Część I „W poczekalni"
Kliniczne światło wbijało się w oczy, gdy gromadne stado kłębiło się pod pokojem Pana Doktora i powagą sytuacji tak przygniatani, wciąż na nowo i nowo, że i oddychać trudno, i czekać ciężko, i nad losem tylko swoim zapłakać by się chciało. Ale nie teraz, teraz na minach skupienie ogromne i czekanie na Pana Doktora, który przewielebną najświętszą i najmądrzejszą swą buźkę, delikatną wystawi i raczy odezwać się do czającej się pod lekarskimi drzwiami hołoty.
- Jest lekarz -bezczelnie śmiał spytać pacjent, co to ani chyba chory ani zdrowy, hybryda jakiś dziwnych tkanek zapewne.
- Nie ma Panie, my już 3 godziny czekamy, a lekarza nie ma podobno, ale może być, jest i będzie- odezwała się najżwawsza z nich, która niejedną bitwę w warzywniaku o obniżkę pora i selera wygrała-Ale kolejka jest - teraz syk już głośny barytonem podrasowany. Gdyby teraz rewolucja jakaś wybuchła sycząca warzywniaków królowa, na barykady by prowadziła. Gdyby na swojej drodze Leppera spotkała może i o kurwikach by teraz zapodawała, a że schorowana, a że czasy cholera spokojne, to tylko w takiej kolejce swój prym wieść mogła.
Nagle trzask, ktoś wyszedł, dziesiątki głów z naddźwiękową prędkością na przybysza wzrok swój skierowały i dziurę w plecach wierciły, czy to już ? Czy św. Piotr w osobie obecnego lekarza drzwi do raju uchylił, czy możemy wejść? Pokornie, wzrokiem obitych kundli, którzy na wszystkie szykany się godzą, w każdej chwili całą niemal godność na szale swa rzucić gotowi, byle za drzwiami znaleźć się mogli. Niestety to pielęgniarka, dla której niczym wszechwładnej damy, wszystkie drzwi otworem stoją, która nawet pukać nie musi. Co bardziej podejrzliwi, czyli u nas co czwarty, w myślach przeklinają tą sukę, pewnie specjalnie te drzwi otwiera i serce do lotu podrywa, niech siedzi na dupie i nie wzywa wilka na daremno. Każde powietrza drganie, każdy odgłos zza rajskiej bramy w stan upojenia, podniecenia, gorączki oczekiwania pacjentów wprawia, a ta sobie ciągle futryną stuka. Stan przedzawałowy wywołany drzwiami, nie przez oczekiwaną osobę otwieranymi, to poważny przypadek, powszechnie przez lekarzy wszystkich specjalności lekceważony. Znowu więc powrót do kolejkowej medytacji, o dziwo gazet tu nie uświadczysz chyba, że o chorobach, książki wymarły, za to te rozmowy...
Medycyna nawet dla alternatywnej medycyny alternatywna, słowem dziwoląg z ludzkiej wyobraźni stworzony, przekazywane z godziny na godzinę nowe wersje, diagnozy terapii powikłań i zapatrywań na przyszłość. Gdyby nowotwory tak szybko jak ludzkie pomysły nad własną chorobą rozprzestrzeniać się miały, to ludzkość już dawno by wymarła. Oczywiście oprócz pijaków, lekarzy i pielęgniarek. Ci nigdy nie chorują i basta .
Zaczyna się jak zawsze niewinnie, ot wysyłane małe podjazdy przez Wołodyjowskich wszystkich poczekalni szpitalnych. Na co Pani chora, jak długo, a czy była w szpitalu? Taki malutki rekonesans, wywiadzik, w boju pierwsze rozpoznanie. A bo u mnie to taka i taka choroba się przyplątała, tyle i tyle już cierpię i końca nie widać i znowu po doktorach tułać się muszę. Niech tylko przerwie, niech tylko spróbuje w bólu i współczuciu się nie połączyć, niech o zgrozo swoje przypadki przelicytować zechce. O wojna, wojna wtedy bez fanfar wypowiedziana, wojna na własne choroby, na leki bóle i cierpienia. Najpierw przednia formacja w wir walki rzucona... bolące biodro, wrzody, serce kręgosłup, potem odziały ze skrzydła reumatyzm, osteoporoza, jaskra , zaćma, żylaki wszystko się przyda , wszystko co jest na podorędziu. Nawet zęby mądrości powyrywane i świnka z dzieciństwa, żeby co prawda pojedyncza, ale zawsze armata wystrzeliła. Ach jaka złość gdy on lub co gorsza ona bardziej chora wydaje się wszystkim. Jaka porażka, hańba być zdrowszym. Jaki zgrzyt, płacz duszy, o żeby tu jakaś trucizna pod ręka była, albo chociaż młotek to chętnie w łeb bym sobie dała (co prawda delikatnie, żeby nie bolało), ale udowodniłabym że bardziej chora jestem Oczywiście z winy lekarzy, bo z własnej przenigdy.
Ja tu wcześniej stałem, ja tylko po pieczątkę, kto jest ostatni, Pani? Chyba nie - to już klasyka, tomy dzieł bardziej lub mniej mało wybitnych o tym powstało. Kolejkowa harmonia, kolejkowe rozmowy, zasady nie pisane, prawo kolejkowe, common law to wszystko już znane. Zgrane chwyty: krążenia wokół drzwi, podsuwanie się do framugi, bratanie się wręcz podlizywanie się do kolejkowego lidera, miny cierpiącego, frasobliwego czy innego Jezuska robione, to wszystko już było. No i oczywiście gdy tylko arcyważny Pan doktor nos wyściubi, jak muchy na gównie go obsiadanie.
Nagle nadchodzi ten uroczysty moment i wezwanie szorstkim głosem, żołnierską wręcz komenda wysłane- Następny. Och jaki popłoch, rwetes, wezwanemu się udziela. Wstaje na baczność, twarz promienieje, aczkolwiek na policzkach pojawiają się rozkwitające pąsy czerwone. To nieśmiałości dowody. Tak zdecydowanie wszyscy na mnie teraz patrzą, myśli sobie szara myszka, ta której kolej nastała. Ale perspektywa zakończenia trudów kolejkowego czekania wszelki psychiczny dyskomfort sowicie wynagradza .
-Wstawaj dziecko - i natychmiast za rękę je szarpie -Szybko, Pan doktor nas wzywa- biedne dziecko nie rozumie, dlaczego ów Pan Doktor tak ważny. Tylko te bystrzejsze, po tonie głosu rozumieją, że to ktoś ważniejszy od taty, babci, nauczycielki, a może i nawet samego księdza proboszcza. -Szybko, Pan doktor" -ręka wyrywana, na twarzy ofiary hierarchicznych poczekalnianych obrzędów, ból i grymas, często płacz, a nawet rozpacz -Chodźże przecież Pan Doktor czeka. Doktor, kurwa -w myślach dudni, doktor. Tylko najgłupsze całkowicie pozbawione instynktu samozachowawczego istoty, przed wejściem do gabinetu by się opierały. Na pierwszy rzut oka za chwile ręka wyrwana będzie i rodzic w swoim uniesieniu z kikutem do gabinetu pobiegnie. Poddają się wtedy małolaty i za rodzicem w tym tryumfalno-desperackim pochodzie dreptają.
Wreszcie za bramą, wreszcie po drugiej stronie poza czekającą hołotą, wreszcie już, wreszcie zaraz, wreszcie za chwilę koniec tej męki. Na palcach, ale jednak poważnym krokiem, aby pokazać się w całej swej wyniosłości, wejście do gabinetu. Gabinet te wszystkie takie same. Surowe, bladozielone z lamperiami, parawanem, gablotką, bzdurnym plakatem i oczywiście kozetką- świadkiem niejednego pozamałżeńskiego poczęcia. Polscy lekarze na pomysł aby gabinet wyglądał choć trochę przytulnie jeszcze nie wpadli No bo po co. Jak pacjent takim niemiłym widokiem raz w pysk dostanie to się nauczy co go czeka. A najczęściej w szpitalach czeka go o coś gorszego. Więc niech nie narzeka, w końcu to lekarz ma przebywać tu cale kilka godzin, a lekarz tak lekki oldschool lubi. - Proszę siadać- pokazuje władczym, rzadko miłym głosem. Oby umyta myśli po cichu, oby nie zrzędziła.
Mortal combat time to begin zaczyna się pierwszy wywiadzik zwykle dłuższy dane kaligrafowane niespiesznie, komputery to nadal jeszcze rarytasie, a jak stoją to nieużywane. Karty pacjentów zgrabnie ułożone w farbą olejną pomalowanych pudelkach dopełniają świadectwa rozpaczy...
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka