezydent zadowolony z wyroku wyszedł z sali rozpraw im. zdrady okrągłego stołu i udał się do windy. To były te małe dwuosobowe windy, do których nie mogli wejść wszyscy ochroniarze prezydenta z Opus Dei. Gdy rozsunęły się drzwi okazało się, że winda nie jest pusta. Jedzie w niej kobieta w starszym wieku z niedbałą fryzurą na „grzybka". Prezydent poznał gadzinę, spotkali się przed laty...tuż po słynnej sprawie TW „Beata". Sędzia Mojkowska, bo tak nazywała się ta kobieta, była wówczas przewodniczącą składu orzekającego.
Prezydent zaskoczony niespodziewanym spotkaniem oparł plecy o guziki w windzie jednocześnie wszystkie naciskając. Winda zaczęła więc zatrzymywać się na kolejnych piętrach.
Przez kilka pierwszych sekund najsłynniejszy mąż stanu potrafił się opanować, ale język świerzbił go coraz bardziej. W końcu wypalił:
- Jak tam ojczulek, nadal upiera się Pani, abyśmy nie zmieniali Pani nazwiska...przecież noszenie nazwiska Mojkowska to hańba.
Spokojna kobieta przeszła gwałtowną metamorfozę-błyskawicznym, kocim zdaje się ruchem, sięgnęła do kieszeni płaszcza i rozłożyła oprawiony w ramki egzemplarz gazety sprzed lat.
-A jak tam córka, cieszy się, że ma teścia zbrodniarza z SLD, a jak wnuczka cieszy się z ojczyma.
Prezydenta zamurowało, krew uderzyła do głowy i cały zrobił się siny. Serce zaczęło walić jak młot, a na czole pojawiły się pierwsze kropelki potu. Przecież Trybunał Cymańskiego kazał zniszczyć wszystkie narzędzia przestępstwa. Przecież ta gazeta miał być zamknięta-przecież mi obiecali -myśli kłębiły się w głowie z szybkością donosu „Gazety Polskiej"
Zaczął się dusić, padł na kolana, ale resztkami sił zdołał jedynie nacisnąć guzik alarmowy.
Prezydent w niebezpieczeństwie-taki sygnał pojawił się redakcjach, domach, urzędach w całej Polsce. Uwaga, uwaga ogłaszam alarm dla VI RP, prezydent w niebezpieczeństwie-taka wiadomość popłynęła we wszystkich komórkach, radiach, telewizorach i w Internecie.
Pierwszy zerwał się Michał Karnowski i zabierając Piotra Semkę pognali na ratunek. Pozostali pracownicy w redakcji „Dziennika" zastygli w bezruchu. Cezary Michalski przestał prać ręcznie swój kombatancki sweter. Pospieszalski, Milcarek i Terlikowski oderwali się od pisania nowej Biblii, a Rybiński zawołał o św. Wildsteinie co teraz? Redaktor Janke pomyślał ;może będzie Popis, a rozdwojenie jaźni dało o sobie znać u Rafała Ziemkiewicz , który na wszelki wypadek usiadł i zaczął coś bazgrać o moralnej odpowiedzialności Adama Michnika.
Tylko Jerzy Pilch chichrał z kącie w jednym ręku trzymając „Zmartwychwstanie" Tołstoja, a w drugim opróżnioną szklankę żołądkowej gorzkiej.
Jakże inny obrazek przedstawiał się w redakcji „Gazety Wyborczej" w Otwocku, która decyzją Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich musiała solidarnie zamienić się na siedziby z „Działkowcem Otwockim". Adam Michnik, jak za dawnych lat odpalał papierosa do papierosa. Zdymisjonowany przez premiera senator Niesiołowski z wrażenia przestał się ślinić, a ponad połowa dziennikarzy nawróciła się na chrześcijańsko-bartosiową wiarę, od niedawna dopuszczającą heteroseksualnych mężczyzn do święceń kapłańskich.
W telewizji naprędce zwołane grono profesorów wyjaśniało dlaczego do tego doszło.
- To wina liberalizmu zagrzmiał prof. Legutko -dziekan uczelni Krakowsko-Warszawskich
- I masonów dodał ojciec prof. Rydzyk.
- Masonów tak, ale nie liberalizmu tylko libertynizmu i jewropejskiego socjalizmu- udowadniał hrabia prof. Korwin -Mikke.
Wszystkich pogodził zakonnik Marek Jurek, obarczają ojców zamachowców za to, że w dzieciństwie nie bili swych dzieci.
Tymczasem w stronę budynku pędził rozszalały tłum. Na jego czele w śnieżnym pługu ( porwanym w stanie wyższej konieczności) jechał sam Specminister Gosiewski. Pojazd prowadził kolanami, bo obie ręce miał zajęte telefonowaniem do obecnej i byłej żony, że na deser może się spóźnić. Za nim na w husarskim stroju na wierzchowcu przedniej krwi galopował Krzysztof Putra wraz z Ludwikiem Dornem stawiającym ogromne kroki, w niemal siedmiomilowych butach.
Ale pierwsza była młodzież Wszechpolska otaczając budynek z pochodniami, które ułożono w stary pogański symbol ognia. Na końcu pochodu biegła minister Fotyga i potknąwszy się o własne nogi zaklęła siarczyście o Scheise -zaskakując samą siebie świetną znajomością języka hitlerowskiego.
Dwaj starcy w podziemiach budynku SN odłożyli pędzle z farbą i przestali malować gwiazdy Dawida, arabskie półksiężyce i twarze Michnika.
-Judajczykowie z razwiedki zaatakowali-odrzekł Stanisław.
- O my God...(my God znaczy Stanisławie mój Boże) porachuje się z nimi piórem i mieczem, vulgo: załatwię ich, ergo: pokonam- odrzekł Waldemar gładząc się po kilkudniowym zaroście.
Służby specjalne prosto z Watykanu spuszczały w kominie Giertycha, a Lepper pełznął w otworach klimatyzacyjnych... Minister Ziobro aresztował wszystkich mieszkańców Polski na prawo od Wisły
-Nikt nam nie umknie- wyraźnie tryumfował w mediach.
Prezydenta uratował jednak ktoś inny...skromny poseł Jacek Kurski, który nie wiedzieć czemu jako pierwszy znalazł się w pobliżu windy. A może czaił się tam od zawsze ? Przegryzł zębami drzwi i zmachał się ogromniastym bilbordem PZU, aby zmieść przeciwnika z powierzchni ziemi.
Tylko, że w windzie, oprócz ciężko oddychającego prezydenta nie było nikogo...
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka