Gdyby w Polsce zapytać dziennikarza mediów lokalnych czy kiedykolwiek w swej pracy spotkał się z przykładami niejasnych powiązań i kryminalnych interesów, ten parsknąłby śmiechem, myśląc że to prowokacja. Gdyby kazać wymienić mu członków owego układu zrobiłby to bez najmniejszego wysiłku. Gdyby poczytać opracowania dotyczące metod lobbingu w polskim parlamencie i zestawić je z międzynarodowymi badaniami dotyczącymi korupcji w Polsce, to musiałby nasunąć się tylko jeden wniosek. Układ istnieje i trzyma się mocno. W środowiskach lokalnych to najczęściej ktoś z ratusza, policji, prokuratury może nawet sądu, czasami ksiądz czy miejscowy dziennikarz. Na szczeblu krajowym może to być ktokolwiek byle miał pełną kieszeń i otwarte drzwi do gabinetów, niekoniecznie ministrów. Często wystarczy podrzędny urzędnik. Nie łudźmy się ministrowie rozporządzeń nie piszą. Setki takich spraw opisywał i Wyborcza i Dziennik i Rzeczpospolita. Wszystkie tygodniki opinii i prasa lokalna.
Jednakże dziś wiara w owy układ stała się papierkiem lakmusowym wyboru nie tylko światopoglądowego, nie tyle nawet politycznego, co ściśle partyjnego. Kto bada, sądzi, podejrzewa układ ten jest zwolennikiem braci Kaczyńskich, kto go lekceważy jest ich przeciwnikiem. Słowo układ tak jak kiedyś patriotyzm zostało zawłaszczone przez jedno środowisko, przez jedną partię. Patrząc na reakcje obu strony barykady, można z powodzeniem stwierdzić, że nic lepszego nie mogło się członkom owego układu przydarzyć.
Podczas gdy złapanie nawet najmniejszej płotki jest dla rządzących dowodem na rozsupłanie słynnej szarej sieci, to dla np. Waldemara Kuczyńskiego aresztowanie jakichkolwiek aferzystów nadal pozwala mu odliczać na blogu „A układu ani śladu." Przypięcie komuś przez PiS łatki „układowca", prędzej u przeciwników tej partii wywoła współczucie niż oburzenie i ostracyzm.. Członek układu wskazany z kolei przez kogoś innego niż Kaczyńscy, legitymuje się według nich najlepszym świadectwem niewinności. Jeżeli kombinatorzy i łapówkarze są inteligentni ( a są), to tę prawidłowość odkryli już dawno. Teraz po krótkim zamieszaniu, znów moszczą swe gniazdka, a to w cieniu nowych panów IV RP, a to starych III. Wystarczy, że wiedzą komu można podpaść, a kogo lekceważyć.
Fundamentalny spór miedzy Pis, a ich przeciwnikami pojawia się już na etapie genezy agenturalnych powiązań. U braci Kaczyńskich układ powstał jako jeden z głównych celów transformacji. Zmiany po 89r. współtworzone były przez komunistów, a więc z definicji nie mogli mieć oni szczerych intencji. Gdzieś był haczyk i tym haczykiem jest WSI, ABW itp. Ponadto coś tak złego jak układ nie mogło powstać samoistnie i nie może być niekontrolowane. Ktoś to stworzył, ktoś pociąga za sznurki, ktoś decyduje a role są rozpisane na wiele lat naprzód. Teoria układu wg. Jarosława i Lecha Kaczyńskich to teoria ściśle „kreacjonistyczna". Bracia wierzą, że świat nie jest samonakręcającą się sprężyną, wiec mroczna część tego świata tym bardziej. Poza tym poszukiwanie mitycznego króla podziemia mocno działa na wyobraźnię i dopinguje w syzyfowej pracy w walce z patologią. Przeciwnicy Pis uważają natomiast owy układ za uboczny produkt transformacji . Niejasne powiązania kliki, sitwy to cena jaką należało ponieść, aby odzyskać wolność i zmienić ustrój. Cena dla nich nie wielka Jeżeli kapitalizm zakłada aktywizację całego społeczeństwa we wszystkich jego dziedzinach, to dlaczego miałoby to nie dotyczyć przestępców. Jeżeli gangi istnieją w każdym kraju demokratycznym to znaczy, że nie ma demokracji bez zorganizowanej przestępczości. W dyktaturze nie ma mafii , bo mafią jest państwo. To dlatego jako jedynym, który miał jako takie sukcesy w walce z Cosa Nostrą był Mussolini, a w PRL-u niepaństwowa zorganizowana przestępczość prawie nie występowała. W sprawie genezy układu środowisko antypisowskie jest zwolennikiem „ewolucjonizmu" i „wielkiego wybuchu". Tym wybuchem był oczywiście rok 1989.
Ponadto sam pisowski układ może jawić się jako potwór, którego najpierw należy sobie wyobrazić, a potem oswoić się z myślą, że najważniejsze, to nie przekonać innych, że on istnieje, tylko na niego zapolować. Zapolować i zabić. Bracia Kaczyńscy uważają, że ta bestia jest tak ogromna, że wszystko czego dotkną to zaledwie czubek góry lodowej. Bracia, a z nimi cała Polska porusza się tedy po grzbiecie owej bestii, a „krzywizna ziemi" jest po prostu częścią odwłoku chimery. Każdy złapany, nawet Rywin musi więc z definicji być płotką, bo gdyby ją nie był, to okazałoby się, że potwór nie jest wcale aż taki straszny. Oczywiście płotka, nie plotka, ale członkiem układu jest, co należy dobitnie podkreślać na konferencjach prasowych. Przy czym bracia Kaczyńscy owego potwora się nie boja, bo cały czas z nim mentalnie obcują. Jeżeli cały czas się o myśli o nowotworze to można się do tego niego przyzwyczaić na tyle, że myśl o nim przestaje paraliżować, a człowiek skupia się na technikach przetrwania.
Pisowscy przeciwnicy nie tylko zaś nie wierzą, że potwór jest aż tak wielki, ale niektórzy nawet nie do końca dają wiarę w jakiekolwiek jego istnienie. Teoria, że potwór czyha za rogiem i jest odpowiedzialny za cale zło po 89 roku, jest dla nich tak zaskakująca, że aż niewyobrażalna. Potęga potwora widzianego prze PiS ma dla nich moc tak przeogromną, że aż nierealną. A skoro nierealną to wszelkie o nim opowieści zawsze będą bajdurzeniem. Stąd te aluzje do zdrowia psychicznego działaczy PiS. Jeżeli każda bestia utożsamiana jest z potworem z Loch Ness, to ostrzeżeń o nadchodzącej zagładzie nigdy nie potraktują poważni. Gdy zagraniczny autorytet powie o niebezpieczeństwach układów trapiących Polskę, to się go zlekceważy, bo układ to smok wawelski, a Jarosław Kaczyński to Szewczyk Dratewka. Wśród przeciwników PiS nikt przecież w smoki nigdy nie uwierzy.
Pytanie kolejne jakie się nasuwa to, to czy nasz potwór jest na smyczy i jeżeli tak to u kogo? Skoro bracia Kaczyńscy wierzą, że tylko centralizm jest skuteczny, to podziemie ich zdaniem musi być scentralizowane. W końcu w swym fachu odnosi sukcesy. Stąd jeden układ, a nie wiele układów. Druga strona sądzi z kolei, że skoro świat od zawsze oparty jest na konkurencji, to również jego mroczna część nie może wymykać się tej zasadzie. Skoro wszędzie dookoła ścierają się rozmaite grupy interesów( legalnych i nielegalnych), to nie może być tak, że tam gdzie konfitury są najsłodsze, panuje idealna harmonia i porządek. Jeżeli by tak było to członkowie układu byliby maszynami, nie działały by na nich żadne mechanizmy socjologiczne czy psychologiczne, idealni patrioci obranej przez siebie sprawy. I znowu wiara w taka rzeczywistość wykracza poza ramy wyobraźni. Tak jak wykracza wiara we współczesny żydowski Sanhedryn czy spisek masoński. Aby uwierzyli w pisowskiego potwora musieliby go sobie wyobrazić, aby go sobie wyobrazić musieliby w niego uwierzyć.
Wreszcie do wyjaśnienia pozostaje kwestia, cichych, a może głośnych bohaterów IV Rp - tajnych współpracowników SB. Dla rządzącej obecnie opcji, każdy ujawniony Sbek to dowód na istnienie układu. Ponieważ, jak wiadomo nieujawnionych Sbeków są tysiące, to tych dowodów będzie tylko przybywać. Oczywiście każdy były TW musi kontynuować swą misję do dzisiaj. Lojalka jest jak cyrograf, który podpisuje się do końca swych dni. Stąd polowanie na kwity Lecha Wałęsy. Skoro samo tylko istnienie żyjących do dzisiaj Sbeków, jest dowodem na istnienie układu, to można zaryzykować stwierdzenie, że każda Ipn-owska teczka, bez względu na jej zawartość, też jest takim dowodem. W kwestii odpowiedzi na istnienie układu, badania IPN są wiec zajęciem wtórnym, a nawet daremnym. Samo istnienie IPNu jest potwierdzeniem, że byli agenci, a wiec był i układ, a wiec nie ma już czego udowadniać. Z tego punktu widzenia działalność IPN-u sprowadza się zaledwie do roli katalogowania poszczególnych trybików w maszynie.
Druga strona zaś tak jak istnienie układu, tak i byłych TW lekceważy twierdząc, że to tylko jeden z elementow mozaiki. Obecna kampania przypomina im stanie nad garem z zupą i wyławianie coraz to smaczniejszych kęsów. Owszem potrafią one działać na zmysły, ale w kotle pływa coś jeszcze. Te zaś są lekceważone głównie dlatego, że medialnie nie smakują tak dobrze . Jeżeli w 20 osobowym gangu jeden z równych rangą gangsterów ma przeszłość sbecką to jest to dla nich dowód raczej na to, że gangi korzystają z usług agentury, niż, że agentura korzysta z gangów. Jeżeli wśród członków układu poszukiwano by tylko niskich, rudych i leworęcznych to też można ukuć teorie, że Polską rządzą ludzie o takich właśnie cechach. W ten sam sposób działają antysemici czy antyklerykałowie. Znajdowanie dowolnego TW, eksponowanie go i porzucanie całej reszty budzi u przeciwników PiS zdziwienie, i uniemożliwia rzetelną odpowiedz na pytanie jaki wpływ na rzeczywistość po 89 r. miały służby specjalne.
Pytanie zadawane obecnie przez PiS jest parafrazą pytania ze słynnego kawału "Jaki wpływ ma na Polskę agentura i dlaczego tak przeogromny?
P.S. Ten tekst wysłałem do kilku ogólnopolskich dzienników opinii. Niestety żaden z nich nie chciał go opublikować.
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka