Ja chcę tylko/aż aby ten film mnie po prostu śmieszył. Idę z ciężkim sercem bo przeważają opinie negatywne. Część z osób kieruje się tym co Tym tymczasowo sobie „tymował" czyli felietonami z „Rzepy". A były one świetne, aczkolwiek ostre jak żyletka. Pan Stanisław braci bliźniaków nie głaskał po główce ( porównywał ich retorykę z retoryką Bieruta).Tym to nie Marcin Wolski.
Idę z ciężkim sercem bo tak jak Tym potrafił bawić do łez w „Rzepie" tak potrafił przynudzać w książce „Mamuta tu mam". Jaki będzie więc Tymowy Ryś, okaże się wkrótce.
Ale gdy tak zastanowić się nad kondycja politycznej satyry to jest z nią w Polsce krucho. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wspaniałe tradycje historyczne, jeszcze z czasów przedwojennych. Przedstawiciele, twórcy kultowych kabaretów żyją przecież nadal, próbują tworzyć, ale to już nie to. Wychodzi koszmarnie prostacko z zacięciem propagandowym jak u Pietrzaka albo lokalnie, bez dawnych sukcesów jak u Laskowika.
Tylko, że kiedyś paradoksalnie było o wiele łatwiej. Wyczulonej na podteksty publiczności wystarczyło rzucić jakieś hasło o tamtych, onych, jakąś nawet nie wyszukana aluzję, a już wszyscy ryczeli ze śmiechu. Kiedyś też Polacy potrafili się śmiać częściej , dziś częściej narzekają...
I choć czasy są dzisiaj inne, co nie oznacza, że mniej komiczne to ze zdziwieniem słucham, że politycy są tak śmieszni, że prześcigają zawodowych satyryków. Naprawdę rzadko można spotkać tak głupawy argument. Przecież im politycy są śmieszniejsi, tym łatwiej jest ich wyśmiać. Tymczasem polscy satyrycy najzwyczajniej w świecie tego nie potrafią. Dlatego gro kabaretów skupia się na wątkach obyczajowych, a kabaretów politycznych jest jak na lekarstwo.
Dobrze, że chociaż pojawił się Pis bo im bardziej ktoś jest przekonany o swej misji, nadęty, tym łatwiej go skontrować. Pis to dla satyryków wybawienie, bo mając w sobie ten tradycyjno-narodowy rys wpisuje się w szeroki trend wyśmiewania polskiego kołtuna. Do tego sojusz z LPR i Samoobrona ...po prostu nic tylko siadać i pisać skecze. Ale z tymi skeczami nie jest znowu tak rewelacyjnie. Żarty o bliźniakach i kaczkach się już przejadły. Zostaje Majewski show, który apogeum popularności ma już chyba za sobą. Szkło kontaktowe zaliczono już do układu, więc chcąc nie chcąc stało się strona polityczną. Na resztę trzeba spuścić zasłonę milczenia. Pozostaje tylko interent.
Dlatego na „Rysia" idę z ciężkim sercem. Pociesza mnie to, że „Miś" początkowo nie wzbudził zachwytu krytyki , a dopiero po latach termin „bareizm' zmienił swoje pejoratywne znaczenie. Tylko, że ja tyle lat czekać nie zamierzam.
P.S. Jutro w TVP film „Wielka wsypa" całkiem przyjemna komedia współczesna. Myślę, że bez względu na poglądy polityczne powinna się podobać. A dziś „Narty Ojca Świętego" mojego ulubionego Pilcha.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)