Jakie to spazmy śmiechu, różowe pąsy na polikach, nerwowe tiki a może nawet dzienne zmazy wywołał ten pomysł wśród jedynie patriotycznej części naszego salonu. Skaczą sobie chłopcy po swoich blogach, upajając się błyskotliwością swoich dowcipów, nie przymierzając niczym premier z ostatniego dowcipu o Jaroszewiczu. Och, a co z wysiedleniami bombardowaniem Drezna, Napoleonem itd. Nie da się napisać takiego podręcznika, bo nikogo nie zadowoli he,he itd., itp.misiu, pysiu, kocham cię bez wazeliny.
Niewinni salonowi blogerzy nie wpadli na pomysł, że taki podręcznik miałby właśnie pokazywać jednocześnie kilka punktów widzenia na to samo wydarzenie. To byłaby dopiero lekcja historii, a może i nawet empatii. Kilka, ba kilkanaście tomów, gdzie najwybitniejsze pióra europejskich historyków pisałoby dzieje Europy, z różnorakiego punktu widzenia, sięgano by po rozmaite źródła, wspierałoby się i sprzeczano.
Taki podręcznik na miarę współczesnej encyklopedii Diderota, byłby kapitalny źródłem rozważań o związkach przyczynowo europejskiej historii.
Historia powszechna jest zwłaszcza po ostatnich pomysłach Romana G. traktowana po macoszemu. Tymczasem teraz nadarza się okazja aby Polacy część swoich poglądów mogli zrewidować albo ...się w nich umocnić.
Ale niektórzy Semkopodobni, gdy usłyszą Niemiec to zaraz Steinbach , Steinbach, a historie to by chcieli mieć podaną tak jak w nowo odzyskanej Rzeczpospolitej.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)