Ten tekst nie będzie o kompromitacji Romana Giertycha, bo aby móc się skompromitować trzeba mieć jakąś „ kompromitacyjną zdolność", a Roman Giertych już ja dawno utracił.
Ten tekst nie będzie też o aborcji, która jeżeli plan Marka Jurka się powiedzie, zostanie na mocy znowelizowanego art.30 Konstytucji zakazana już w 2008 r., tuż po obsadzeniu Trybunału Konstytucyjnego „swoimi „sędziami.
Będzie to tekst , który od dawna tlił mi się w głowie, a bieg informacyjnych wypadków tylko publikacje przyspieszył. Będzie to tekst polskim demonie. Będzie to tekst o lustracji.
Marek Piwowski był Tajnym Współpracownikiem. Sam się przyznał, ale na swój „Rejsowy" sposób. Powiada, że specjalnie zarejestrował się u kumpla Sb-eka jako TW. Zrobił to po to aby zdobyć paszport, gdyż jako osoba skazana wcześniej za nielegalne przekroczenie granicy, nigdy paszportu by nie dostał. Ponoć „donosił" tylko na Tyma i Głowackiego, którzy o tym wiedzieli, a z tym drugim nagrywał nawet mówienie przez sen, jako dowód prawdziwości swych informacji.
Marek Piwowski, twierdzi, że nikogo nie skrzywdził. Wiele osób mu nie wierzy, wcale im się nie dziwie. Zbyt wielu winnych, zbyt głośno wypierało się swoich donosów. Piwowski siłą rzeczy został wepchnięty do tego lustracyjnego rowu, nie on jeden. Taki los spotkał też Małgorzatę Niezabitowska, o której do dziś nie dowiemy się czy była czy nie TW.
Rozmówca z SB nigdy nie wiedział czy jego informacje są dla Sb ważne-mówi Marek Lassota, historyk IPN. Wszyscy prolustratorzy stale podnoszą ten argument. Nie było informacji nieważnych... wszystkim mogłeś zaszkodzić.
Jeżeli tak to pytam się jak w świetle tych argumentów oceniać postawę ZBIGNIEWA HERBERTA.
Wiem, że Herbert nie donosił i oczywiście nie był TW, był za to szykanowany przez SB. Tylko, że Herbert wzywany przez SB też informował z pozoru o błahych (według niego) sprawach. Czytał i komentował „Dolinę Issy" Miłosza, opowiadał o swoich przyjaciołach, prowadził z „łapsami" grę, o której informował swych przyjaciół. Inaczej nigdy by nie dostał paszportu.
Ale Herbert informacje przekazywał, a przecież dla SB informacji nieważnych nie było...
W przypadku Herberta mówi się o nieszkodliwości jego informacji, w przypadku Piwowskiego twierdzi, się że informacji szkodliwych nie było.
Myślenie schematami to chyba esencja zagadnienia lustracji w Polsce.
Na koniec dla prawicowych czytelników łyżka miodu do tej beczki dziegciu.
Tak, spór lustracyjny wygraliście. Nikt na poważnie nie bierze już zalewania archiwów betonem, palenia akt czy nawet opóźnianiu lustracji. Po latach wygraliście spór ze środowiskiem Gazety Wyborczej. To wy mieliście rację, to wasze wielkie zwycięstwo.
Ale może się to być zwycięstwo pyrrusowe, może się wam wymknąć. Jeżeli po sprawie Gilowskiej, abp.Michalika, zawartości teczki Tomasza Jastruna i być może Marka Piwowskiego, nadal będziecie upierać się przy dogmacie nieomylności teczek to przegracie. Te sprawy to wyjątki od reguły, ale lekceważąc te wyjątki popełniacie ten sam błąd co wasi przeciwnicy, którzy za swoje oderwanie od rzeczywistości ponieśli określona cenę


Komentarze
Pokaż komentarze (13)